Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

Paul Kalanithi „Jeszcze jeden oddech”

sobota, 5 listopada 2016


Nie wiem, czy istnieje na Ziemi chociaż jeden człowiek, który przynajmniej raz nie zadał sobie pytania o sens życia i trwania w świecie pełnym tak różnych od siebie istnień. Pytanie zadawane przy różnych okazjach i w różnych okolicznościach może nawet posiadać siłę sprawczą do zmiany dotychczasowego życia na inne, takie, które będzie bardziej zbliżone do treści udzielonej przez siebie odpowiedzi. Mniej ważne, czy zmiany będą znaczące dla konkretnego życia, czy przeorganizują życie tylko w niewielkim stopniu, ważniejsza będzie zgoda własnego sumienia na ich dokonanie. Czasami też tak się dzieje, że życie samo wymusza coś na swoim uczestniku. „Jeśli mnie doświadczasz - wydaje się mówić do nas - to doświadczasz mnie z dobrodziejstwem inwentarza, w całości, a nie tylko w wybranym przez siebie fragmencie”. I zdaje się, że właśnie w ten sposób życie przemówiło do Paula Kalanithiego, neurochirurga, absolwenta literatury angielskiej i nauk biologicznych Uniwersytetu Stanforda, filozofii i historii nauki i medycyny Uniwersytetu Cambridge, autora książki o konfrontacji, o konfrontacji właśnie z życiem - Jeszcze jeden oddech.

Trudno pisać i mówić o treści, która już została zamknięta, która była na wskroś prawdziwa i która stanowiła swego rodzaju walkę. Walkę o przetrwanie, o pamięć, o historię, a która w końcu stała się swoistym uzasadnieniem trwania i walki. Jak przyznał w książce sam autor: 

Przed laty zdałem sobie sprawę, że Darwin i Nietzsche zgadzali się co do jednego: cechą definiującą organizmy jest walka. Opisywanie życia w innych kategoriach to jak malowanie tygrysa bez pasków. 




Paul Kalanithi kończąc swoją rezydenturę jako neurochirurg, w wieku 36 lat, będąc na progu obiecującej kariery naukowej, usłyszał diagnozę: rak płuc IV stopnia. Ta informacja nie tylko zmusiła go do zmiany trybu życia, ale też sprawiła, że podjął decyzję, o której myślał już wcześniej. Decyzję o napisaniu książki, którą pisał do końca życia. Jeszcze jeden oddech bardzo szybko osiągnęła status międzynarodowego bestsellera. Wiele ważnych i opiniotwórczych gazet rozpisywało się na temat książki. I wcale nie dziwi fakt, że słowa Paula Kalanithiego trafiły do tak szerokiego kręgu odbiorców, bo oprócz pięknego „podręcznika życia”, autor doskonale potrafił opowiadać, a argumenty których użył w swojej książce, nie należą do prostych i przyjemnych, ale przede wszystkim do szczerych i prawdziwych.  

Ponieważ mózg zawiaduje doświadczaniem świata, każdy problem neurologiczny zmusza pacjenta i rodzinę - w idealnej sytuacji wspieranych przez lekarza - do odpowiedzi na pytanie: „Co nadaje życiu wystarczający sens, by wciąż warto było je przeżywać?”.

Paul Kalanithi zadał sobie to pytanie dużo wcześniej przed usłyszeniem diagnozy... i odpowiedział na nie. W poszukiwaniu doskonałego zrozumienia życia, poprzez literaturę, filozofię, aż po neurochirurgię, autor odkrywał fragmenty prawdziwej, większej całości. Wszystkie decyzje i doświadczenia pozwoliły mu stać się jednym z najzdolniejszych neurochirurgów w Stanach Zjednoczonych, a wrażliwość z jaką podchodził do pacjentów nie była sentymentalna i bezosobowa, ale sięgała całości, była ontologicznym doświadczeniem ludzkiej jednostki w obliczu całego wszechświata. Może to właśnie filozofia pozwoliła mu tak obserwować świat, który później na płaszczyźnie cierpienia zmienił się dla niego. Paul Kalanithi z obserwatora musiał przejść w rolę uczestnika. Musiał się jej nauczyć w taki sposób, w jaki często pomagał innym ludziom odnaleźć się w obcej, nierzadko nieprzejednanej rzeczywistości. 

W tym niezwykłym wspomnieniu zmagań, istotną rolę odgrywa rozumienie wpływu Łaski (celowo napisałem tutaj to słowo wielką literą, bo nie chodzi w tym przesłaniu o łaskę jako formę odkupienia, średniowiecznego ułaskawienia czy samego aktu uniewinnienia, ale o dar, który jest nam ofiarowany przez samego Boga. Paul Kalanithi wyraźnie rozdziela ten dar od sprawiedliwości, która sama w sobie jest wyższym dobrem, jednak poprzez swoją naturę i istotę nie posiada zdolności miłosiernego spojrzenia na ludzkie przewinienia). 

Ostatecznie należy pogodzić się z tym, że każdy z nas widzi tylko część obrazu. Lekarz widzi jeden fragment, pacjent drugi, Inżynier trzeci, ekonomista czwarty, poławiacz pereł piąty, alkoholik szósty, facet od kablówki siódmy, hodowca owiec ósmy, indyjski żebrak dziewiąty, pastor dziesiąty. Ludzkiej wiedzy nie da się pomieścić w pojedynczym człowieku; jej źródło leży w związkach, jakie tworzymy z innymi i ze światem, i z tego względu nigdy nie będzie można uznać jej za kompletną. Prawda unosi się gdzieś ponad nimi wszystkimi

I gdzieś w historii literatury został zapisany ten niezwykle prawdziwy głos człowieka, który wierzył, że „łaska zawsze bierze górę nad sprawiedliwością”.  




Źródło zdjęcia: http://paulkalanithi.com
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Paula Kalanithiego Jeszcze jeden oddech.


W służbie Jej Królewskiej Mości. Laline Paull „Rój”

piątek, 21 października 2016


Po doskonałej Historii pszczół Mai Lunde, przyszedł czas na inną powieść, w której pszczoły odgrywają bardzo ważne role. I to role pierwszoplanowe. Wyobraźnia Laline Paull zabiera czytelnika w podróż do świata ula i jego mieszkańców. Bohaterką powieści Rój jest Flora 717, pszczoła należąca do najniższej warstwy społecznej ula – rodu sprzątaczek, którym może rozporządzać dowolnie każda inna pszczoła, bo każda inna pszczoła należąca do innego rodu niż Flora, stoi w hierarchii ula wyżej niż Flora 717. Okazuje się jednak, że bohaterka nie jest zwykłą sprzątaczką. Potrafi mówić, doskonale rozróżnia otacząjące ją zapachy i jest zdolna do wytwarzania drogocennego Eliksiru. Ale w ulu panują rygorystyczne (totalitarne) zasady życia, do których 717 musi się przystosować. Już na samym początku dzięki interwencji Szałwii – pszczoły kapłanki z królewskiego rodu Melissae, najwyższej warstwy społecznej ula, Flora 717 zostaje poddana testowi, który ma na celu pokazać, czy jest zdolna do wykonywania innych czynności, niż tylko sprzątanie ula. Poprzez swój upór, indywidualizm – rzadkość w pszczelej rodzinie – i wyjątkowość, Flora ustanowi wyjątki od panujących zasad, ale też przyczyni się do trwałych zmian w świadomości powieściowych pszczół, co w konsekwencji poprzez złamanie najświętszego prawa ula, doprowadzi do tragedii… a może wprost przeciwnie, i wprowadzi demokrację do zasad niedemokratycznej społeczności. 
Rój to zdecydowanie absorbująca powieść. Zarówno pod względem warstwy fabularnej ciekawa i wciągająca, jak i symbolicznej oraz metaforycznej godna uwagi. Laline Paull wykorzystuje w niej bowiem doskonale znany czytelnikowi klimat i konwencje panujące w wielkich powieściach opowiadających o totalitarnych systemach. Słusznie zauważyła Margaret Atwood, że powieść jest połączeniem „baśni o Kopciuszku i legend arturiańskich”. To, co dodatkowo zwraca uwagę w powieści, to jej katastrofizm połączony z klimatem dreszczowca. Ciągły niepokój, zmieniający się nastrój panujący w ulu i czas, który płynie zupełnie inaczej dla pszczelej rodziny niż dla ludzi. W tej szybkości upływającego czasu, w ciągu zmian pór roku, w mikrokosmosie pszczelej rzeczywistości, czytelnik odnajdzie poukrywane prawdy, które przeświecają przez opowiadaną historię jak przez przezroczystą tkaninę i przypominają o tym, czym jest kolektywizacja rzeczywistości i jak funkcjonuje. Bardziej w wymiarze społeczno-socjologicznym, ale też filozoficznym, powieść Paull można zbliżyć do krytyki systemu, niż do powieści fantastycznej. Metafora powieści opiera się również na walce z uprzedzeniami, lękami, na szukaniu tożsamości oraz dochodzeniu do świadomości bardziej indywidualnej niż zbiorowej. Flora pozostaje bowiem w wielu kwestiach poddana woli roju, ale w innych zyskuje cechy przypisane wielkim wojownikom i reformatorom, o których literatura często wspomina. 
Czytając Rój odniosłem wrażenia obcowania z literaturą pełną niepokoju (klimat dreszczowca). Czytelnik licząc na opowieść spokojną, poukładaną, o losach pszczół, taką, którą można polecić nastoletniemu odbiorcy może się jednak pomylić. W moim przekonaniu Rój jest adresowany do czytelnika, który oprócz zachwytu nad jej fantastycznością, będzie potrafił docenić jej znaczenie dla historii literatury w kontekście społeczno-obyczajowym, również w kwestii idei. 


Warto zwrócić uwagę na powrót w dobrym stylu konwencji powieści, która w wieku XX jasno określała różnice pomiędzy równymi, a równiejszymi. Oczywiście siła wyrazu jest zupełnie inna, ale oryginalność i wyobraźnia, która konsekwentnie jej towarzyszy, sprawiły, że powieść znalazła się w czołówce nagrody przyznawanej wyłącznie kobietom – Baileys Women’s Prize for Fiction – obok powieści Anne Tyler, Sarah Waters i Ali Smith.

W cieniu koralodrzewu… Scholastique Mukasonga „Maria Panna Nilu”

sobota, 8 października 2016


Katolickie liceum Marii Panny Nilu w Rwandzie jest prestiżową szkołą, której program edukacyjny ma sprawić, że uczęszczające do niej młode dziewczęta staną się żeńską elitą kraju. Surowe zakazy i nakazy mają zbudować normę obyczajową miejsca, a dbanie o reputację szkoły jest obowiązkiem wszystkich uczniów i nauczycieli liceum. Jedynym językiem, którym mogą posługiwać się uczennice przebywając w szkole, jest język francuski. Dyplom ukończenia szkoły wydaje się być biletem do szczęśliwszego życia dla Weroniki i Virginii, uczennic liceum, pochodzących z mniejszościowego plemienia Tutsi. Jednak koleżanki z rządzącego w Rwandzie plemienia Hutu, bardzo dbają o to, żeby Weronika i Virginia pamiętały, że ich osiągnięcia w nauce, pomimo tego, że znacznie lepsze od pozostałych uczennic, nigdy nie będą miały takiego znaczenia jak osiągnięcia (bardzo niewielkie) koleżanek z Hutu. A dyplomy, chociaż jeszcze nie zdobyte, to nigdy nie będą miały takiego samego prestiżu jak dyplomy większości. Począwszy od niewinnych złośliwości, a skończywszy na kłamstwach pociągających za sobą dramatyczne w skutkach wydarzenia, konflikt plemienny przeradza się w nienawiść, która swoje apogeum osiągnie w 1994 roku. 

Weronika i Virginia poznają człowieka, który  przedstawia się jako strażnik legendy plemienia Tutsi. Pan de Fontenaille dostrzega w dziewczętach wcielenia starożytnych bóstw - Izydy oraz królowej Kandake. O ile dla Weroniki uczestnictwo w obrzędach pana de Fontenaille stanowi ciekawe doświadczenie i przeciwieństwo surowych nakazów panujących w szkole, o tyle dla Virginii jest niebezpieczną grą, a branie w niej udziału może przynieść katastrofalne skutki. Bo czy można praktykować starożytne rytuały w okolicznościach piętnowania pochodzenia, legend i dawnych obyczajów, podczas przemian religijnych i zmiany ludzkiej mentalności?

Scholastique Mukasonga stworzyła obraz narodzin przemocy i nienawiści w środowisku, w którym de facto zachowania prowadzące do dyskryminacji powinny być w sposób szczególny uznawane za złe, a mechanizmy ich funkcjonowania winny być wytłumaczone i jasno określane jako naganne. W fikcyjnym środowisku szkoły w Rwandzie końca lat 70. dochodzi do kiełkowania takich uczuć i praktyk, które w przyszłości doprowadzą do realnych wydarzeń. Perspektywa spojrzenia nastoletnich dziewcząt na sprawy związane z polityką, wydają się odbiegać tylko w nieznacznym stopniu od spojrzenia osób dorosłych. Doskonałym tego przykładem w powieści jest opis wydarzeń, do których doprowadziło kłamstwo Gloriosy, uczennicy z plemienia Hutu, a także specyficzny sposób pojmowania przed dziewczynę zasad uprawiania polityki. Znamienne jest to, że nawet w środowisku w którym najważniejsza jest edukacja i dobre maniery, pod płaszczem walki o dobro, w imię patriotyzmu oraz rozwoju społecznego, możliwe są zachowania prowadzące do zbrodni. 

Sama autorka przyznała, że literacki powrót do wydarzeń ludobójstwa w Rwandzie w 1994 roku, stał się sposobem na przechodzenie żałoby po stracie najbliższych. Scholastique Mukasonga, pochodząca z plemienia Tutsi, w ludobójstwie straciła matkę i wielu członków rodziny. 

Rys historyczny powieści jest jasny i nie budzi wątpliwości, natomiast precyzyjność w przesłaniu Marii Panny Nilu posiada jeszcze dodatkowy aspekt wykraczający poza historię. Mam na myśli uprzedzenia i ksenofobiczność występującą w utworze, która przecież istnieje bez ram historycznych, bez względu na czas i przestrzeń. Autorka przedstawia ją nieco inaczej, z innej perspektywy, w tym przypadku posługując się spojrzeniem człowieka z zewnątrz, drugoplanowego bohatera, który pozostaje bierny wobec wydarzeń. Przykładem takiej bierności może być matka przełożona szkoły, która pozostając przecież osobą wykształconą, nie podejmuje żadnych działań piętnujących niesprawiedliwość, pozwala się wciągnąć w konflikt bezdyskusyjnie wierząc w kłamstwa swojej podopiecznej, aż w konsekwencji w pewnym momencie całkowicie odcina się od brutalnej rzeczywistości panującej w liceum. Czy to za sprawą wpływu natury politycznej, czy też za sprawą zwykłego strachu, przełożona staje się osobą całkowicie niezdolną do przeciwstawienia się uprzedzeniom i do zatrzymania krwawych wydarzeń, które również są następstwem bierności ludzi, ich milczącej zgody na przenoszącą się jak choroba bezsensowną nienawiść.

Scholastique Mukasonga otrzymała w 2012 roku Nagrodę Renaudot za Marię Pannę Nilu. Jest to nagroda przyznawana od 1926 roku, którą wcześniej otrzymali m.in.: Frédéric Beigbeder za Francuską powieść, a także Virginie Despentes za Apocalypse bébé




Przestrzeń i czułość. Karl Ove Knausgård „Jesień”

sobota, 1 października 2016


W oczekiwaniu na piąty tom Mojej walki, czytelnicy norweskiego pisarza mogą złapać oddech od nastroju bestsellerowego „dziennika”, ale nie muszą rozstawać się ze światem Knausgårda. Do księgarń trafiła nie tak dawno Jesień, pierwszy tom z czterech, które razem tworzą najnowsze dzieło autora. Kolejne to Zima, Wiosna i oczywiście Lato. Książka stanowi zbiór (nieprzypadkowy) krótkich tekstów, które są wytłumaczeniem dla istnienia, trwania i życia. W taki sposób można scharakteryzować najnowszą prozę pisarza. Jak sam przyznaje: „Spodziewaliśmy się córeczki i chciałem napisać coś dla niej, dziennik albo list. Żeby kiedy będzie starsza, przeczytała, jak wyglądał nasz dom i ogród, jaka była jej rodzina, o czym myśleliśmy, jakie mieliśmy zwyczaje.” (Wywiad z pisarzem ukazał się w „The Paris Review”, natomiast w Polsce tekst opublikowała „Gazeta Wyborcza”). 
Więc mamy tekst opisujący rzeczywistość z perspektywy istnienia, bycia, substancji i namacalności. Przestrzeń Jesieni zapełniają przedmioty: worki foliowe, guma do żucia, puszki, kalosze, samochody, telefony, butelki i guziki. Nie zabraknie też jabłek i ptactwa. Pojawia się Van Gogh i Flaubert. Ta przestrzeń otaczająca pisarza, pełna jest zachwytu zupełnie innego niż ten z Mojej walki. Nie ma psychologii, ale za to jest metafizyka. Metafizyka wypływająca wprost z opisów naturalnych zjawisk i doświadczeń, które są udziałem codzienności. Jedne są powtarzalne, i to nawet kilka razy dziennie, inne są charakterystyczne dla pewnego okresu, np.: dla pór roku, pogody czy zjawisk zachodzących w przyrodzie.
Przestrzeń opisywanej jesieni, to dla Knausgårda doskonała okazja do wyrażenia emocji ukierunkowanych na zachowanie pamięci o wydarzeniach, do ukazania relacji, jakie panują pomiędzy życiem a pisaniem, dziełami a inspiracją, codziennością, przemijalnością a trwaniem.

Całość rozpoczyna List do nienarodzonej córki. Pojawia się on również na zakończenie każdego miesiąca. (Jesień to oczywiście Wrzesień, Październik i Listopad). Pierwsze są Jabłka. Już po lekturze tego tekstu czytelnik poznaje opozycję panującą w całej Jesieni. „Wiem teraz - pisze Knausgård - że nigdy nie chodzi o świat sam w sobie, lecz o sposób, w jaki się do niego odnosimy”. A ostatnie zdanie Worków foliowych, jeszcze bardziej podkreśla świadomość tego układu: „Tamta chwila nie była początkiem niczego, nie była przebłyskiem intuicji, ale nie była również końcem niczego, i może właśnie o tym myślałem, kopiąc dół dla porzeczek kilka dni temu: że wciąż jestem w środku czegoś i że zawsze tak będzie”. 

Czytając Jesień, nie sposób nie zwrócić uwagi na podkreślenie znaczenia kategoryzacji, która stanowi domenę ludzkiego funkcjonowania. Jest ona przedstawiona zarówno jako cecha organizacyjna życia, cecha przewodnika, ale też funkcjonuje jako coś, co powstało jako wtórne. Przed kategoryzacją istniała pewnego rodzaju spójność, do której Knausgård nawiązuje i którą przedstawia na przykładzie konkretnych zjawisk i przedmiotów. Doskonały przykład takich opisów pojawia się w Ramach, Żmijach czy Guzikach




W wielu tekstach recenzenckich Jesień jest przedstawiana przede wszystkim jako hołd złożony rodzicielstwu. Myślę jednak, że obraz, który wyłania się z tej książki (i pewnie też całej serii), to obraz Knausgårda, jako człowieka i pisarza niezwykle czułego. Ta czułość przejawia się w samej idei powstania serii, pojawia się w opisach przestrzeni, w sposobie, w jaki przestrzeń jest potraktowana przez pisarza, jak ją odbiera, rozumie, doświadcza, czuje. Też warto pamiętać, o tym, o czym wspomina sam pisarz: „…przede wszystkim robię to dla siebie: pokazując Ci świat, moja maleńka, przekonuję się, że warto żyć”. Tak więc wspomniany hołd rodzicielstwa stanowi idee powstania serii i jest jest jednym z dwóch argumentów stanowiących wytłumaczenie dla napisania tych tekstów. Drugim z nich jest swoiste ocalenie od rutyny i przypominanie - codzienne, mozolne i systematyczne, ale również i metafizyczne - o wyjątkowości życia. A że życie jest czymś bardzo wyjątkowym, pisarz podkreśla na wielu płaszczyznach w tekstach Jesieni. Doświadcza, zadaje pytania, odpowiada, i zmusza do odpowiedzi (Żmije).




Warto dodać, że w charakterystykę Jesieni doskonale wpisują się obrazy norweskiej malarki Vanessy Baird, którymi książka jest zilustrowana. W tym wypadku słowo i obraz, połączenie tych dwóch, podkreśla czuły indywidualizm w odczuwaniu i doświadczeniu. Ten układ sprawia, że słowa Knausgårda zyskują określony koloryt o wyobrażalnej ekspresji. 

Cytaty pochodzą z książki Knausgårda Jesień, natomiast fragment wywiadu z pisarzem z cyfrowego wydania „Gazety Wyborczej”.

Źródło zdjęć:


Za zasłoną czasu. Kate Morton „Dom nad jeziorem”

wtorek, 27 września 2016


Rok 1933. Alice Edevane, początkująca pisarka zakochuje się w ogrodniku Benjaminie Munro. Daffyd Llewellyn, stary przyjaciel rodziny prosi dziewczynę o spotkanie, zaniepokojony, chce jej przekazać pewne wiadomości. Umawiają się na spotkanie późnym wieczorem, niestety do spotkania nigdy nie dochodzi. Młodszy brat Alice, Theo, znika w tajemniczych okolicznościach. Rodzina jest pogrążona w rozpaczy, a Constance, babcia Theo, w trakcie przesłuchania przez policję zaczyna tracić zmysły. 
Alice widząc do jakich rzeczywistych wydarzeń mogła doprowadzić fabuła jej powieści Żegnaj, pajacyku, postanawia milczeć… przez siedemdziesiąt lat. 

Rok 2003. Sadie Sparrow, policjantka na przymusowym urlopie, opuszcza Londyn i przyjeżdża w odwiedziny do swojego dziadka Bertiego do Kornwalii. W trakcie spaceru z psami odkrywa wspaniałą, ale opuszczoną posiadłość, ukrytą pośród zdziczałych ogrodów. Zainteresowana historią domostwa, trafia na niewyjaśnioną zagadkę zniknięcia dziecka. Zagadkę, której próba wyjaśnienia pozwoli Sadie nabrać dystansu do sprawy nad którą pracowała w Londynie. Kobieta nie tylko zburzy spokój Alice Edevane, uznanej pisarki powieści kryminalnych, ale też zmierzy się z własną przeszłością, własnymi oczekiwaniami i doświadczeniem pracy zawodowej. 

Dom nad jeziorem to najnowsza powieść Kate Morton, autorki m.in. Domu w Riverton, Zapomnianego ogrodu i Milczącego zamku. Kolejny raz australijska pisarka oddaje do rąk czytelnika sprawnie napisaną powieść, której akcja osnuta jest wokół wydarzeń wojennych, a cały katalizator zdarzeń wypływa z braku porozumienia pomiędzy aktorami dramatu. Powieść czyta się wyjątkowo przyjemnie, raczej nie wzbudza silnych emocji, ale też nie pozostawia czytelnika bez zainteresowania. Atutem są dialogi i monologi wewnętrzne bohaterów, i to właśnie dzięki nim Dom nad jeziorem wyróżnia się pośród innych powieści, pozostających tematycznie w podobnej konwencji wielkiego domu, angielskiej wsi, przyrody przepełnionej promieniami słońca i zapachami lata. 

Na jednym z portali internetowych przeczytałem, że powieść jest smutna. Myślę, że nie jest bardziej smutna niż wspomnienia wojenne, doświadczenia ludzi, którym wojna odebrała ukochane osoby i najszczęśliwsze chwile życia. Ale też czytelnik, który zna prozę pisarki, nie jest ani zawiedzony ani rozczarowany tą nostalgią, która przepełnia klimat jej książek. Dzięki niej zyskują uroczą oniryczność, rozmycie, angielską, pachnącą wilgotnym lasem mgłę, a światło przypomina blask z obrazów impresjonistów. W tej powieści również, jeśli jest opisywany ogród i las, to są to ogród i las, które w bardzo naturalny sposób przywodzą na myśl pociągnięcia pędzla na jednym z obrazów. Jeśli autorka wraca do okresu wojny, to również wyobrażenie czytelnika za sprawą plastycznych opisów kreśli smutek ruin zniszczonych budynków. I wcale nie trzeba być historykiem, żeby obraz w umyśle okazał się prawie trafiony, odbiegający tylko trochę od zdjęć oglądanych w muzeach czy archiwach. 




Jeśli chodzi o porównanie Domu nad jeziorem do innych powieści Kate Morton, to warto wspomnieć o umiejętności pisarki do ukazywania braku zdolności bohaterów do porozumienia. Zarówno w tej powieści, jak i w Milczącym zamku czy Domu w Riverton, bohaterowie nie potrafią przełamać swoich emocji i pokonać lęków, aby odzyskać zdolność prostego dialogu. Nie są w stanie wyrzec się dumy: czy to z samego faktu posiadania, czy z bycia sobą, taką i takim, jakimi mają ich postrzegać otaczający ludzie. 

Czytając Dom nad jeziorem przychodzi na myśl inna powieść, innego kalibru, ale o wielu wspólnych wątkach i obrazach. Myślę o Pokucie Iana McEwana. Ale jeśli myślimy o winie, odkupieniu i odkryciu prawdy, dodatkowo chcielibyśmy żeby opowieść dobrze się skończyła, to Kate Morton spełnia nasze życzenia. I to się udaje w wyjątkowo wdzięczny sposób. 

Źródło zdjęcia pisarki: https://alumni.uq.edu.au/a-writers-life

Bezwzględność, czyli „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout

niedziela, 11 września 2016


To, co przychodzi na myśl po przeczytaniu nowej powieści Elizabeth Strout, to przede wszystkim kameralność i bezwzględność. O czym jest powieść, bo trzeba do tego nawiązać przy próbie analizy tekstu, który jest słusznie uznawany za jeden z najważniejszych powstałych w ostatnich latach, ma bardzo istotne znaczenie także dla istoty pisarstwa, dla bycia pisarką lub pisarzem. (Chociaż perspektywa spojrzenia na tę kwestię ze względu na płeć, ma również osobne, odrębne przyczynki do analizy, zarówno dla teorii, jak i historii literatury o ważnym znaczeniu dla konstrukcji i odbioru tekstu). Tytułowa bohaterka powieści trafia na kilka tygodni do szpitala. W trakcie pobytu odwiedza ją matka, z którą Lucy nie widziała się od dłuższego czasu. Przyjazd matki staje się okazją do wspomnień minionych wydarzeń, do przywołania dzieciństwa spędzonego w ubóstwie, pierwszych lat samodzielności, a także osób, z którymi kobiety kiedyś się spotkały i które razem pamiętają. Osób, które w jakiś bardzo różny sposób wpłynęły na życie matki i córki. 
Te wspomnienia wydają się posiadać dwie wymierne funkcje dla życia kobiet. Po pierwsze stanowią swoiste katharsis, a po drugie układają, porządkują i wzmacniają uczucia. Lucy jest uznaną i docenianą pisarką, której tęsknota i chęć rozliczenia się z przeszłością, dają wyraz w trudnych i szczerych wyznaniach. Rozmowy z matką stają się podsumowaniem, wytłumaczeniem, pragnieniem akceptacji z jednej strony, a brakiem zgody na niesprawiedliwość z drugiej. 

Dlaczego bezwzględność i kameralność? 
Pomyślałam: będę pisać i ludzie nie będą się czuli tacy samotni!, a kilka stron dalej: Musisz być bezwzględna, Lucy. To drugie zdanie, które do bohaterki wypowiada jej sąsiad i przyjaciel Jeremy, jest zdeterminowane prawdą, a więc również jej kategorycznością. Bycie pisarką w powieści Elizabeth Strout, oznacza nic innego, jak bycie szczerym, prawdziwym, bezwzględnym. A jeśli pisarka na być bezwzględna, to również rozliczenie uczuciowe powinno być pozbawione sentymentu i kłamstwa. Oczywiście czułość, przebaczenie i delikatność także wyłaniają się z kart powieści, ale w żadnej sprawie, której by dotyczyły, nie są skażone obłudą, zakłamaniem czy nieuczciwością (bohaterki) względem siebie i świata. 

Jeśli chodzi o kameralność, to warto wspomnieć, że same wyznania Lucy, jej doświadczenia i przemyślenia są pozbawione ozdobników i nadmiernej patetyczności. Właśnie przez ten brak nadmiaru, powieść jest kameralna, utrzymana w osobistym tonie. Opowiadająca o emocjach, ale stosunkowo chłodno; poruszająca, ale z uwagi na bardzo ważny motyw wstydu, który jest często przywoływany w bardzo bezpośredni i prosty sposób, staje się tekstem powściągliwym i rzeczowym. Zdaje się nawet, że żadne zdanie w powieści nie jest nadmiarowe, a czytelnik uzyskuje obraz konkretnego, choć skomplikowanego, zagmatwanego i trudnego stanowiska bohaterki dla wielu ważnych kwestii. Doskonałym tego przykładem jest problem ubóstwa i śmierci (w powieści przyjaciel Lucy, Jeremy, umiera na AIDS w trakcie jej pobytu w szpitalu). 
Nad powieścią przesuwa się cień moralności i odpowiedzialności, obok wizji rodziny. W tym drugim przypadku połączenie ze wstydem jest jednoznaczne, natomiast w tym pierwszym wstyd staje się napomnieniem, uczuciem o którym niejednokrotnie się zapomina, za który nie bierze się odpowiedzialności, i który w konsekwencji się wypiera. 



Elizabeth Strout napisała powieść ważną, zarówno dla amerykańskiego społeczeństwa, jak i z punktu widzeniu uniwersalizmu w niej zawartego. Kwestie budowania, wpływu i upadku rodziny, konsekwencje bycia biednym, wpływ ogółu na wybory jednostki, ale również budowanie własnego wizerunku w kategoriach prawdy, prawdomówności, szczerości i zrozumienia, to tylko zarys tych spraw, do których odnosi się bohaterka powieści. 

Pisarka pokazuje czytelnikowi, jak można opowiadać o olbrzymich emocjach i istotnych sprawach, posługując się językiem precyzyjnym, chłodnym i stonowanym. Jak można bezwzględną szczerość i prawdę opisać subtelnie i precyzyjnie, z zachowaniem przeświadczenia o tym, że nadal miłość i czułość stanowią podstawę do rozwiązania trudnych i gorzkich relacji. 

Dwie premiery

czwartek, 8 września 2016

Czytelnicza jesień tego roku zapowiada się bardzo gorąco, a to za sprawą nadchodzących premier. Już na 28 września Wydawnictwo Dolnośląskie zapowiada publikację kryminału, na który czytelnicy czekali dwa lata. Mowa tu o Zamkniętej trumnie, kolejnej powieści autorstwa Sophie Hannah z Herculesem Poirot w roli głównej. Kiedy w zeszłym roku świat literacki obiegła informacja o podpisaniu umowy Sophie Hannah ze spadkobiercami Agathy Christie na napisanie kolejnej powieści o przygodach genialnego detektywa, miłośnicy prozy Christie i Hannah mieli o czym dyskutować. Okres, w jakim będzie toczyła się akcja książki, miejsce, bohaterowie – te tematy były często poruszane na spotkaniach literackich i w klubach dyskusyjnych. 
Na pytanie o to, czy Zamknięta trumna powtórzy sukces Inicjałów zbrodni, mogą spróbować odpowiedzieć ci czytelnicy, którzy mieli okazję spotkać się z Sophie Hannah i porozmawiać na temat twórczości Agathy Christie. Ja spotkałem Sophie Hannah tylko raz, ale te niezapomniane wrażenie, jakie zrobiła na mnie wiedza pisarki na temat życia Agathy Christie, analityczne i niemalże kliniczne podejście do świata przedstawionego w kryminałach, a także zdolność do tworzenia zupełnie z pamięci paraleli, skupiających się na detalach, pozwala sądzić, że Zamknięta trumna okaże się powieścią godną utrzymania na właściwym poziomie pisarskiego dziedzictwa Agathy Christie.
Kolejną, jesienną premierą jest powieść, która w zeszłym roku otrzymała Nagrodę Bookera. To już zdaje się być tradycją, że książki, które otrzymują Bookera, na polski rynek wprowadza Wydawnictwo Literackie. Tak było z powieścią Wszystko, co lśni Eleanor Catton, tak było również ze Ścieżkami Północy Richarda Flanagana. Tak więc i tego roku poznamy nowego Bookera za sprawą krakowskiego wydawnictwa. Krótką historię siedmiu zabójstw Marlona Jamesa, wiele gazet ogłosiło Najlepszą książką roku. A co o samej powieści? Michiko Kakutani z „The New York Times’a” napisała tak:
Jakimi słowami opisać nową, monumentalną powieść Marlona Jamesa? Można ją porównać do remake’u filmu The Harder They Come zrobionego przez Quentina Tarantino nakręconego do muzyki Boba Marleya ze scenariuszem autorstwa Olivera Stone’a i Williama Faulknera, doprawionego szczyptą marihuany najlepszego sortu. Można ją nazwać epicką w każdym znaczeniu tego słowa: jest wszechogarniająca, mitologizująca, przerysowana, przepastna i oszałamiająca czytelnika swoją złożonością. 
Jest także bardzo gęsta, surowa, pełna agresji, ciętego dowcipu i czarnego poczucia humoru, jednocześnie porywająca, wciągająca czytelnika i nie dająca mu chwili wytchnienia – jest świadectwem olbrzymich ambicji autora i jego kolosalnego talentu.
Warto dodać, że w finale Nagrody Bookera obok Krótkiej historii siedmiu zabójstw, znalazła się również powieść Yanagihary Małe życie. Czy rzeczywiście udało się Marlonowi Jamesowi unieść ciężar Małego życia? Czy udało się przeskoczyć poprzeczkę, która jest tak wysoko, że dzieli na pół przepływające chmury? Będziemy mieli okazję przekonać się o tym już 27 października.

Źródło zdjęcia Marlona Jamesa odbierającego Nagrodę Bookera: 

"Definitywnie opuszczony". Michel Houellebecq „Uległość”

niedziela, 15 listopada 2015
Nie zawsze dobrze jest milczeć. Czasami warto milczenie przerwać i zabrać głos w sprawie, nawet wtedy, jeśli może on być jedynie przypomnieniem wydarzeń z przeszłości. A może właśnie wtedy należy przypomnieć coś, co wydaje się ważne, przynajmniej jeśli chodzi o literaturę. Powieść Michela Houellebecqa przeczytałem zaraz po jej ukazaniu się w Polsce. Jej publikację poprzedzały głosy zarówno krytyków, jak i zwolenników przyjętej przez autora dialektyki. Na wielu płaszczyznach różne, w jednej mówiące tym samym głosem. Autor nie zaskakuje czytelnika świeżością spojrzenia, a oryginalność powieści w porównaniu do poprzednich książek, prawie w ogóle nie istnieje. Dlaczego w takim razie powieść może się podobać, a nawet są głosy, które twierdzą, że Uległość wypada znać.

„Trafny wybór” J.K. Rowling. Lustrzane odbicie widma „Rebeki” Daphne du Maurer, pozbawione miłosnego płaszcza…

niedziela, 9 grudnia 2012

Na początku były wielkie oczekiwania czytelników, i dosyć spory dystans krytyków po publikacji informacji zapowiadającej ukazanie się nowej książki J.K. Rowling – tym razem powieści dla dorosłych.
Na początku listopada, polscy czytelnicy mogli już zweryfikować swoje nadzieje względem Trafnego wyboru.

Bohaterem powieści The Casual Vacancy jest małe angielskie miasteczko Pagford, a dokładniej jego mieszkańcy. Zbiorowy bohater należy do tradycji literatury angielskiej, na czele z klasykami.
W niedziele umiera Barry Fairbrother – jak się później okazuje, chyba jedyna jednoznaczna i do końca pozytywna postać w powieści – członek społeczności miasteczka, który przez wiele lat zasiadał w pagfordzkiej radzie i był jej aktywnym działaczem. Śmierć Barry’ego powoduje powstanie tymczasowego wakatu, który stanowi centrum powieściowych wydarzeń. Czytelnik poznaje przyjaciół i nieprzyjaciół Barry’ego; tych, którzy dzięki jego zdolnościom organizacyjnym umieli podejmować decyzje konstruktywne dla społeczności miasteczka, a także tych, dla których jego śmierć jest rozwiązaniem problemów, wyjściem z trudnych i kłopotliwych sytuacji. Zdecydowana większość społeczności Pagford skupia się na realizowaniu własnych, często nieuczciwych i dyktowanych najniższymi instynktami planów. Wszyscy stworzeni przez Rowling bohaterowie Trafnego wyboru, pozostają bardzo naturalni w swoich działaniach i przemyśleniach. Pomimo olbrzymich różnic, które w trakcie fabuły powieści wychodzą na jaw pomiędzy jedynym mieszkańcem miasteczka zdolnym do prawdziwej empatii względem osób zepchniętych na społeczny margines, a pozostałymi mieszkańcami, wyłania się z akcji utworu cień Barry’ego i to właśnie w nim pozostają zdefiniowane działania tych członków społeczności, dla których postać uśmierconego człowieka miała kolosalne znaczenie.

Ukazany w powieści konformizm społeczności względem przewodniczącego rady miasteczka, jest misternie skonstruowany i doskonale wpleciony w akcję utworu. Co ważne i zastanawiające jednocześnie, analogicznie do przygód małego czarodzieja, w The Casual Vacancy jedynymi osobami zdolnymi do działania są dzieci. Impas nienawiści, uprzedzeń i ograniczeń, a także chorych ambicji, przemocy i korupcji, zostaje w tragiczny sposób przełamany podwójną śmiercią najbardziej poszkodowanych i dotkniętych niesprawiedliwością. W Trafnym wyborze na luksus prawdy – jej rozumienia, głoszenia i realizacji – mogą sobie pozwolić tylko najmłodsi bohaterowie.

Sporym zaskoczeniem w powieści, jest jej pesymizm. Autorka nie pozostawia złudzeń czytelnikom. Bohaterowie nie doznają w niej nagłych oświeceń i przemian. To, co ich zmusza do myślenia, co sprawia, że stają się zdolni do głębszych przemyśleń względem dobra innych mieszkańców, to tragedia. Doskonała konstrukcja powieści, we wspaniały sposób obrazuje wspólne mianowniki toczących się wydarzeń. Wzajemne, na pierwszy rzut oka pozorne spotkania, stają się lawinami otwierającymi świadomość bohaterów na własną małostkowość, egoizm i zaniedbania.
J.K. Rowling udała się rzecz trudna. Opanowała – i to w sposób doskonały – wiele odmiennych charakterów i zachowań (w powieści występuje około 80 postaci), tworząc pejzażową powieść, w której na plan pierwszy wychodzą najpodlejsze ludzkie instynkty. Rowling obnaża je, tłumacząc niebezpieczeństwa wynikające z ich istnienia i z wyrażania zgody na ich jakiekolwiek działanie w ludzkiej aktywności.

Na początku rzeczywiście były wielkie oczekiwania czytelników oraz dystans ze strony krytyków w stosunku do Trafnego wyboru. W pierwszym przypadku oczekiwania czytelnicze zostały całkowicie zaspokojone. The Casual Vacancy jest wspaniałą powieścią, trzymającą w napięciu, wielopłaszczyznową, intensywnie poruszającą. W przypadku krytyków – wielkie zaskoczenie. Powieść jest doskonała! Autorka Harry’ego Pottera potrafi w zachwycający sposób budować nastrój, konstruować fabułę, w bardzo naturalny sposób oddawać ciemną stronę ludzkiej natury i ukazywać brutalną stronę świata dorosłych.

Telewizja BBC ogłosiła, że na podstawie Trafnego wyboru J.K. Rowling, zostanie nakręcony serial telewizyjny. Premiera ma się odbyć w 2014 roku.

Chuck Palahniuk „Kołysanka”. W poszukiwaniu grymuaru…

sobota, 1 grudnia 2012


Istnieje pewna książka, której przeczytanie może być śmiertelne. Nie dla czytającego, lecz dla słuchacza, i nie cała, ale jej fragment. Mimo to, Wiersze i rymowanki ze wszystkich stron świata stają się źródłem całego zamieszania w powieści Chucka Palahniuka zatytułowanej Kołysanka

Wspomniany zbiór wierszy i historyjek, przeznaczony do czytania dla dzieci, na dwudziestej siódmej stronie zawiera śmiertelnie groźny wiersz-usypiankę, który staje się przyczyną nagłej śmierci niemowląt. Po jego przeczytaniu adresat wiersza zapada w głęboki sen, z którego już nigdy się nie obudzi. Bohaterowie Kołysanki – Carl Streator, dziennikarz pracujący nad cyklem artykułów poświęconych tragicznej śmierci dzieci oraz Helen Boyle, właścicielka agencji nieruchomości, odkrywają działanie dziecięcego wierszyka. Wspólnie postanawiają zniszczyć wszystkie istniejące egzemplarze książki. Nie jest to jednak wcale takie proste jakby się wydawało, ani cel takiego działania nie jest tak szczytny, za jaki w pierwszej chwili może uchodzić. Dodatkowo, jak na prozę Palahniuka przystało, nic w realizacji takiej idei nie wydaje się być jednoznaczne i do końca właściwe. Bohaterowie Kołysanki bardzo szybko zdają sobie sprawę z możliwości, jakie daje im posiadanie książki i nauczenie się wiersza-usypianki na pamięć – co wcale nie okazuje się takie trudne, bo wiersz dosyć szybko wnika bardzo głęboko do ich świadomości. 

Jak zachowuje się człowiek, który może stać się panem nie tylko swojego życia, ale także życia innych ludzi? (Usypianka doskonale sprawdza się również na dorosłych odbiorcach). Słowami doskonałego satyryka, którego czarny humor powieści przeplata się ze zjadliwą ironią i cynizmem bohaterów, czytelnik obserwuje poczynania ludzi, którzy rozpoczynają swoją karkołomną „zabawę w Pana Boga”. W obliczu możliwości panowania nad życiem i śmiercią, a w konsekwencji nad losami świata, rodzące się szaleństwo przedstawione jest w wyjątkowo oszczędny, minimalistyczny wręcz sposób. Czworo bohaterów – oprócz dziennikarza i właścicielki agencji nieruchomości, w podróż mającą na celu zniszczenie egzemplarzy książki, wybierają się również asystentka Helen, Mona, oraz jej chłopak Ostryga – wikłają się w układy względem siebie i względem własnego życia. Emocje towarzyszące walce o palmę boskości, bo tak można określić cel działań podjętych przez Carla i Helen, zaczynają wymykać się spod kontroli. Nienawiść zostaje zmieszana z uczuciem udającym miłość, a troska o dobro drugiego człowieka okazuje się być tylko bezpostaciową ideą, zasłaniającą lęki, małostkowość i zemstę na przeznaczeniu za własne słabości i brak umiejętności godzenia się z rzeczywistością.



Kołysanka jest zarówno kryminalną historią o duchach, kolejną powieścią drpanowaniu nad życiem i śmiercią, jak również opowieścią o stracie. W krytyce konsumpcjonizmu, wyrażanej za pośrednictwem swojej prozy, Chuck Palahniuk po raz kolejny przedstawia człowieka w ekstremalnym otoczeniu niecodziennych zdarzeń, zmuszających go do działania i popełniania błędów w tak dużym stopniu, aby dało to efekt jaskrawości i przerysowania, który to z kolei skoncentruje uwagę czytelnika na prawdziwych problemach przykrytych płaszczem owego konsumpcyjnego stylu życia. 

We wszystkich kulturach zagadnienia boskości, nieśmiertelności, życia i śmierci, stanowiły bardzo istotny element kształtowania się tej konkretnej kultury. Chuck Palahniuk wymyślił taką, która przyniosła konkretne narzędzie do działania w postaci wiersza-usypianki, które doskonale sprawdziło się w kulturze innej, odmiennej od tej, która zrodziła owo narzędzie, bez – co ważne z punktu widzenia religioznawstwa – wymogu uwierzenia w jego bezsprzeczne działanie i efektywność. Bohaterowie nie musieli uwierzyć w magiczne możliwości wiersza, mogli od razu
obserwować efekty jego działania i eksperymentować z nim. Albo może zupełnie odwrotnie, i wszystko to, co Chuck Palahniuk opisuje w Kołysance, jest tylko przedstawieniem działań szaleńców, którzy wymyślili sobie zaklęcie jako sposób panowania nad ludzkimi istnieniami, sposób sprawowania kontroli nad życiem i śmiercią? Jednakże w jednym i w drugim przypadku pozostaje samo zagadnienie władzy i panowania, wydające się być centralną osią, wokół której przesuwają się powieściowe wydarzenia, a bohaterowie podejmują działania, umożliwiające im wpływ na losy świata.


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niebieska Studnia.

Amorfizm Nimfy. John Irving „W jednej osobie”

niedziela, 11 listopada 2012

Bohaterem nowej powieści Johna Irvinga W jednej osobie, jest biseksualny pisarz Billy Abbott. Bohater-narrator prowadzi czytelnika przez ważne wydarzenia w swoim życiu. Począwszy od dziecięcej fascynacji literaturą, biblioteką, jako miejscem inicjacji oraz tajemniczą bibliotekarką panną Frost, przez doświadczenia dorosłego życia, które przypadały na trudny i niebezpieczny dla różnic i odmienności okres.

E.L. James „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Piękna i bestia – akt I

niedziela, 7 października 2012


Anastasia Steele, studentka literatury angielskiej, w zastępstwie swojej chorej przyjaciółki Kate, przeprowadza wywiad z bardzo wpływowym, bogatym i nieziemsko przystojnym prezesem firmy Grey Enterprises Holdings, Inc. – Christianem Greyem. Dziewczyna okazuje się być zupełnie do wywiadu nieprzygotowana, a zadawane pytania, które wcześniej przygotowała Kate, wprowadzają Anastasię w zakłopotanie. Patową sytuację pogłębia kolejne z pytań, dotyczące preferencji seksualnych młodego prezesa firmy. To stosunkowo krótkie spotkanie – Christian Grey jest bardzo zapracowanym człowiekiem – rozpoczyna lawinę namiętności, która wraz z kolejnymi spojrzeniami Anastasii w szare oczy mężczyzny, błyskawicznie rośnie, wypełniając całe dotychczas uporządkowane życie skromnej miłośniczki prozy Thomasa Hardy'ego i sióstr Brontë, amplitudą nieznanych dotąd emocji, uczuć i czynów.
Młoda kobieta zafascynowana Christianem Greyem, nie tylko zgadza się spełnić większość z jego sadomasochistycznych oczekiwań i kaprysów, ale też postanawia odkryć prawdę o jego dzieciństwie i zrozumieć mechanizmy działania, które uczyniły tego człowieka zamkniętym w sobie, nieufnym i chcącym kontrolować otaczającą go przestrzeń i ludzi. Anastasia chce zrozumieć swojego „Pana”, a w tym całym pragnieniu, (nie)oczekiwanie zakochuje się w nim. 

Zaczyna się w prosty sposób, rozwija w prosty, a kończy w nieoczekiwany, bo pewnie nikt z czytelników nie wierzy, że bohaterka w końcu pójdzie po rozum do głowy, i powie Christianowi, co o nim myśli (wprawdzie myśli tylko na chwilę, bo zaraz zmienia zdanie i przeprasza go za swoje słowa, chociaż i tak to wydaje się być dużym osiągnięciem).

Mimo wszystko, zadziwiające jest to, jak dużą popularnością cieszy się na świecie powieść E.L. James. Cała trylogia, bo na Pięćdziesiąt odcieni składają się powieści: Pięćdziesiąt twarzy Greya, Ciemniejsza strona Greya i Nowe oblicze Graya, przyniosła pisarce tytuł „pisarki wszechczasów”, nadany przez portal Amazon. Mimo wszystko, bo pierwsza część trylogii to kalka kalki, a nawet kalka wielu kalek. To odbicie jest widoczne nie tylko na przykładzie Zmierzchu Stephenie Meyer – tam bohaterka również jest zakochana w powieściach klasycznych, a niebezpieczeństwo przebywania w towarzystwie wampira, zostaje zamienione na niebezpieczeństwo obcowania z sadystycznym Christianem. W jednym i w drugim przypadku, mezalians jest oczywisty.
Tandetne powieści, podszyte erotyzmem i obrazami – niemalże filmowymi – porno, zawsze miały swoich zwolenników. W książce wbrew pozorom, brakuje wielu szczegółów, dzięki którym bohaterowie są bardziej wyraziści, realni. Do samego języka powieści trudno się odnieść, bo w pewnych fragmentach tekstu staje się niemalże rynsztokowy w otoczce seksualnej przyjemności bohaterki, a w innych ociera się o absurd.
To, co wymyka się jarmarcznej tandecie tekstu pierwszego tomu trylogii E.L. James, to ziarno (dosłownie, jakaś mała drobinka) miłości, którą Anastasia obdarzyła Christiana, przy jednoczesnym niedopowiedzeniu w tym temacie ze strony Greya. Pewnego rodzaju poświęcenie, które z kolei stanowi kolejną kalkę zdarzeń innych powieści, chociażby znowu Zmierzchu Meyer.
Do niczego dobrego również nie prowadzi wykorzystanie przez autorkę utworów muzyki klasycznej, zarówno na gruncie tematycznym oraz interpretacyjnym powieści. Prezes Grey Enterprises Holdings, Inc., nie tylko często słucha, ale także sam wykonuje partie utworów muzyki poważnej. Być może uzasadnienie interpretacyjne mogłoby zaistnieć, gdyby pisarka zdecydowała się na poważniejsze potraktowanie charakteru bohaterów książki oraz okoliczności, w jakich się znaleźli, ale niestety w pierwszym tomie trylogii tak się nie dzieje.

Pięćdziesiąt twarzy Greya E.L. James, to powieść, która nie powinna podlegać jakiejkolwiek ocenie. Jako uzasadnienie mogę podać chociażby fakt, że w tej powieści po prostu nie ma, czego oceniać. Wszystkie działania bohaterów zmierzają w jednym, jasno określonym kierunku, i niczego więcej czytelnik nie powinien oczekiwać, jak urzeczywistnienia tych dążeń. Nie ma zaskakujących zwrotów akcji, nie ma ciekawych dialogów, a psychologia bohaterów istnieje w stopniu minimalnym, można by rzec – ćwiczeniowym.

Z tego ogólnego zainteresowania prozą E.L. James, wyłania się jeden, wyjątkowo niepokojący fakt. Czyżby od dobrej powieści, bestsellerowej, takiej, po którą sięgają miliony czytelników, która stoi na szczycie prestiżowej listy „The New York Times’a” oczekiwano tak mało, tak niewiele, prawie tyle, co nic?

Już w listopadzie – 07.11 – Wydawnictwo Sonia Draga zapowiada wydanie drugiej części trylogii, a 9 stycznia 2013 roku ukaże się ostatni tom Pięćdziesięciu odcieniNowe oblicze Greya



„Rant” – Chuck Palahniuk. W poszukiwaniu intensywności życia. Historia Wróżki Zębuszki z Middleton

sobota, 22 września 2012

W nowo wydanej powieści Chucka Palahniuka, świat został podzielony na dzienniaków i nocniaków. Ludzie lepsi, to ci, którzy mają stałą pracę, utrzymują nienaganne kontakty z osobami ze swojego środowiska, a przede wszystkim potrafią współpracować z prawem oraz podporządkować się normom, które funkcjonują w nowym świecie. To dzienniaki.
Nocniaki nie tyle, że nie mogą się podporządkować, ale nie chcą przestrzegać ogólno przyjętych zasad społecznych. W poszukiwaniu sensu życia, nocniaki decydują się na ekstremalne doznania, które dają mi intensywniejsze poczucie życia i rzeczywistości, w której się znaleźli. „Party crashing”, gra, która ma na celu rozbijanie swoim samochodem aut innych ludzi oraz doświadczenia senseo, potencjalnie pozwalające na odkrywanie siebie i świata na wyższym stopniu świadomości, stały się głównymi rozrywkami nocniaków.

Ellen Sussman „Lekcje francuskiego”. Un jour à Paris

sobota, 15 września 2012

Sześć osób. Trójka Amerykanów i ich francuscy nauczyciele – Nico, Philippe i Chantal. I jeden dzień w Paryżu…

Josie miała przyjechać do Paryża wraz ze swoim kochankiem, po nowe buty. Miały to być eleganckie szpilki, może turkusowe, ale na pewno nieprzyzwoicie drogie.

Josie jest nauczycielką, uwielbia teatr i literaturę klasyczną. Kiedy poznaje przystojnego ojca swojego ucznia, zakochuje się w nim. Mężczyzna postanawia zabrać kobietę na tydzień do Paryża, i tam zamienić jej ulubione czerwone conversy na coś bardziej eleganckiego i podkreślającego jej smukłe nogi. Oficjalna wersja wyjazdu mężczyzny – zwłaszcza dla jego żony – to podróż służbowa.
Na kilka dni przed wyjazdem wydarza się tragedia. W wypadku samolotowym ginie wraz ze swoim synem kochanek Josie. Zrozpaczona kobieta postanawia sama wyjechać (uciec) do Paryża. Pomimo, że doskonale zna język, wynajmuje korepetytora francuskiego. Na początku jest zdziwiona, że nauczycielem okazuje się młody mężczyzna, i do tego bardzo przystojny…

M.C. Beaton – „Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka”. Kto niszczy ogrody, i kto kłamie?

niedziela, 9 września 2012

Tym razem do Carsely przybywa kobieta. Pojawienie się nowej mieszkanki wioski, wzbudza zainteresowanie sąsiadów nie tylko z powodu jej urody, ale również z powodu jej niezwykłych umiejętności ogrodniczych. A w Cotswolds właśnie trwają przygotowania do konkursu na najpiękniejsze, samodzielnie wyhodowane kwiaty. Po konkursie uczestnicy będą mogli podziwiać swoje ogrody, z których również zostanie wyłoniony ten najładniejszy. Mary Fortune ma bardzo duże szanse w zdobyciu obydwu nagród. A Agatha znowu ma problem… Nie tylko nie darzy zbytnią sympatią nowoprzybyłej ogrodniczki, nie potrafi wyhodować nawet jednej małej roślinki, a co dopiero zaprojektować i obsadzić kwiatami i krzewami cały ogród…

M.C. Beaton – „Agatha Raisin i wredny weterynarz”. Dwa koty, etorfina i bukiet z zasuszonych kwiatów

sobota, 25 sierpnia 2012

We wsi Carsely osiedla się nowy mieszkaniec Paul Bladen. Młody i przystojny weterynarz, staje się obiektem zainteresowania mieszkańców wioski, którzy korzystając z naradzającej się okazji zadbania o zdrowie swoich pupilów, ustawiają się w długiej kolejce w nowo otwartej przychodni weterynaryjnej. Po zagranicznych wojażach, wraca do Cotswolds Agatha Raisin. Kobieta w drodze powrotnej do domu zamartwia się o zdrowie swojego kota Hodge’a, którego przed wyjazdem musiała oddać do przechowalni. Dowiadując się, że w Carsely pracuje weterynarz, postanawia – z całkiem zdrowym kotem – udać się do przychodni. Już po kilku minutach wizyty w gabinecie, Agatha zaczyna żałować swojej decyzji. Weterynarz w brutalny sposób obchodzi się z Hodge’m. Dopiero, kiedy Paul Bladen proponuje Agacie wspólną kolację, kobieta z zadowoleniem opuszcza przychodnię. 

Do wspólnej kolacji tym razem jednak nie dochodzi. A kiedy już zjedzą wspólny posiłek, następnego dnia weterynarz zostaje znaleziony martwy. Agatha w trakcie pogrzebu zaczyna się przyglądać mieszkańcom wioski. Dochodzi do wniosku, że dziwne zachowania kobiet wskazują na to, iż nie tylko ona miała bliższy kontakt z Paulem Bladenem.
 
Dodatkowo, w bliższej perspektywie pojawia się możliwość powrotu Agathy do dawnego zajęcia. Z kobietą kontaktuje się jej dawny znajomy Jack Pomfret i proponuje jej wspólny interes, który, jak się później okazuje, może stać się wyjątkowo „drogi”… nawet jak na możliwości finansowe Agathy…

Tym razem nadchodzi pomoc w rozwiązywaniu zagadki kryminalnej. Przystojny sąsiad Agathy, James Lacey, postanawia pomóc „pannie Marple z Cotswolds” w zdemaskowaniu zabójcy Paula Bladena. Dlaczego niektóre z pań uwielbiały młodego weterynarza, a inne nienawidziły go?

Drugi tom przygód Agathy Raisin jest w większej części powieścią kryminalną, niż obyczajową – w przeciwieństwie do pierwszego tomu. Jednakże czytelnik nie zawiedzie się, jeśli liczy na powrót do wyjątkowego klimatu uroczego pogórza Cotswolds oraz zagadki kryminalnej z próbą romansu w tle… jak na Agathę Raisin przystało:)