Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

Trzydzieści pięć błysków, albo inne „Baloniki”

sobota, 11 lutego 2012

W wierszu wszystko jest zamknięte i doskonałe jak w absolucie. Bo taka jest natura poezji. Jakkolwiek stawia pytania i próbuje na nie udzielać odpowiedzi, robi to z koronkową precyzją białej nici. W tym przypadku opowieść zaczyna się od świętego Pawła z Tarsu, Apostoła, który prawdopodobnie wiosną 55 roku, w Efezie, napisał Pierwszy List skierowany do mieszkańców Koryntu. 13 Rozdział tegoż Listu, to jedne z najpiękniejszych słów, jakie kiedykolwiek zostały wypowiedziane opisując naturę miłości.

Tomik poezji Gadu gadu, otwiera Hymn o poetkach. Wiersz opisuje naturę poetki, a dokładniej poetek, kobiet, których treścią staje się widzenie i wyrażanie świata, posługując się starożytnym językiem poezji. Językiem, który ulegał wielokrotnym przemianom na przestrzeni wieków, ale który zawsze pozostawał wierny tym jedynym w swoim rodzaju układom słów, które mieściły w sobie tysiące i miliony dialogów, setki zagadnień. Które potrafiły udźwignąć ciężar rzeczywistości, teorię bytu i zamknąć je w jednym, małym ziarnku piasku, zrodzonym czasem nawet z jednego tylko słowa.

Jak wygląda współczesna poetka? Czy wygląda tak, jak została przedstawiona przez Annę Dwojnych? Czy jest taka, jak w wierszu? Na kolejnych stronach spotykamy Jezusa i Piotra, niewymienionego z imienia, ale wyraźnie obecnego papieża Polaka, Edgara Allana Poe, Safonę, a także Sylwię Plath. Tomik rozpoczyna się przywołaniem Nowego Testamentu, a kończy wspomnieniem Starego. Wiersze Anny Dwojnych, są spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość oczyma poetki – socjolożki. Ale też są palimpsestami, które przy zrzuceniu z siebie pierwszej warstwy tekstu, odsłaniają wnętrza, w których pojawiające się pytania należą do metafizyki, do gruntu zainteresowań strukturą rzeczywistości. Indywidualne (Związek z K. a chaos deterministyczny), a czasami nawet intymne (*** ostatnio bawię się) podchodzenie do świata i widzenie siebie w opozycji do przeżytych wydarzeń, w kategorii uwrażliwienia na odbierane bodźce, stawiają młodą poetkę w szeregu ze wspomnianą autorką doskonałego Kolosa i Ariela. Dodatkowo, dzięki socjologicznemu podejściu, wiersze z Gadu gadu są zwierciadłem współczesnego świata i lustrem współczesnej poetki. Ocalają poezję przed sekularyzacją, a ich lodowatość pobudza do życia to piękno, które jakże często jest zamknięte w cierpieniu i bólu.

Heathcliff,

czemu dziś tak cicho

nienawidzisz

chodź pójdziemy na wzgórza

znów będzie tak zimno i spokojnie

doskonale aż do bólu

tylko wtedy kwitną

wrzosy

To wiersz Moi kochankowie mieszkają na Woronicza a ja chcę dożyć spokojnej starości.

Gadu gadu o ironicznym tytule – bo to jest zupełnie tak, jakby ktoś w bukiecie z różowych stokrotek ukrył trzy białe orchidee – jest pełen wyrazistych spojrzeń i krótkich westchnień. Prostota utworów, jest ich elegancją. Ten tomik poetycki jest debiutem. Jest to też poprzeczka wysoko postawiona dla jego autorki. Utwory w nim zawarte nie męczą, posiadają pozorną lekkość ciężkich zagadnień, a zmysł obserwacyjny i język poetycki, pozwalają autorce rzeczywistość „przeliczać na wiersze”. Przedstawiają portret współczesnej młodej damy, która nie dosyć, że świetnie opanowała starożytny język poezji, to jeszcze „czyta Doktora Żywago i nosi perły” – więc robi rzeczy, które w jej wieku uchodzą za dawno zapomniane.

"Jakby się głośno myślało"

niedziela, 5 lutego 2012

Poezja powinna być czytana tak, jakby się głośno myślało. To dobra i cenna rada poetki –Wisławy Szymborskiej. I właśnie Jej poezję tak powinno się czytać. Jakby czytało się życie, które właśnie trwa, które mija, teraz jest takie, a po chwili staje się inne. Wiersze często są fotografiami perfekcyjnej pamięci, która przetworzyła widziany obraz na własny użytek, tak, jak malarz miesza farby, aby powstała właściwa barwa nieba i chmur. Od tego zależy nie tyle powodzenie obrazu, ile właściwe upamiętnienie świata. Właściwe, więc takie, w którym wszystko jest na odpowiednim miejscu. Prawdziwy dom poety, kryje się za uśmiechem na twarzy, za rozmowami, za monologiem przyrody i rzeczywistości – często niesprzyjającej. I za brakiem wiedzy. Bo cóż innego jest wierszem, jeśli nie pytanie i próba odpowiedzi na to pytanie? Uzyskaniem pewnego nurtującego zagadnienia, w którym umysł gubi się i próbuje znaleźć punkt odniesienia, albo odkryć zupełny jego brak. „Nie wiem” nie oznacza koniec, lecz początek pracy i wysiłek stawiany poezji. To przyznanie się do poszukiwań, które się jeszcze nie zakończyły; jest to też próba zamknięcia niepoznanego dotąd, w posłusznych słowach i w porządku myśli. Poeta to metafizyczny naukowiec, którego dogmaty zmuszają do myślenia. W których staje się jasne, że zwyczajność jest tym, co zadziwia. Co jest niezwykłe i – jak to możliwe? – dotychczas w jakiś dziwny sposób niezauważone.

Wisława Szymborska

Pochwała snów

We śnie

maluję jak Vermeer van Delft.


Rozmawiam biegle po grecku

i nie tylko z żywymi.


Prowadzę samochód,

który jest mi posłuszny.


Jestem zdolna,

piszę wielkie poematy.


Słyszę głosy

nie gorzej niż poważni święci.


Bylibyście zdumieni

świetnością mojej gry na fortepianie.


Fruwam, jak się powinno,

czyli sama z siebie.


Spadając z dachu

umiem spaść miękko w zielone.


Nie jest mi trudno

oddychać pod wodą.


Nie narzekam:

udało mi się odkryć Atlantydę.


Cieszy mnie, że przed śmiercią

zawsze potrafię się zbudzić.


Natychmiast po wybuchu wojny

odwracam się na lepszy bok.


Jestem, ale nie muszę

być dzieckiem epoki.


Kilka lat temu

widziałam dwa słońca.


A przedwczoraj pingwina.

Najzupełniej wyraźnie.

(Wiersz z tomu Wszelki wypadek, 1972. Obraz – Mleczarka Jana Vermeera, 1658-1661)

Odeszła poetka…

sobota, 4 lutego 2012


Z odchodzeniem jest pewien kłopot. Nigdy nie wiadomo do końca, czy zostać, czy już odejść. Co lepszego ma dla nas do zaoferowania życie, kiedy postanowimy zostać kilka dni dłużej – powiedzmy – w Zakopanem, czy nad morzem, a może powinniśmy już wracać, tam, skąd przyszliśmy? Odchodzenie też przeważnie jest trudne, bo jest romansem smutku z radością. Smutek prawie zawsze chodzi ubrany w ciemny, gruby płaszcz, z kapeluszem na głowie – z racji wieku – a radość, zawsze gorąca, szczera i hojnie obdarzająca uśmiechami, szczupłą dłonią strąca ciemny kapelusz z głowy smutku. Taki kwitnący romans nie może się udać, a jednak wbrew pozorom – ma się doskonale w obliczu ironii świata.

Odeszła poetka. I cóż z tym zrobić? Ze smutkiem, po Jej śmierci i radością, że była i pisała. Ten naturalny stan rzeczy, nie był jej obcy. Trwanie i przemijanie, zmiany. Było, minęło. Było, więc minęło – napisała w wierszu Metafizyka.

Teraz albo nigdy wiatr porusza chmurą,

bo wiatr to właśnie to, co tam nie wieje.

I wkracza żuk na ścieżkę w ciemnym garniturze świadka

na okoliczność długiego na krótkie życie czekania.


A mnie tak się złożyło, ze jestem przy tobie.

I doprawdy nie widzę w tym nic

zwyczajnego.

Jest to fragment wiersza *** Nicość przenicowała się także i dla mnie z tomu Wszelki wypadek z 1972 roku.

I jeszcze jeden wiersz. Z uśmiechem na twarzy wspominam, jak powiedziała, że w filmach Woody’ego Allena, bohaterowie jeszcze czytają książki…

Nieczytanie

Do dzieła Prousta

nie dodają w księgarni pilota,

nie można się przełączyć

na mecz piłki nożnej

albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.


Żyjemy dłużej,

ale mniej dokładnie

i krótszymi zdaniami.


Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,

choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.

Tu ja z jakimś facetem.

Tam chyba mój eks.

Tu wszyscy na golasa,

więc gdzieś pewnie na plaży.


Siedem tomów – litości.

Nie dałoby się tego streścić, skrócić,

albo najlepiej pokazać w obrazkach.

Szedł kiedyś serial pt. Lalka,

ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.


Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.

Podobno pisał w łóżku całymi latami.

Kartka za kartką,

z ograniczoną prędkością.

A my na piątym biegu

i – odpukać – zdrowi.

(Tutaj, Kraków 2009)

Michał Witkowski – "Drwal". Coś się zaczyna i coś się kończy

poniedziałek, 28 listopada 2011

Michał jest pisarzem, który wyjeżdża na dosyć oryginalne wakacje. To wyjazd nad polskie morze, ale wyjazd nie w czerwcu, lipcu czy sierpniu, to wyjazd wakacyjny w deszczowym i zimnym listopadzie. Trzydziestosześcioletni mężczyzna przyjeżdża do małego domku, ukrytego w lesie na zaproszenie „nieznanego” Roberta – mężczyzny tajemniczego, poznanego w nie mniej tajemniczych okolicznościach. Mała chatka – leśniczówka – położona jest kilka kilometrów od zrujnowanego ośrodka wczasowego, którego czasy świetności przypadają na osiemdziesiąte lata ubiegłego wieku. Mały domek pośrodku lasu, ukrywa w sobie tyleż wspomnień z przeszłości, co ruiny rządowego ośrodka. Właściciel jest człowiekiem milczącym i skrytym – nie jest do końca jasne, dlaczego zdecydował się zaprosić do siebie Michała – a dodatkowo ciekawym staje się fakt posiadania przez właściciela leśniczówki znacznej ilości środków psychoaktywnych oraz – i tu spore zaskoczenie dla bohatera – posiada wyjątkową kolekcję starej porcelany, wartej krocie. Michał próbuje odkryć tajemnicę Roberta – o ile takowa rzeczywiście istnieje, a swoje odkrycie wykorzystać do napisania kryminału.

Robiąc zakupy w sklepie, mężczyzna poznaje miejscowego „luja” – Mariusza, którego później w charakterystyczny dla siebie sposób „prosi” o pomoc w rozwikłaniu zagadki właściciela leśniczówki. Sprawy przybierają jednak nieoczekiwany obrót, kiedy „luj” zostaje zraniony przez Michała w nogę i klatkę piersiową oraz zamknięty w szopie za domkiem. Tajemnica dodatkowo zaczyna się zagęszczać, niczym ciemność okrywająca okoliczne lasy, z chwilą, kiedy okazuje się, że Robert nie jest Piotrem, a Piotr nie jest Robertem. Piotr jest dawno zapomnianym (ale nie przez wszystkich) chirurgiem, a Robert okazuje się być…– no właśnie – kim? 

Do tej plejady (prawie) gwiazd dochodzą: pan Zbyszek ze swoim Domino, tajemniczy Kran, doktorowa, która raz jest Marilyn Monroe, a raz Brigitte Bardot, Parszywa Jadźka oraz postrach okolicznych lujków – Mariola Cierpisz. 

Michał próbuje rozwiązać tajemnicę zaginięcia Malinowskiego, odkryć tożsamość Robera i Piotra, pomóc lujkowi – Mariuszowi oraz napisać kryminał… którego ma nie pisać. 

Powieść Michała Witkowskiego – Drwal – miała być kryminałem. I niewątpliwie nim jest. Pełno w nim listopadowego oniryzmu, który potrzeba czy nie – bo taka jest natura senności – pozostawia przestrzenie do których nawet pamięć nie ma dostępu, ani wiedza. W tych momentach powieści czytelnik się gubi, jak w ciemnym, mglistym, listopadowym lesie – i nie jest to miłe zagubienie się :)
W tekście można poczuć klimat Kosmosu i Opętanych Gombrowicza. Dla każdej z tych powieści, Drwal może stanowić powiew innego wiatru – o różnej sile, ale podobnych wzorcach – niestety, trochę zagubionych i zbyt enigmatycznych dla samego utworu. Rzeczywiście nawiązanie do Gombrowicza jest – tylko, że niestety nic z niego nie wynika. Michał Witkowski nie podjął w nim ani koncepcji obrazu świata autora Transatlantyku, ani tym bardziej myśli neokantyzmu.  
W pewnych momentach akcja powieści zaczyna się przerywać, a w innych jest nieproporcjonalnie „gruba” do wyjątkowo mętnych poczynań bohatera. 
Proza Michała Witkowskiego posiada bardzo specyficzny klimat, którego centralną częścią jest struktura językowa. W Drwalu również ona nie zawodzi. Bogactwo zdaje się być jednak zbyt duże, dla pojemności owego tekstu. Zaczyna się przelewać od nadmiaru znaczeń, myśli i słów, które pozostawione bez opieki bohaterów stają się zdziczałymi samotnikami, o nieco szalonym i mało realnym bycie. Tak jak w przypadku znanej, powtarzającej się często w utworze piosenki One Way Ticket, nie znajduje ona swojego uzasadniania ani w postawie bohatera, ani bohaterów drugoplanowych – być może jest to spowodowane zbyt dużym rozmyciem ich charakterów, albo w ogóle ich barkiem – ani również w wydarzeniach, które mają nastąpić. 

Powieść należy przeczytać, chociażby ze względu na jej tragikomiczność pewnych sytuacji, jednakże nie ma w niej co liczyć na zachwyt rozbudowaną psychologią kryminału, czy błyskotliwy suspens wzmacniający dramat wydarzenia. Oczywiście, pojawia się on w powieści. Jednak zbyt szybko zostaje zniszczony przez ironiczność i lekkość w traktowaniu wydarzeń przez bohatera. 

Drwal to kryminał listopadowy. Jeszcze nie zaczęła się zima, a już na dworze panuje mróz i sypie śnieg – a przecież nadal króluje jesień. Coś się zaczyna i coś się kończy. To moment przejścia – z opisywanych obyczajów i zachowań, do psychologii tajemnicy, która dopiero ma nadejść. 

Gej spotyka panią Dalloway. Mikołaj Milcke – o pragnieniach i uzależnieniach

sobota, 19 listopada 2011

Jeszcze wczoraj wieczorem byłem szczęśliwy. – Jest to pierwsze zdanie powieści o poszukiwaniu tego, czego już wcześniej szukały Anna Karenina, Fanny Price, Clarissa Dalloway czy Małgorzata Gautier; czego poszukiwał bohater powieści Michaela Cunninghama – Nim zapadnie noc – i ułożył w taką proporcjonalność odwrotną, odnajdując tym samym to, co udało się także odnaleźć bezimiennemu bohaterowi książki Mikołaja Milcke – Gej w wielkim mieście

Porównanie bohatera do takich postaci jak Anna Karenina czy Małgorzata Gautier, jest zasadne przynajmniej z dwóch względów – obyczajowego i uczuciowego. Cóż wspólnego może mieć ten młody mężczyzna – gej – z uczuciową amplitudą występującą w powieściach klasycznych? – Wszystko i zupełnie nic. Ale czy ta szczerość uczuć, nie jest godna szczerości Jane Austen? Czy pragnienia bezimiennego bohatera, nie są pragnieniami wielkich postaci literackich? 

Bezimienny bohater jest młodym człowiekiem, który rozpoczyna studia na Uniwersytecie Warszawskim. Pochodzi z prowincjonalnego miasteczka, w którym (prawie) wszyscy o sobie (prawie) wszystko wiedzą i roszczą sobie pretensje do życia innych osób. Przyjazd do Warszawy to w równym stopniu wyzwanie i urzeczywistnienie marzeń o zamieszkaniu w stolicy. To także podróż w głąb samego siebie. Zamieszkanie na warszawskich Bielanach jest poetyckim zamieszkaniem w pomieszczeniu, kształtem przypominającym szczęśliwość – jako gwiazdę, serce czy muszlę (chociaż ta, również nawiązuje do podróży). W pierwszej kolejności bohater poszukuje miejsca, w którym byłby szczęśliwy. W kolejnej poszukuje osoby, która stałaby się udziałem owego szczęścia. Ale dla niego szczęście nie jest jedynie stanem przejściowym i krótkotrwałym. Jest okresem zawierającym w sobie tyleż wzlotów co upadków, i przede wszystkim wielopłaszczyznowym, w którym każda z płaszczyzn jest niezbędnym instrumentem do odegrania symfonii.Właśnie ta symfoniczność uczuć i chłodnej logiki, jest tym, co wyróżnia bohatera i stawia w tym samym kręgu zainteresowań, co bohaterów wspomnianej klasyki.  

Szczerość wyznań, także poprzez odkrywanie do niedawna hermetycznego świata homoseksualistów, pozwala polskiej literaturze na rozpoczęcie nowego rozdziału w swojej historii. Literatura, której nie ma – podążając za tytułem zbioru szkiców Wojciecha Śmieji – zyskuje wyrazisty i wyraźny głos w sprawie sporu o swoje miejsce w historii literatury. 

Gej w wielkim mieście to powieść na wskroś współczesna językowo, tematycznie i z racji swojego powstania – wcześniej istniała we fragmentach na blogu autora. Jest również współczesna obyczajowo. Może szokować opisami zachowań, materią i stosunkiem, co do właściwości dowodów niewinności – lub winy. Należy jednak pamiętać, że pośród tej współczesności i innowacji tego, co może szokować, pojawia się w niej coś, co ani nowoczesne, ani nowatorskie nie jest. To wrażliwość i wyczulenie na uczciwość i prawdziwość uczuć. To, co zabrania wszelkiej dyskryminacji ma swoje źródło nie w logicznych przemyśleniach i dyrektywach prawnych – te ostatnie jedynie układają i hierarchizują – lecz w miłości do otaczającego świata, do inności jako tej, która jest odzwierciedleniem możliwości istnienia i trwania. 
Lekkość i humor przekazu, są tym, co pomaga zrozumieć trudność wyborów i ciężkość tematów powieści. Pochylenie się nad nimi z uśmiechem, nie tylko rozwiewa mazistą i lepką mgłę pochodzącą z lęku i niewiedzy, ale pomaga w przezwyciężeniu uprzedzeń i ograniczeń, które bardzo często są powodem różnego rodzaju cierpienia.  
W lekkim przekazie, często ukrywa się ważny temat. Tak było, jest i będzie. Dlatego znowu nawiążę do klasyki – Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty – to pierwsze zdanie doskonałej powieści Virginii Woolf. Trzeba kupić kwiaty, bo ich brakuje do pełnego szczęścia, ale także dlatego, żeby stały się nawiązaniem do życia. W powieści Gej w wielkim mieście pojawia się zdanie – już jako jedno z ostatnich – Właśnie jego brakowało w panoramie mojej osobistej Warszawy. Czy to podobieństwo światów nie jest znaczące?

Trzeba ważyć słowa i rozumieć zdania.

Gej z powieści Mikołaja Milcke, spotyka panią Dalloway… i idą razem na popołudniową herbatę, do jednej w warszawskich kawiarni :)

„Początek może być tam, gdzie tylko zechcemy”. („Czułość oraz inne cząstki elementarne”)

niedziela, 6 listopada 2011

Listopad jest tym miesiącem, w którym na półkach w księgarniach oprócz książek, pojawiają się kalendarze. Wydawcy zachęcają nas do ich zakupu różnorodnością formatów, barwnymi miękkimi lub twardymi okładkami – jak kto woli, ciekawymi pomysłami na nowatorski i bardzo praktyczny układ organizera. Przeważanie, jeśli już coś wybieramy, to musi być małe, poręczne i zajmujące niewiele miejsca – chyba, że jesteśmy biznesmenami lub prawnikami, wtedy kupujemy najczęściej kalendarz dużego formatu, w którym jest dużo miejsca na równie dużo ważnych notatek i terminów spotkań… Jeśli już kupujemy papierowy kalendarz, bo przecież coraz częściej korzystamy z tego, który mamy w telefonie komórkowym.

Kilka dni temu na księgarnianych półkach pojawiły się również kalendarze dla miłośników literatury. Bardzo kolorowy, zawierający cytaty z książek Mario Vargasa Llosy i ilustracje z okładek jego powieści – Szelmostwa. Kalendarz 2012, bajkowy z Kubusia Puchatka, czy też Mikołajek Książkowy – zawierający opowiadania René Goscinny'ego na każdą porę roku, zabawne teksty i wyjątkowe ilustracje autorstwa Jeana-Jacques'a Sempégo. Ten ostatni, jest wyjątkową gratką dla wszystkich fanów przygód Mikołajka. Dla miłośników prozy Janusza Leona Wiśniewskiego, wydawnictwo „Świat Książki” przygotowało kalendarz Dotknięcia, zawierający cytaty z książek autora Samotności w sieci, które w „tygodniowy” sposób zmuszają do refleksji nad miłością, pragnieniami, uczuciami… Zmuszają do refleksji nad życiem.
Oto niektóre z nich:

Życie składa się z rzadkich, oddzielnych momentów najwyższego znaczenia i nieskończonej liczby przerw pomiędzy tymi momentami. A ponieważ cienie tych momentów unoszą się w trakcie tych przerw nieustannie wokół nas, więc warto dla nich żyć.
(Los powtórzony)

Czy życia, jak biurka, nie powinno się czasami uprzątnąć i poustawiać wszystkiego zupełnie inaczej?
(188 dni i nocy)

…tylko kobiety są zdolne zrezygnować ze wszystkich medali i laurów i stać w chłodnym cieniu rzucanym przez (…) swoich podziwianych mężczyzn.
(Bikini)

Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi.
(S@motność w Sieci)

Dotknięcia. Kalendarz 2012 – przyjemny i pożyteczny :)

Finałowa siódemka Nagrody Literackiej Nike 2011

poniedziałek, 19 września 2011

Znamy już finałową siódemkę książek nominowanych do Nagrody Literackiej Nike 2011. Laureata wyłoni dziewięcioosobowe jury, w skład którego wchodzą: Adam Pomorski (prezes polskiego PEN Clubu, tłumacz, krytyk literacki i eseista), Edward Balcerzan (profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, teoretyk literatury), Grażyna Borkowska – przewodnicząca jury (profesor Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, historyk i teoretyk literatury), Inga Iwasiów (profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawca, pisarka i poetka), Iwona Smolka (krytyk literacki, pisarka i dziennikarka), Jan Gondowicz (krytyk literacki i tłumacz), Joanna Tokarska-Bakir (eseistka i antropolog kultury), Przemysław Czapliński (profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza, krytyk literacki) oraz Tomasz Fiałkowski (krytyk literacki i redaktor „Tygodnika Powszechnego”).

Finaliści Nagrody Literackiej Nike 2011:

1. Ignacy Karpowicz – Balladyny i romanse
2. Joanna Bator – Chmurdalia
3. Wojciech Nowicki – Dno oka. Esej o fotografii
4. Andrzej Stasiuk – Dziennik pisany później
5. Justyna Bargielska – Obsoletki
6. Marian Pilot – Pióropusz
7. Sławomir Mrożek – Dziennik tom 1, 1962–1969

Warto przypomnieć, iż Ignacy Karpowicz został zeszłorocznym laureatem Paszportu Polityki za powieść Balladyny i romanseZa rozmach, odwagę i poczucie humoru oraz zaufanie do czytelnika, który zostaje zaproszony do inteligentnej rozmowy o współczesności.
Justyna Bargielska za książkę Obsoletki, została nominowana do tej samej nagrody.
Zwycięzcę poznamy tradycyjnie w pierwszą niedzielę października.

Źródła informacji:
http://nike.org.pl
http://www.polityka.pl/paszportypolityki/laureaci2010

Mizantropia

sobota, 11 czerwca 2011

Po rozstaniu z Dominikiem, A. – bohater książki Bartosza Żurawieckiego Nieobecni – popada w depresję. Mężczyzna przestaje spotykać się ze znajomymi, coraz rzadziej wychodzi z domu, nie może spać, a kiedy już mu się uda zasnąć, dręczą go koszmary. Jedyną osobą z którą A. utrzymuje ciągły kontakt jest Pani Maria, matka Dominika. Pojawia się także Technoboj, autystyczny nastolatek, którym A. opiekuje się przez pewien czas. Nie do końca można stwierdzić, czy A. utrzymuje kontakt (w podobnym znaczeniu, jak z Panią Marią) z Technobojem. Chłopak potrafi jedynie wydawać z siebie bliżej nieograniczone dźwięki, tracąc kontakt z otaczającym go światem; słuchanie głośnej muzyki wydaje się stanowić pomost łączący go z rzeczywistością.
Funkcjonowanie Technoboja w bloku, w którym mieszka A., pozostaje nie do końca wiadome, a jego znacząca rola jako bohatera drugoplanowego w powieści, jest enigmatycznie wątpliwa.

A. w wyniku narastającej depresji i pogłębiającego się poczucia wyalienowania, najpierw przestaje być dostrzegany przez innych ludzi, następnie całkowicie przestaje być przez nich widziany. Jedynie Pani Maria nadal widzi A. Razem czują się porzuconymi i niepotrzebnymi ludźmi, zepchniętymi na margines. Żyją jako wykluczeni. Wspólnie postanawiają wymordować episkopat, a następnie unicestwić cały świat.

Opis procesu niszczenia świata pozostaje dychotomiczny, a jego symbolika przywołuje na myśl jakąś dawno zapomnianą atawistyczno – magiczną legendę, której powtarzalność sprawiła, że kiedy się jej słucha, może jedynie wywoływać znudzenie pozbawione nadziei na odnalezienie w jej wnętrzu jakiejkolwiek zagadki.

W naszym świecie geje i stare kobiety czują się wykluczeni. Przeczytaj o tym, jak gej i starsza kobieta wykluczają cały świat.
Te zachęcające słowa zamieszczone na okładce książki, niestety, nie mają nic wspólnego z emocjami towarzyszącymi lekturze powieści.
W Nieobecnych zarysowane jest wiele ważnych i ciekawych zabiegów literackich, ale – znowu niestety – tylko zarysowanych.
Czegoś brakuje w przedstawieniu desakralizacji wykorzystanej symboliki. Gdzieś zostało zgubione coś bardzo elementarnego dla pokazania oblicza samotności i odrzucenia. Ten doskonały temat gdzieś się zgubił, pogubiły się emocje i głębia psychologiczna gdzieś się ukryła.
Szkoda, że do ostatniego zdania powieści, żadna z tych ważnych rzeczy nie odnalazła się.

Nagrody literackie 2011 – Nominacje – Nike, Orange Prize for Fiction

sobota, 14 maja 2011

W czwartek, 12 maja, podczas trwających do niedzieli II Warszawskich Targów Książki, zostały ogłoszone nominacje do Nagrody Literackiej Nike. Lista zawiera 20 tytułów z których Jury we wrześniu wybierze 7 finalistów. Laureata poznamy w pierwszą niedzielę października. Oto nominowani:


powieści
1. Chmurdalia, Joanna Bator
2. Balladyny i romanse, Ignacy Karpowicz
3. Kronika umarłych, Daniel Odija
4. Pióropusz, Marian Pilot

tomy poezji
5. Nawroty, Joanna Lech
6. Pogłos, Ewa Lipska
7. Księga obrotów, Tomasz Różycki
8. Jeszcze się tu pokręcę, Mirka Szychowiak

eseje
9. Antyk po antyku, Jacek Bocheński
10. Gdzieś dalej, gdzie indziej, Dariusz Czaja
11. Dno oka. Esej o fotografii, Wojciech Nowicki
12. Samuel Zborowski, Jarosław Marek Rymkiewicz
13. Dziennik pisany później, Andrzej Stasiuk
14. Muzykalny kosmos, Piotr Wierzbicki

reportaże
15. Toast za przodków, Wojciech Górecki
16. Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Witold Szabłowski
17. Zrób sobie raj, Mariusz Szczygieł

autobiografia
18. Kręgi obcości, Michał Głowiński

dziennik
19. Dziennik tom 1 1962-1969, Sławomir Mrożek

opowiadanie
20. Obsoletki, Justyna Bargielska

Źródło informacji: www.nike.org.pl


Znamy również krótką listę – 6 książek – nominowanych do prestiżowej Orange Prize for Fiction. Oto finalistki:

1. Emma Donoghue – Room
2. Aminatta Forna – The Memory of Love
3. Emma Henderson – Grace Williams Says it Loud
4. Nicole Krauss – Great House
5. Téa Obreht – The Tiger's Wife
6. Kathleen Winter – Annabel

Źródło informacji: www.orangeprize.co.uk

Obraz potrójny człowieka

sobota, 2 kwietnia 2011

Emocje cechuje różnorodność. Przy spotkaniu, zawsze są inne. Zderzając się z nową rzeczywistością pozwalają się pochłaniać, bądź też same pochłaniają. Wywierają wpływ, lub są gotowe poddać się wpływom. Mogą przybierać klasyczne kształty zamknięte w formy, na przykład – koloru, jak na palecie malarza. Spontaniczność emocji jest naturalną ich cechą. Rozlewają się w człowieku, nakładają na siebie, zmieniają się, intensywnieją lub tracą ostrość, blakną, bledną i stają się nieistniejącą pustką, bo w chwili znikania już pojawiają się nowe, inne, których źródła wyznaczają dla nich kolejne istnienia.
Emocje to ogród, w którym czas i zdarzenie są ogrodnikami.

Intelekt cechuje harmonia. Zamknięta w przestrzeni myśli, w której świat rozbijany na atomy odkrywa swoje znaczenia i odsłania to, co następuje jedno po drugim. Logiczność staje się cechą wiodącą. Bariery i ściany wcale nie są przeźroczyste, gładkie, chłodne i szklane. Są chropowate i pełne ukrytych szczelin. Piasek to nie garść substancji przelatującej przez palce. Piasek to misterna praca potrzebna do zbadania struktury rzeczywistości. Ontologia piasku, przestrzeni, rzeźby, morza, łez i uśmiechów. Metafizyka orientalnych lilii. Intelekt buduje z myśli przestrzenie, pośród nowych wiszących ogrodów Semiramidy.
Intelekt to marmur kararyjski.

Wolę cechuje wolność. Jest to wolność absolutna. Nikt, ani nic nie może wywierać wpływu na wolność woli, ani też nikt i nic nie może jej zniewalać. Wola pozostaje pragnieniem i sensem w kierunku doświadczenia i zdarzenia. Zostaje ukierunkowana przez naturę człowieka i staje się uobecnieniem jego dążenia do poznania, a w konsekwencji obrazem jego dokonania i doświadczenia. Jest rzeką, która płynąc zabiera ze sobą szare piórko ptaka i wielki okręt, omija skały i kamienie, albo roztrzaskuje się o nie.
Wola to bezbrzeżna czystość i bezgraniczne zaufanie.


Karol Wojtyła
PROFILE CYRENEJCZYKA
CZĘŚĆ II
TERAZ JUŻ ZACZYNAM ROZRÓŻNIAĆ
POSZCZEGÓLNE PROFILE

12. CZŁOWIEK EMOCJI

Ty się nie męczysz miłością, która cię wciąż zalewa.
Oto plama entuzjazmu, plama powabna i płytka.
Gdy wyschnie – czy czujesz pustkę?

Między sercem a sercem jest przerwa,
w którą wchodzi się bardzo powoli
– wówczas wzrok się oswaja z barwą, a ucho z rytmem.

Więc kochaj idąc w głąb i docierając do woli,
by nie czuć ucieczki serca i myśli męczącej kontroli!

13. CZŁOWIEK INTELEKTU

To, co odbiera życiu i różnorodność, i powab,
i smak przygody wielkiej, i spontaniczność, i oddech.

Jak ciasno jest w twoich formułach, pojęciach i sądach,
które są treści zagęszczeniem, a treści zarazem tak głodne.

Nie łam tej we mnie bariery, bo bardzo potrzebna wszystkim.
Każda droga człowiecza prowadzi w kierunku myśli.

14. CZŁOWIEK WOLI

Moment woli bezbarwny i ciężki jak uderzenie tłoka
albo znów ostry jak szpicruta,
moment, który się na ogół
tak nie narzuca
nikomu,
tylko mnie –
nie dojrzewa z uczuć jak owoc słodki,
nie wyłania się z myśli,
skraca drogę –
gdy przychodzi, muszę go podźwignąć,
i czynię tak na ogół.

Nie ma miejsca na serce i myśl,
jest tylko ten moment, który wybucha
we mnie jak krzyż.

Zdjęcia z życia rodziny

środa, 30 marca 2011

Zdjęcia z życia rodziny zawsze otwierają w człowieku wiele szuflad i odsłaniają wiele zakurzonych półek. Jedne z najcenniejszych – bo rodziny, bo potrafią przywołać wspomnienia, bo to czasami jedyne, co pozostało, bo obok tego człowieka, którego znamy, jest inny – i nikt jak do tej pory nie potrafi sobie przypomnieć kim jest nieznajomy i gdzie to zdjęcie było zrobione. Albo może najcenniejszych, bo to rodzinna zagadka o której należy milczeć, albo rodzinna zagadka, której odkryć nikt nie potrafi.
Czasami też, takie zdjęcia muszą pozostać w ukryciu i nie mogą ujrzeć światła wiedzy, bo mogą się rozsypać, jak tajemnica, która przestaje istnieć z chwilą jej ujawniania. Może wywołują uśmiech na twarzy, może potok łez, może rozbudzają ciekawość, albo po prostu są odkryciem nieznanych losów bliskiej osoby.
Czasami oglądanie ich, boli. Staje się nieznośne, a obrazy które przedstawiają – nie do uwierzenia. I wprost przeciwnie. Oglądanie ich przynosi szczęśliwe nie chwile, lecz godziny, dni, a nawet lata.
Ważny jest ich wielogłos, przez który zyskują przestrzeń i czas, oraz dialog, bo uzupełnia lukę którą uzupełnić może jedynie głos jedynego świadka wydarzeń.

Oszczędność przekazu zdjęć z życia rodziny, podkreśla surowość ich materiału i ukazuje zamkniętą formę wydarzeń, które są pozbawione enigmatyczności. Kształt postaci i detal, zyskują dzięki wyrazistości języka narratora.

Nieporozumienia i oczekiwania. Samotność i bierność. Przywiązanie i pragnienia.
Szuflada, Telefon, Maszynka do włosów, Ekspres, Zeszyt, Obrączka, Klucze, Znak, Okulary, Paczki i Fifka.
Wyłuskiwanie prawdy z pamięci i próba zrozumienia motywów działania.

W roku 2006 wydawnictwo „Znak” wydało debiutancką powieść Mikołaja Łozińskiego – Reisefieber. Powieść została uhonorowana Nagrodą Kościelskich, Nagrodą Fundacji Kultury oraz Nagrodą Pawiego Pióra. Została również nominowana do literackiej Nagrody Nike. W dwa lata później nakładem tego samego wydawnictwa ukazały się Bajki dla Idy.
W tym roku, nakładem „Wydawnictwa Literackiego” ukazała się Książka.

– Synku, stałeś się niebezpieczny. Trzeba przy tobie uważać na każde słowo, każde zdanie, każdą rodzinną historię. Dlatego dwie prośby. Pierwsza.
– Tak?
– Jest jeszcze jeden przedmiot, o którym masz nie pisać.
– Tak?
– I masz też nie pisać, że masz o nim nie pisać. Pewne rzeczy muszą zostać w rodzinie.
– OK.
– Obiecujesz?
– Tak. Wiem, który to przedmiot.
– Druga prośba. Chciałbym, żebyś zostawił wreszcie w spokoju naszą rodzinę. Czas zająć się innymi sprawami, dobrze?


Mikołaj Łoziński Książka

Światowy Dzień Poezji

wtorek, 22 marca 2011

21 marca każdego roku, obchodzimy święto poezji. Światowy Dzień Poezji został ustanowiony w 1999 roku przez UNESCO. W Polsce rok 2011, został poświęcony życiu i twórczości Czesława Miłosza. Z tej okazji istnieje możliwość uczestniczenia w wielu dyskusjach, konferencjach naukowych, spotkaniach autorskich, seminariach oraz przeglądach filmowych. Centralna część uroczystości odbędzie się w Krakowie – będzie to Festiwal Miłosza w dniach 9 – 15 maja. Imprezy towarzyszące obchodom Roku Miłosza, są organizowane nie tylko w Krakowie czy Warszawie, ale również w wielu innych miastach świata m.in. w Wilnie, Paryżu, Nowym Jorku i San Francisco.

Więcej informacji można znaleźć na stronie:
www.milosz365.pl

Z okazji Światowego Dnia Poezji – trzy wiersze, trzech poetów.

Jacek Dehnel
„Święta Maria Magdalena – nie pokutująca”

Nic w tym dziwnego, ze stoi w ołtarzu –
– rama z amorów godną jest oprawą
dla jej jedwabiów i wiotkiego ciała.

W dłoni ukryła fiolkę belladonny,
w słoju – barwiczki, wstążki, pieścidełka.
I kark schyliwszy, jak należy, wdzięcznie,
patrzy spod rzęs.

A potem, prawie się nie oglądając,
w perłach i dąsach idzie na pustynię.
Pilnując, by sukni atłasów kwiecistych
pustynnym cierniem nie zedrzeć zbyt szybko.


Gdańsk – Oliwa, 7. VIII. 2001


Czesław Miłosz
„Druga przestrzeń”

Jakie przestronne niebiańskie pokoje!
Wstępowanie do nich po stopniach z powietrza.
Nad obłokami rajskie wiszące ogrody.

Dusza odrywa się od ciała i szybuje,
Pamięta, że jest wysokość
I jest niskość.

Czy naprawdę zgubiliśmy wiarę w drugą przestrzeń?
I znikło, przepadło i Niebo, i Piekło?

Bez łąk pozaziemskich jak spotkać Zbawienie?
Gdzie znajdzie swoją siedzibę związek potępionych?

Płaczmy, lamentujmy po wielkiej utracie.
Porysujmy węglem twarze, rozpuszczajmy włosy.

Błagajmy, niech nam będzie wrócona
Druga przestrzeń.



Roman Brandstaetter
„Poezja”

Ten kłębek nici
Jest mi niepotrzebny,
Ariadno.

Schowaj go.

Wejdę sam
W nocne zaułki
Syrakuz.

Bez niczyjej pomocy.

Nie chcę znaleźć
Wyjścia
Z tych księżycowych uliczek
Greckich strof.

Chcę błądzić,
Wracać,
Zmierzać w różnych kierunkach,
Iść naprzód,
Cofać się
I coraz głębiej zstępować
W mrok zaułków,
Które nieomylnie prowadzą
Do paszczy Minotaura.

Poezja jest labiryntem,
Z którego nie wolno znaleźć
Wyjścia.

Czternaście „Czarnych obrazów”

sobota, 19 marca 2011

Ojciec – Francisco Goya y Lucientes – genialny królewski malarz, nie potrafi zrozumieć zachowania i sposobu życia swojego jedynego syna. Ekstrawertyk, czerpiący garściami wszelkie przyjemności z otaczającego go świata, skrywa się w opadającej na niego ciszy. Nić porozumienia pomiędzy ojcem a synem, została dawno temu przerwana i nie ma sposobu na jej powiązanie. Wzajemne relacje zostają ograniczone do tolerowania swojej obecności, przy jednoczesnym ograniczeniu wymiany zdań pomiędzy dwoma mężczyznami. Cień rzucany przez Francisca, staje się mentalnym więzieniem jego syna. Jego słowa stają się dla niego śmiercionośnym jadem; osoby pozostające w towarzystwie nadwornego malarza króla, spijają mu słowa z ust jak ambrozję. Francisco skrywa pewną tajemnicę – grzech śmiertelny, który nawet królewskiemu malarzowi nie może zostać wybaczony.

Syn Francisca – Javier – pozostaje pod silnym wpływem ojca. Fatum wiszące nad jego życiem ma konkretną postać i twarz. Niemoc Javiera kumuluje się w mroczną, mazistą substancję wyobrażeń syna o ojcu. W podmadryckim domu Goyi – Quinta del Sordo – na ścianach powstają Czarne obrazy, których autorem nie jest Francisco, lecz Javier. Co jest treścią powstałych arcydzieł? Czy Javier traci rozum malując czternaście obrazów upadku?

Wnuk Francisca – Mariano – pragnie aby jego ojciec, był podobny do dziadka. Nie rozumie zachowania Javiera, i uważa go za geniusza ignorancji. Jego przerażenie wywołuje nie tylko zachowanie ojca, ale także jego wizja malarska. To, co powstało na ścianach Domu Głuchego, uważa za objaw szaleństwa ojca i zatrucie jego umysłu mrocznymi demonami zniewolenia.

Jacek Dehnel w swojej powieści Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya, kreśli trzy portrety: geniusza-hegemona, niewolnika-Nemezis oraz pragmatyka-ignoranta. Ten wielogłos odsłania załamanie i upadek wzajemnego porozumienia pomiędzy ojcem, synem i wnukiem. Patriarchalność ukazana w Saturnie, niesie ze sobą obraz zguby i rozszczepienia wrażliwości, gdzie staje się ona nowotworowym istnieniem, powodującym śmierć indywidualności człowieka.

Awers psychologiczny Francisca, jest obrazem geniusza vibrato światła i barw.
Rewers psychologiczny Francisca, jest obrazem hegemona.
Saturn jest jego rewersem.

Cóż większego na świecie niż twoje apetyty? Zjadłeś już sześcioro i pożerasz siódme; co jakiś czas przerywasz żucie (w niekończących się ciemnościach długo jeszcze odbija się echo chrzęszczących kości przedramienia, paliczków grzechoczących w ogromnej pieczarze pod twoim podniebieniem, śliny i krwi przelewających się całymi wiadrami po ruchliwym języku), spluwasz, głośno bekasz i rugasz bezgłowe ciało, które ściskasz muskularnymi paluchami tak mocno, że kłykcie bieleją, a dziecięca skóra pęka i wypływa spod niej gęsta, jasna krew: „Łamago, niedojdo, niechluju, klucho – mówisz – nierobie, skulidupo, pasożycie, leniu śmierdzący, impotencie, słabeuszu, mimozo, amebo – mówisz – pomyłko, śmieciu, niedorobku, wypierdku”. Charczysz i plujesz, i wgryzasz się po raz kolejny, aż po łokieć, ciągniesz zębami ochłapy mięsa, ścięgna, strzępy skóry. „Zobacz, jak się spasłeś, wyglądasz jak baba, patrz na ten twój otłuszczony babski tyłek, dupa jak u dziewuchy, i to z tych grubszych, bij się wierzgaj! A ty nic, nogi zwiesiłeś, rąk nie masz, głowy nie masz, czym się teraz nażresz, łasuchu? Bądź mężczyzną! Bądź mężczyzną!”

Jacek Dehnel Saturn

Białe przestrzenie

sobota, 12 marca 2011

Historia zapisuje się sama.
Na białych płaszczyznach chodników, szos, pustyń, dróg i plaż. Ludzie stają się jej literami, a kiedy spotykają się ze sobą – tworzą wyrazy, z których później powstają zdania. Każdy zabarwia białą płaszczyznę innym kolorem, ale wszyscy czerwienią się, widząc swój cień niknący w cieniu bryły większej od siebie samego. Pozostając
w cieniu, ma się wrażenie nieistnienia. I ogląda się świat z perspektywy człowieka
z zewnątrz. Jakby bryła i „ja” stały się jednym, jakby zostało się wchłoniętym przez jej obecność, białą ścianę, twardą rzeczywistość budowli z cementu, cegieł i szkła.
Pozostawanie w cieniu daje gwarancję niewidzialności i bezpieczeństwa.
Pozostawanie w słońcu kłuje wzrok obrazem świata.

Powonienie zostaje ukłute zapachem białych lilii Album.


33. Cyklon tropikalny

Ze wszystkich filozofów najbardziej lubiłem
tego, który powiedział, że fale powstają
przez wahanie się bogów, czy świat, który znamy,
jest dobry, czy też zły jest i nadeszła chwila,

by zalało go morze. I codziennie miłość
wybawia nas od zguby, bogowie wahają
się, spacerują i puszczają kaczki po falach,
słońce wchodzi do morza tam, gdzie jest horyzont.

Teraz idę ulicą, idą razem ze mną
ci, którzy myją chorych i idą na pewno
tacy, co zechcą zabić. Każdej nocy bestia
wychodzi szukać dzieci w środku złego miasta.

I we mnie też jest ciemność, odrobina światła,
i czarne ślady stawiam na białych powierzchniach.


listopad 2004

Tomasz Różycki Kolonie

Zaklęcia w prostej formie

piątek, 21 stycznia 2011

Przede wszystkim czasu i pamięci. Czasu, bo nigdy nie zawraca i nie ogląda się, nawet wtedy, gdy ktoś go woła. Pamięci, bo jako jedyna może coś z nim zrobić.

To wszystko co „tutaj” mamy, jest pewnym znieruchomieniem, które tylko na chwilę przystaje, żeby się nam pokazać, ale w rzeczywistości wcale znieruchomieniem nie jest. I pewnie też wcale nie przystaje, a jedynie tak szybko wiruje, że nie możemy dostrzec jak prędko się obraca. Tylko dla nas musi przybrać jakiś kształt, po to, żebyśmy je mogli zrozumieć. To wszystko, co „tutaj” mamy, jest „przelewaniem w ciszy i skupieniu mleka… z dzbanka do miski, dzień po dniu”.




„Nieczytanie”

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pt. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A my na piątym biegu
i – odpukać – zdrowi.


„Vermeer”

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.



Wisława Szymborska Tutaj

Paszporty Polityki 2010 - Nominacje

środa, 29 grudnia 2010

20 grudnia zostały ogłoszone nominacje do Paszportów Polityki w kategorii Literatura.
Oto one:

Justyna Bargielska, za swój debiut prozatorski Obsoletki.

Ta skromna książeczka kompletnie zbiła mnie z pantałyku. W krótkich opowiadaniach, przywodzących nieco na myśl twórczość Rolanda Topora czy Henriego Michaux, Bargielska porusza się swobodnie między traumą i sarkazmem, tragedią i autoironią, czułością i makabrą, koszmarnym snem i twardą rzeczywistością. Wybitna językowa wrażliwość oraz potencjał myślenia o kobiecości i macierzyństwie nie tyle wbrew stereotypom, co właściwie poza jakimikolwiek schematami.
Piotr Kofta

Ignacy Karpowicz, za powieść Balladyny i romanse.

„Balladyny i romanse” spełniają moje wyobrażenia o powieści XXI w.: łączącej awangardową formę z wielokierunkową refleksją na temat kondycji współczesnego człowieka. Do tego dochodzi kapitalnie oddany język, wyrafinowana kompozycja, tragikomiczna tonacja, lecz to wszystko nie stawia oporu przy lekturze. Przeciwnie: czyta się jednym tchem. I miesiącami o tej książce myśli. Mistrzostwo!
Marta Mizuro

Tomasz Piątek, za powieść Wąż w kaplicy.

Tomasz Piątek, przyznaję, zaskoczył mnie – i to bardzo. Nie podejrzewałem, że pisarz z mojego rocznika jest w stanie wygenerować ciekawą i pogłębioną opowieść na temat polskości. Piątek to zrobił! Stworzył postać człowieka znikąd, który za wszelką cenę (dość wysoką) próbuje zgłębić fenomen polskiej mentalności. „Wąż w kaplicy” to z jednej strony świetnie napisana, wciągająca powieść, z drugiej – historia, która naprawdę daje do myślenia. Czegóż chcieć więcej!?
Robert Ostaszewski

Nazwisko laureata zostanie ogłoszone 18 stycznia 2011 roku.

Źródło informacji: http://www.polityka.pl/paszportypolityki

Literatura nieliteracko, ale w służbie prawdy

sobota, 11 grudnia 2010

Wydawnictwo „Czerwone i Czarne” w serii Powiększenia prezentuje rozmowę Renaty Kim z Jackiem Poniedziałkiem. To wywiad-rzeka w którym znajdziemy okruchy dzieciństwa i młodości aktora, dwa teatry – Krystiana Lupy i Krzysztofa Warlikowskiego, nagiego Hamleta, Kruma, Oczyszczonych i Anioły w Ameryce.
Poznamy fascynacje i namiętności… i obnażenia.

Nigdy nie zapomnę chwili, to był jakiś 1990 rok, kiedy szliśmy razem z moim partnerem przez Rynek w Krakowie, ogródki przed kawiarniami były pełne ludzi i nagle znajomy wrzasnął: „Pedały, gdzie idziecie?”. Czułem wstyd. To było tak, jakby ktoś krzyknął w czasie okupacji: „Żyd!”. Miałem instynktowne skojarzenie z Chinami czy Kambodżą, gdzie dyktatura publicznie lżyła ludzi. Czułem się obnażony. Wściekłość mieszała się z poczuciem winy.

…Ale także o tym, co w życiu jest najważniejsze, co sprawia najwięcej radości, co wywołuje lęk. A w finale – dlaczego Jacek Poniedziałek zgodził się na powstanie tej książki.
Literatura nieliteracko, ale w służbie prawdy. Polecam!

"W prawej kieszeni mam kamyk, w lewej meduzę, w ustach - piach."

piątek, 17 września 2010

Trochę poezji. Tadeusz Dąbrowski został laureatem Nagrody Kościelskich w roku ubiegłym, za tomik wierszy Czarny kwadrat. W uzasadnieniu jury wyróżniło autora za oryginalność poetycką, wyrażającą się odwagą w traktowaniu trudnych zagadnień artystycznych i światopoglądowych.
Z nagrodzonego zbioru, dwa wiersze.

Różnica

Granica między dobrem a złem jest stanowcza
i przeraźliwie ostra. I cienka jak kreska
narysowana najtwardszym ołówkiem. Różnica między

dobrem a złem jest nie mniej zasadnicza
niż różnica między kichnięciem a kaszlnięciem.

Pisałem wiersz i akurat miałem kichnąć, gdy
do drzwi zadzwonił ojciec. Przestraszyłem się
tak, że złamałem grafit, a zamiast kichnąć

– zakaszlałem. Różnica między dobrem a złem
jest oczywista. Jak różnica między

strachem uzasadnionym
i strachem bez powodu.


***

czym różni się milczenie
puste od znaczącego

głębokie od płytkiego
jasne od ciemnego

milczenie celne od
milczenia jak kulą w płot

tobą

Tadeusz Dąbrowski Czarny kwadrat Wydawnictwo a5

Nagrody literackie - NIKE 2010 – finałowa siódemka

niedziela, 5 września 2010

Ten rok jest bez powieści. Do nagrody zostały nominowane trzy tomiki poetyckie, biografia, reportaż, zbiór opowiadań oraz dramat. Laureata poznamy jak zwykle w pierwszą niedzielę października.

Oto nominacje:

1. Jacek Dehnel Ekran kontrolny
2. Magdalena Grochowska Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu
3. Julia Hartwig Jasne niejasne
4. Wojciech Jagielski Nocni wędrowcy
5. Janusz Rudnicki Śmierć czeskiego psa
6. Tadeusz Słobodzianek Nasza klasa
7. Piotr Sommer Dni i noce

Jesień, to oprócz – mam nadzieję – złota i szmaragdu (tak poetycko) wiszących na drzewach, pora roku ważna dla literatury. Już we wtorek poznamy finalistów tegorocznej Nagrody Bookera, a 12 października podczas uroczystej kolacji zostanie ogłoszone nazwisko zdobywcy nagrody.
Również w październiku zostanie przedstawiony przez Akademię Szwedzką laureat Literackiej Nagrody Nobla. We wrześniu trwają dyskusje nad twórczością kandydatów.

A na koniec fragment wiersza finalisty NIKE – Jacka Dehnela – Ph. Glass: Glassworks – 5. Facades:

…Jeruzalem Niebieskie, Atlantyda, Cittá
del Sole – dureń. Zwykłe załamanie światła,
stworzone we mgle widmo: pozłocona płytka.

Ale co jest prawdziwsze: czy to, co przeżyte,
czy to, co przeczytane? Sprawa nie jest łatwa.
Na wokandzie o siódmej trzydzieści: odbite
słońce przeciw ulotnej, pozłoconej płytce.

W ogrodzie...

wtorek, 13 lipca 2010

…Tamtego roku, pamiętam, z początkiem czerwca przyszły niemal letnie upały. W ogrodzie wszystko kwitło, jaśminy, bzy i caprifolium pachniały oszałamiająco, zwłaszcza wieczorem. Przy najlżejszym powiewie wiatru spirea sypała śniegiem płatków. Było pięknie.
(fragment powieści)

Czasami nasze wybory jedynie zdają się właściwymi, utęsknionymi i oczekiwanymi, ale kiedy już się staną, kiedy zaczną istnieć w naszej rzeczywistości, kiedy sami pozwalamy im objawić swoją obecność, dopiero z perspektywy czasu dochodzimy do wniosku, że nie są one tak dobre, jak się wydawały. Wtedy pojawia się w naszej świadomości myśl, jak gość z jaśniejszej krainy, takiej w której słońce świeci dzień i noc, która „mówi” nam – Przecież dobro wasze, było tym, co posiadaliście. Dlaczego zmieniliście tą postać rzeczy? Dlaczego zamieniliście dom z ogrodem, na mieszkanie z balkonem?

Czasami też miewamy wielkie nadzieje, tak jak te Dickensowskie… A one z biegiem czasu kruszeją; w pięknym zamku najpierw pęka mur, później wali się jedna z jego części, aż w końcu zostaje nam na dłoni jedno ziarenko piasku… Niczym na dłoni Cesarzowej z niezapomnianego filmu Wolfganga Petersena – Niekończąca się opowieść. Tyle… i oto, co zostało z naszych wielkich nadziei. Ale nadzieja ma to do siebie, że nie znika tak szybko. Może być mała jak to wspomniane ziarnko piasku, z którego na nowo możemy odbudować nasz pałac.. – jeszcze piękniejszy. Czeka nas dużo pracy, wiele wysiłku, cierpienia, gorzkich łez i – zapewne – smutku. Ale przecież to wszystko się opłaci. Zawsze się opłaca. Dickens ma rację.

To refleksje dotyczące książki Katarzyny Krenz – W ogrodzie Mirandy. Ta powieść przenosi czytelnika do prawdziwego ogrodu myśli. Tam, gdzie zakwitają ogniste rozczarowania, błękitne nadzieje, lawendowe pragnienia i jak ciepły deszcz – przejrzyste niedookreślenia stanu emocjonalnego. Jest mi niezmiernie miło przywitać na stronach tej książki gościa specjalnego – Iris Murdoch. (Wielkie podziękowania za jej zaproszenie należą się Autorce!) Może powieściowa sfera jej obecności jest zroszona łzami bohaterów, lecz doskonałość Iris Murdoch jako twórczyni takich dzieł jak: Skromna róża, Zielony rycerz czy chociażby ostatnia jej powieść – Dylemat Jacksona, jest w moim mniemaniu – bezsporna i nie pozostawiająca żadnych wątpliwości.