Książka Roku 2011

sobota, 31 grudnia 2011

Michael Cunningham Nim zapadnie nocza odkrywanie i subtelny opis struktur niedoskonałości w sztuce, jako źródła egzystencji myśli. Za budowanie pomostów transtekstualności, w których centralne miejsce zajmuje przewartościowanie i świadomość przełamania.

Trudność lektury Cunninghama, polega na zmianie sposobu myślenia o pięknie, doskonałości i egzystencji – z jednostkowego, na uniwersalny. Wielu czytelników zarzuca tej powieści zbytnią hermetyczność i całkowite oderwanie od realizmu współczesnego świata. Należy jednak pamiętać o tym, że arcyciekawe zabiegi transtekstualności – nie tylko w tej powieści – ze swojej natury nie należą do procesów łatwych. Są jak tropikalne orchidee – wielobarwne i piękne, ale wymagają odpowiedniego klimatu i temperatury do tego, aby mogły być podziwiane. Tak samo jest z tą powieścią. W anturażu bohatera sztuka jest klimatem, a Ethan – Myłek – odpowiednią temperaturą dla egzystencji myśli.

A z okazji nadchodzącego Nowego 2012 Roku, wszystkim czytelnikom życzę wielu ciepłych chwil, spędzonych w gronie najbliższych, pogody ducha, wytrwałości w realizacji noworocznych postanowień, uśmiechu i radości ze spotkań z książką :)

Zdrowia, szczęścia, miłości… i wielu momentów zachwytu nad pięknem :)

„Ucho od śledzia w śmietanie”, czyli Flawia de Luce na Święta :)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Wszystko zaczyna się od kryształowej kuli, a dokładniej od tego, co Cyganka w niej zobaczyła… Flawia postanawia odkryć tajemnicę swojej przeszłości, a nikt nie zna się lepiej na wróżbach, niż stara Cyganka na festynie w Bishop’s Lacey. Wszystko zaczyna się układać w logiczną całość, kiedy niespodziewanie wybucha pożar i Flawia, chcąc odpokutować swoją winę i poznać prawdę o swojej matce, postanawia zaoferować Cygance pomoc. Jedenastolatka nie jest w stanie przewidzieć, iż wraz z pojawieniem się kobiety na łące Palings należącej do Buckshaw, pojawią się kolejne kłopoty i… trup zawieszony na trójzębie Posejdona, fontannie w ogrodach jej rodzinnej posiadłości.

Flawia tym razem musi rozwiązać nie tylko zagadkę trupa z własnego ogrodu, ale i odkryć, kto brutalnie napadł na Cygankę, dlaczego w starym sklepie ze starociami znajdują się sprzęty należące do De Luce’ów, kto usunął szpikulec do homarów z nosa Brookiego Harewooda i dlaczego Porcelana – wnuczka Cyganki – oskarżyła Flawię o napaść na jej babcię? Wszystko komplikuje fakt, że Flawia w dalszym ciągu nie może dogadać się z siostrami – Felą i Dafi oraz, co przypadkowo odkrywa, jej rodzina jest na skraju bankructwa, a rodzinne zastawy idą pod młotek w Sotheby’s.

PORCELANA (zapisałam w notesie) – nie mogła napaść na babkę, bo była w tym czasie w Londynie. Albo i nie była? Zależy, czy chcę wierzyć jej słowom. Bo dlaczego zaraz po przyjeździe zrobiła pranie?

BROOKIE HAREWOOD – zamordowany prawdopodobnie przez tę samą osobę, która zaatakowała Fenellę. Albo i nie? Czy Brookie napadł na Fenellę? Przebywał w tym czasie w okolicy.

VANETTA HAREWOOD – po co miałaby zabijać syna? Płaciła mu, żeby trzymał się od niej z daleka.

URSZULA? – nie znam nazwiska tej pani. Dłubie przy wybielaczach i wierzbowych witkach. Vanetta Harewood powiedziała, że chroni ją przed światem – czasem aż za bardzo. Motyw?

COLIN PROUT – napastowany przez Brookiego, ale co mógłby mieć przeciw Fenelli?

BULLOWA – groziła Fenelli siekierą; twierdzi, że widziała Fenellę w okolicy, kiedy przed laty zginęło dziecko Bullów.

HOLUNDER – kimkolwiek jest. Fenella wspominała o nim parokrotnie, m.in. widząc dzieciaka Bullów na drzewie w Czarcim Żlebie oraz kiedy nacięłam dziki bez na ognisko w Palings. „Już po nas”, krzyczała. Czy napadł na nią Holunder?

PANNA MOUNTJOY – gospodyni Brookiego. Po co miałaby go zabijać? Kradzież zabytkowej patery chyba nie jest wystarczającym powodem.

Odkreśliłam powyższe notatki grubą linią i napisałam:

RODZINA

TATA – bardzo nieprawdopodobne (choć raz przepędził Fenellę i Johnny’ego Faa z Buckshaw).

FELA, DAFI, DOGGER I PANI MULLET – brak motywu do popełnienia przestępstwa.

Tym razem, jest jeszcze bardziej ciekawie niż poprzednio. Flawia rozwiązuje zagadki detektywistyczne, „zmaga się” intelektualnie z inspektorem Hewittem, dowiaduje się kilku znaczących informacji o swojej matce, demaskuje groźną i tajemniczą sektę kuśtykan oraz w rzece znajduje coś, czego w wodzie nie było widać, a od czego wszystko się zaczęło.

Ucho od śledzia w śmietanie, jest znacznie spójniejszą opowieścią niż Badyl na katowski wór. Fani przygód Flawii, będą zachwyceni tą książką. Wyjątkowy i niepowtarzalny klimat, ciekawe i błyskotliwe dialogi, przenikliwość umysłu jedenastolatki i mnóstwo „chemicznych” wyjaśnień – co śmierdzi rybą, a co nie.

Szkoda tylko, że chyba na kolejny tom przyjdzie czytelnikom trochę poczekać :)

Wesołych Świąt!

sobota, 24 grudnia 2011

Gwiazdkowe życzenia, jeśli przesyła się je w listach, pewno w drodze marzną, zaziębiają się, a może w skrzynce pocztowej kaszlą… Tak napisał ks. Jan Twardowski. 
Niech wszystkie tegoroczne życzenia, będą otulone ciepłymi kocami dobrych wspomnień i kamizelkami gorących pragnień urzeczywistnienia.
Niech niosą ze sobą tyle miłości, ile tylko potrafią udźwignąć… ile im się zmieści w małych podróżnych walizkach. Niech zdrowie ukryte w ich małych cylindrach – kiedy tylko uniosą je do góry w geście pozdrowienia – wyfrunie jak czerwono-popielaty gil, i zagości w naszych świątecznych domach. A szczęście, które do tej pory tak ciężko pracowało, żeby życzenia bezpiecznie do nas dotarły, niech usiądzie z nami przy wigilijnym stole i tak się „zakocha” w pysznych potrawach, śnieżnobiałym obrusie, pachnącej choince… i gościnności, że postanowi z nami pozostać „na dłużej”. Na całe życie :)

Zdrowych, spokojnych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia! :)


„Niebieskawa poświata wylewa się z mojego ubrania”. Poezja Tomasa Tranströmera

niedziela, 11 grudnia 2011

Z poezją jest jak z labiryntem. Każdy dotyk jego ściany, zwielokrotnia świadomość nieświadomości. To, że nie wiemy gdzie się znaleźliśmy, w jakim celu zbudowano labirynt, gdzie jest jego środek, a gdzie koniec. Czy można z niego wyjść… czy można wydostać się z poezji? Jeśli już raz weszło się do tajemniczego labiryntu nagich słów, w którym można się pokaleczyć, a później chodzić w nim, brocząc krwią, czy pomimo tych ran chce się z niego wydostać? Trudność wcale nie polega na unikaniu zadrapań i głębokich ran. Trudność poezji polega na umiejętności przemiany czerwieni krwi w błękit – nie błękit szlachecki, bo nie chodzi w tym labiryncie o królowanie, ale błękit z obrazów Giotta, Belliniego, Moneta czy Degasa. Błękit pruski, paryski, Turnbulla czy Thénarda. 
Kolor, bez którego nie byłoby nieba…

Poezja Tomasa Tranströmera nie jest poezja ukryta, poezją nieobecną czy milczącą. Jest niezaprzeczalnym błyskiem umysłu w chwili, w której widzi, w której dostrzega coś, czemu nie można pozwolić odejść, przeminąć, bez wypowiadania słów. Bez wcześniejszego nazwania. Nie ma w niej nic poukładanego na stałe, nic, czego miejsca nie można by było zmienić… a jednocześnie rzeczywiście zmienić nie można, ale nie z braku chęci, a jedynie z braku posiadania odpowiednich środków i instrumentów. To nazywanie na nowo, układanie w myślach, szeregowanie w doświadczeniach, jest czymś za każdym razem innego rodzaju, jakby widok zatrzymanego czasu oglądany wielokrotnie, ale za każdym razem z innej perspektywy. Czasami jest to nawet powiększenie tej (prawie) fotografii, żeby dostrzec jakiś bardzo ważny szczegół i opisać – nazwać – go od nowa. Bo być może rzeczywistość nigdy wcześniej nie stworzyła takiego właśnie układu, i nigdy nie zespoliła ze sobą takich myśli, i nigdy nie pozwoliła, żeby światło oświetlało w taki sposób. 

Oficyna Literacka wznowiła wydany w 1996 roku tomik poetycki Tomasa Tranströmera, zatytułowany Gondola żałobna. Został on wydany równocześnie w Szwecji, Danii i w Polsce, w doskonałym przekładzie Leonarda Neugera. Tytuł tomiku nawiązuje do dwóch utworów fortepianowych Franciszka Liszta. 
Na przełomie 1882 i 1883 roku Liszt odwiedził w Wenecji swoją córkę Cosimę i jej męża, Richarda Wagnera. Parę miesięcy później Wagner umarł. W tym czasie Liszt skomponował dwa utwory fortepianowe pod tytułem „Trauergondol” (Gondola żałobna).*

* Tomas Tranströmer Gondola żałobna


L'Air du Temps i kwadratura koła. O „Niewidzialnych potworach”

czwartek, 8 grudnia 2011
Należałoby rozpocząć od przedstawienia głównego bohatera. Następnie powinno się powiedzieć kilka słów o bohaterach drugoplanowych, o początku akcji i o wydarzeniach, które sprawiły, że „ktoś” ma dylemat takiego, a takiego rodzaju, „ktoś” „kogoś” kocha lub nienawidzi. Wiele razy można właśnie tak rozpoczynać opowieść, ale nie w przypadku Chucka Palahniuka.

Niewidzialne potwory rozpoczynają się iście hollywoodzką sceną, pełną dramatyzmu i krwi. Dalej raczej nie zapowiada się lepiej. Głowna bohaterka – supermodelka Shannon – ulega poważnemu wypadkowi samochodowemu, który pozbawia ją dolnej części twarzy. Kobieta przestaje być tym, kim była do tej pory. Długotrwałe leczenie nie tylko pozbawiło ją możliwości wykonywania pracy i zupełnie zmieniło jej dotychczasowe życie, ale również ofiarowało jej pewną możliwość poznania samej siebie. Być może nie jest to możliwość, której by kobieta oczekiwała, ale zawiera w sobie pewien substytut zastępujący jej to, co było jej zamiarem – jak się okaże w dalszej części książki. Obok byłej supermodelki, czytelnik poznaje wachlarz wprost niesamowitych osobowości. Pierwszą z nich jest nowonarodzona piękność, transseksualna księżna Brandy Alexander, która towarzyszy (i której towarzyszy) Shannon w podróży po Ameryce. Księżna jest postacią zarówno ciekawą, co tajemniczą, a jej rola już w początkowych częściach utworu może wydawać się przeciwwagą dla utraconej urody bohaterki. Brandy Alexander nosi wielobarwne stroje ze złotymi dodatkami, a na swoich nieproporcjonalnych dłoniach złote pierścienie. Jest „produktem” trzech sióstr Rhea, z którymi mieszkała w eleganckim hotelu. Trzecią osobą, uczestnikiem podróży, jest uwodzicielski mężczyzna Alfa Romeo – dawny narzeczony Shannon, który zostawił ją po straszliwym wypadku, a obecnie zakochany w ekscentrycznej księżnej. Trójka bohaterów podróżuje po Ameryce wynajętymi samochodami i okrada bogate domy, wystawione na sprzedaż. Celem trójki nie stają się drogocenne przedmioty i dzieła sztuki, ale lekarstwa, od których są uzależnieni.

Niewidzialne potwory.

Prawie nikt z poznanych bohaterów nie jest tym, za kogo się podaje, albo w najlepszym razie – jak w przypadku głównej bohaterki, nie mówi całej prawdy o sobie. Tożsamość Alfa Romeo jest stworzona przez księżną, i dla potrzeb określonych sytuacji, odpowiednio do miejsca, okoliczności i kaprysów, ulega zmianie. Mężczyzna ulega pokusom i poddaje się wpływom i zależnościom otaczających go kobiet i mężczyzn. W centralnej części jego świata znajdują się pragnienie zaspokojenia potrzeb seksualnych i fascynacja seksem oraz delikatny głos w sprawie bólu istnienia, ciągle dominowany przez seksualność.
Dla Brandy Alexander, na życie składają się istotne wybory, które właściwe są tylko wtedy, kiedy stoją w sprzeczności z pragnieniami ogółu. Księżna uzależniła się od lekarstw, aby przestać myśleć. Wspomnienia dzieciństwa i domu rodzinnego są dla niej generatorem depresji i złego samopoczucia. Odnalezienie przez nią właściwej tożsamości jest nierozerwalnie połączone z bolesną przeszłością, od której pragnie uciec, bez której nie będzie w stanie wydostać się z pajęczyny uzależnień i ograniczeń. Złoto i kolory otaczające księżną, stanowią błysk jej obecnego położenia, sytuacji, w jakiej się znalazła – intensywny i krótkotrwały.
Shannon McFarland to uobecnienie reakcji jądrowej, która miała miejsce kilka lat wstecz. Gdyby nie pewne działania, niosące za sobą katastrofalne skutki – nie istnieliby ani Brandy Alexander, ani Alfa Romeo. Pojawienie się tych dwóch osobowości, jest ściśle związane z zachowaniem samej bohaterki oraz jej rodziców.
Do tej galerii wymienionych postaci dochodzi jeszcze najlepsza przyjaciółka Shannon – Evie Cottrell. Ona również nie jest tym, za kogo uważają ją ludzie, a jej udział w tworzeniu osobowości towarzysza drogi kobiet jest nie mniej znaczące jak samej Shannon.

Kwadratura koła.

Niewidzialne potwory jest powieścią fragmentaryczną, o minimalnym przekazie wyłącznie ważnych informacji. Sekwencje wydarzeń są poprzerywane i pomieszane ze sobą, dla spotęgowania charakterystycznego klimatu powieści drogi i jako odzwierciedlenie życia bohaterów. To, co zostało ukazane w tekście jako ból i głód istnienia, stanowi swoistą psychologiczną kwadraturę koła. W żadnej z opisywanych osobowości nie zachodzi zmiana o konstruktywnym wydźwięku – i taka zmiana nie jest w stanie nastąpić. Mimo przeżytych cierpień i doświadczonej niesprawiedliwości (przypadek Brandy Alexander/Shane’a) bohaterowie nie przestają pogrążać się w chaosie oczekiwania na ową zmianę, która musi być w ich mniemaniu egzystencjalnym początkiem trwania innej niż dotychczas osoby. Mają to być nowe narodziny, nowego człowieka, a grubą kreską oddzielającą stare życie od nowego ma być wydarzenie przynoszące radykalne zmiany – nawet za cenę życia lub zdrowia.

Chuck Palahniuk tym razem kreśli osobne portrety, indywidualne w swoim zagubieniu i samotności, a połączone ze sobą nicią wspólnych doświadczeń i tragicznych przeżyć. Nigdy jeszcze pragnienie kochania nie było ukazane w tak zasadniczy, minimalistyczny i okrojony, a przy tym w tak brutalny i gorzki sposób. Ta czara goryczy napełniona po brzegi wylewa się, i w tym krytycznym momencie czytelnik zostaje dopuszczony, jako postronny obserwator, do wysłuchania ciężkiej spowiedzi bohaterów powieści.
Nawiązanie do magazynów mody również ma swoje uzasadnienie. Nietrwałość, ulotność i chaos pośród barw i błyskotek, mają swoje nawiązania do produkcjonizmu i powstawania – narodzin – (o które tak zabiegają bohaterowie) – nowego, pięknego produktu, tworu, nowej formy. To wszystko czyni z Niewidzialnych potworów ostrą krytykę konsumpcjonizmu i współczesnego modelu życia, który jest oparty na tym wszystkim, co daje lekką i jednocześnie krótkotrwałą przyjemność. Połączenie ze sobą sztucznego, produkcyjnego piękna z dramatem człowieka, nie może być pochwałą. To coś, do czego nie należy doprowadzać – i jednocześnie przestroga (może przede wszystkim) dla współczesnych rodziców.

Kolejna książka Chucka Palahniuka – i kolejna lektura obowiązkowa!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niebieska Studnia.

Chuck Palahniuk „Potępieni”. O tym, jak inteligentna i wrażliwa trzynastolatka odwiedza Piekło.

niedziela, 4 grudnia 2011
Madison Spencer ma trzynaście lat. Jest (a właściwie należałoby użyć czasu przeszłego – była) córką amerykańskich celebrytów. Młoda dziewczyna zasadniczo odbiega od obrazu współczesnej nastolatki – nie tylko swoją inteligencją, ale też innym postrzeganiem otaczającego ją świata. Madison przedawkowała marihuanę i została za to skazana na dalsze „życie” w piekle. Dziewczyna siedzi w brudnej klatce w otoczeniu innych potępionych – Babette, dziewczyny w tanich podróbkach butów Manolo Blahnika, przemądrzałego mózgowca Leonarda, mięśniaka – futbolisty Pattersona oraz punka z agrafką w policzku – Archera. Po wydostaniu się z klatek o mazisto – brudnych prętach, za sprawą wspomnianej agrafki, piątka nastoletnich skazańców udaje się na rekonesans Piekła. Oprócz Morza Insektów, Wielkiego Płaskowyżu Tłuczonego Szkła, Jeziora Letniej Żółci oraz Bagniska Niedoskrobanych Płodów, spotykają demony różnych gatunków i wielorakiego pochodzenia. Po przygodzie z Pŕezpołnicą – i za jej pomocą – Madison wraz z towarzyszami dociera do centrali Piekła. Zostaje zatrudniona w charakterze telemarketerki, która łącząc się z żyjącymi ma uprzykrzać im życie – zadając jak największą ilość nieistotnych pytań.

W Piekle, jedyną dręczycielką młodej dziewczyny pozostaje nadzieja, która nieustannie trwa, i która nie pozwala jej na pogodzenie się z własnym losem.
Czy rzeczywiście Madison powinna trafić do Piekła? Co mają ze sobą wspólnego: piętnastoletni niewolnik, który spłonął w bibliotece Ptolemeusza w Aleksandrii, ateński piechur, czarownica spalona na stosie z rozkazu Inkwizycji oraz Katarzyna Medycejska? Czy rzeczywiście nastolatka nie ma nic ciekawego do powiedzenia w trudnej sprawie zbawienia i potępienia, winy i kary?

Chuck Palahniuk w powieści Potępieni zadaje wiele bardzo różnych i bardzo trudnych pytań. Podobnie jak Boska Komedia Dantego, z którą powieść jest porównywana, tworzy alegoryczne obrazy Piekła jako miejsca. Nie jest to nic przyjemnego – bo też opisywane miejsce nie jest, i nie może być przyjemne – ani w opisach, ani w porównaniach. Autorowi udaje się jednak rzecz bardzo trudna dla literatury popularnej. A mianowicie w sposób właściwy przedstawia połączenie miejsca i stanu, jakim jest Piekło; właśnie Piekło jako miejsce i piekło jako stan, w którym znajduje się dusza po śmierci, stają się tą nieopisaną do końca przestrzenią istnienia Madison. Nadzieja, o której często wspomina główna bohaterka, jest zasadniczym budulcem opozycji dziewczyny w stosunku do miejsca i stanu, w którym przyszło jej trwać.
Pytania postawione w powieści, nie pozostają bez odpowiedzi. Autor bardzo skrzętnie ukrywa je w opisach relacji pomiędzy Madison, rodzicami, a postrzeganiem świata przez nastolatkę. Dojrzałość w Potępionych, w żadnym razie nie jest tożsama z wiekiem. Zyskuje ona własny wymiar, bez udziału lat, za to podyktowany intensywnymi doświadczeniami i rozumem. Ale też nie jest to rozum Leonarda, dla którego procesy myślowe i wiedza noszą znamiona niemalże pogańskiego przebóstwienia człowieka. Jest to rozum bogaty świadomością istnienia różnorodności.
Powieść Chucka Palahniuka Potępieni, jest powieścią, w której jest bardzo dużo zasadności – bałaganu, brudu, a nawet perwersji. Ale obecność tych wszystkich, podyktowana jest pragnieniem ukazania postępującej sekularyzacji i nihilizmu współczesnego świata. Ten trudny proces dotarcia do czytelnika z tematami, które nie przychodzą wcale łatwo – ani w dyskusji, ani w literaturze – wydaje się być bardzo trafiony i poglądowo i tematycznie. To, co Dante przekazał swoim alegorycznym językiem, Palahniuk przełożył na język współczesnej prozy popularnej. Udało mu się nawet w odpowiednim momencie uchwycić sensualizm Godzin, i zestawić go z narkotycznym obrazem matki bohaterki, jako zupełną ignorancją doświadczenia, dla którego istnieją – i muszą istnieć – na różnych płaszczyznach wnioski.
Również trwanie w powieści zyskuje wymiar wyjątkowy. Jest ono ukazane na przykładzie bohaterek literatury klasycznej. Madison często przywołuje Jane Eyre i Katarzynę Earnshaw jako postaci istnienia-nieistnienia i wyjątkowego trwania, lecz w zupełnie innym wymiarze niż ona sama.
Te wszystkie pomosty z literaturą, filozofią i teologią, jakie zbudował Autor, czynią z Potępionych powieść, która w chórze literackich głosów o winie i karze zajmuje wysokie i w pełni zasłużone miejsce.
Potępieni to jedna z ważniejszych powieści, które zostały wydane w tym roku, i jednocześnie bardzo ważna pozycja w kanonie współczesnej literatury amerykańskiej.

To normalne, że tęsknię za rodzicami mocniej niż oni za mną, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że oni mnie kochali przez zaledwie trzynaście lat, podczas gdy ja kochałam ich przez całe swoje życie.
Chuck Palahniuk Potępieni

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niebieska Studnia.