
„Dla naszego pokolenia szklanym pantofelkiem jest prezerwatywa” – Chuck Palahniuk – „Fight Club"

„Przestrzeń kosmiczna to wasz salon”. Victor Lodato – „Matylda Savitch”

Pod kołami pociągu, ginie starsza siostra Matyldy – Helena. Zbliża się pierwsza rocznica tego tragicznego wypadku, który został nazwany przez nastoletnią Matyldę H. S. S. H. – Helena Savitch. Savitch Helena. Dla całej rodziny śmierć dziewczyny staje się dramatem, tragedią. Jest tą chwilą, w której następuję całkowite zniszczenie dotychczasowego życia. Jednocześnie dla każdego z bohaterów śmierć Heleny jest zupełnie innym końcem, zupełnie innego rozdziału życia. Dla ojca, odejście starszej córki stało się więzieniem ciszy, w którym mężczyzna pogrąża się coraz głębiej. Rzeczywistość kolejnych dni staje się bezbarwna i mętna, a przyszłość jest walką, na którą nie ma siły. Dla matki Heleny, jej zniknięcie jest równoznaczne ze zniknięciem jej samej. Kobieta przestaje dostrzegać otaczający ją świat, przestaje słyszeć głos męża i młodszej córki, nie potrafi rozpoznać tęsknoty i żalu od głosu potrzebującego wsparcia. Ta dziwna agnozja rozlewa się coraz bardziej, i zatacza coraz szersze kręgi, otaczając rodzinę Savitchów i rozbijając wszystkie dobre wspomnienia Matyldy. To właśnie Matylda snuje opowieść o trudnych dniach i gorzkich chwilach; poprzez perspektywę jej uczuć, czytelnik poznaje całą rodzinę. Przez kontakt dziewczyny z rodzicami, bohaterka odsłania świat po katastrofie – nie tylko tej z 11 września 2001 roku, czy kolejnych zamachach terrorystycznych, także przez ofiary wojny – i koncentruje wszystkie te doświadczenia w swojej osobie. Szuka wytłumaczenia wydarzeń, które miały miejsce, stawia pytania, na które próbuje szukać odpowiedzi.

W wierszu wszystko jest zamknięte i doskonałe jak w absolucie. Bo taka jest natura poezji. Jakkolwiek stawia pytania i próbuje na nie udzielać odpowiedzi, robi to z koronkową precyzją białej nici. W tym przypadku opowieść zaczyna się od świętego Pawła z Tarsu, Apostoła, który prawdopodobnie wiosną 55 roku, w Efezie, napisał Pierwszy List skierowany do mieszkańców Koryntu. 13 Rozdział tegoż Listu, to jedne z najpiękniejszych słów, jakie kiedykolwiek zostały wypowiedziane opisując naturę miłości.
Tomik poezji Gadu gadu, otwiera Hymn o poetkach. Wiersz opisuje naturę poetki, a dokładniej poetek, kobiet, których treścią staje się widzenie i wyrażanie świata, posługując się starożytnym językiem poezji. Językiem, który ulegał wielokrotnym przemianom na przestrzeni wieków, ale który zawsze pozostawał wierny tym jedynym w swoim rodzaju układom słów, które mieściły w sobie tysiące i miliony dialogów, setki zagadnień. Które potrafiły udźwignąć ciężar rzeczywistości, teorię bytu i zamknąć je w jednym, małym ziarnku piasku, zrodzonym czasem nawet z jednego tylko słowa.
Jak wygląda współczesna poetka? Czy wygląda tak, jak została przedstawiona przez Annę Dwojnych? Czy jest taka, jak w wierszu? Na kolejnych stronach spotykamy Jezusa i Piotra, niewymienionego z imienia, ale wyraźnie obecnego papieża Polaka, Edgara Allana Poe, Safonę, a także Sylwię Plath. Tomik rozpoczyna się przywołaniem Nowego Testamentu, a kończy wspomnieniem Starego. Wiersze Anny Dwojnych, są spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość oczyma poetki – socjolożki. Ale też są palimpsestami, które przy zrzuceniu z siebie pierwszej warstwy tekstu, odsłaniają wnętrza, w których pojawiające się pytania należą do metafizyki, do gruntu zainteresowań strukturą rzeczywistości. Indywidualne (Związek z K. a chaos deterministyczny), a czasami nawet intymne (*** ostatnio bawię się) podchodzenie do świata i widzenie siebie w opozycji do przeżytych wydarzeń, w kategorii uwrażliwienia na odbierane bodźce, stawiają młodą poetkę w szeregu ze wspomnianą autorką doskonałego Kolosa i Ariela. Dodatkowo, dzięki socjologicznemu podejściu, wiersze z Gadu gadu są zwierciadłem współczesnego świata i lustrem współczesnej poetki. Ocalają poezję przed sekularyzacją, a ich lodowatość pobudza do życia to piękno, które jakże często jest zamknięte w cierpieniu i bólu.
Heathcliff,
czemu dziś tak cicho
nienawidzisz
chodź pójdziemy na wzgórza
znów będzie tak zimno i spokojnie
doskonale aż do bólu
tylko wtedy kwitną
wrzosy
To wiersz Moi kochankowie mieszkają na Woronicza a ja chcę dożyć spokojnej starości.
Gadu gadu o ironicznym tytule – bo to jest zupełnie tak, jakby ktoś w bukiecie z różowych stokrotek ukrył trzy białe orchidee – jest pełen wyrazistych spojrzeń i krótkich westchnień. Prostota utworów, jest ich elegancją. Ten tomik poetycki jest debiutem. Jest to też poprzeczka wysoko postawiona dla jego autorki. Utwory w nim zawarte nie męczą, posiadają pozorną lekkość ciężkich zagadnień, a zmysł obserwacyjny i język poetycki, pozwalają autorce rzeczywistość „przeliczać na wiersze”. Przedstawiają portret współczesnej młodej damy, która nie dosyć, że świetnie opanowała starożytny język poezji, to jeszcze „czyta Doktora Żywago i nosi perły” – więc robi rzeczy, które w jej wieku uchodzą za dawno zapomniane.
Gej spotyka panią Dalloway. Mikołaj Milcke – o pragnieniach i uzależnieniach

Jeszcze wczoraj wieczorem byłem szczęśliwy. – Jest to pierwsze zdanie powieści o poszukiwaniu tego, czego już wcześniej szukały Anna Karenina, Fanny Price, Clarissa Dalloway czy Małgorzata Gautier; czego poszukiwał bohater powieści Michaela Cunninghama – Nim zapadnie noc – i ułożył w taką proporcjonalność odwrotną, odnajdując tym samym to, co udało się także odnaleźć bezimiennemu bohaterowi książki Mikołaja Milcke – Gej w wielkim mieście.
Porównanie bohatera do takich postaci jak Anna Karenina czy Małgorzata Gautier, jest zasadne przynajmniej z dwóch względów – obyczajowego i uczuciowego. Cóż wspólnego może mieć ten młody mężczyzna – gej – z uczuciową amplitudą występującą w powieściach klasycznych? – Wszystko i zupełnie nic. Ale czy ta szczerość uczuć, nie jest godna szczerości Jane Austen? Czy pragnienia bezimiennego bohatera, nie są pragnieniami wielkich postaci literackich?
Bezimienny bohater jest młodym człowiekiem, który rozpoczyna studia na Uniwersytecie Warszawskim. Pochodzi z prowincjonalnego miasteczka, w którym (prawie) wszyscy o sobie (prawie) wszystko wiedzą i roszczą sobie pretensje do życia innych osób. Przyjazd do Warszawy to w równym stopniu wyzwanie i urzeczywistnienie marzeń o zamieszkaniu w stolicy. To także podróż w głąb samego siebie. Zamieszkanie na warszawskich Bielanach jest poetyckim zamieszkaniem w pomieszczeniu, kształtem przypominającym szczęśliwość – jako gwiazdę, serce czy muszlę (chociaż ta, również nawiązuje do podróży). W pierwszej kolejności bohater poszukuje miejsca, w którym byłby szczęśliwy. W kolejnej poszukuje osoby, która stałaby się udziałem owego szczęścia. Ale dla niego szczęście nie jest jedynie stanem przejściowym i krótkotrwałym. Jest okresem zawierającym w sobie tyleż wzlotów co upadków, i przede wszystkim wielopłaszczyznowym, w którym każda z płaszczyzn jest niezbędnym instrumentem do odegrania symfonii.Właśnie ta symfoniczność uczuć i chłodnej logiki, jest tym, co wyróżnia bohatera i stawia w tym samym kręgu zainteresowań, co bohaterów wspomnianej klasyki.
Gej w wielkim mieście to powieść na wskroś współczesna językowo, tematycznie i z racji swojego powstania – wcześniej istniała we fragmentach na blogu autora. Jest również współczesna obyczajowo. Może szokować opisami zachowań, materią i stosunkiem, co do właściwości dowodów niewinności – lub winy. Należy jednak pamiętać, że pośród tej współczesności i innowacji tego, co może szokować, pojawia się w niej coś, co ani nowoczesne, ani nowatorskie nie jest. To wrażliwość i wyczulenie na uczciwość i prawdziwość uczuć. To, co zabrania wszelkiej dyskryminacji ma swoje źródło nie w logicznych przemyśleniach i dyrektywach prawnych – te ostatnie jedynie układają i hierarchizują – lecz w miłości do otaczającego świata, do inności jako tej, która jest odzwierciedleniem możliwości istnienia i trwania.
Lekkość i humor przekazu, są tym, co pomaga zrozumieć trudność wyborów i ciężkość tematów powieści. Pochylenie się nad nimi z uśmiechem, nie tylko rozwiewa mazistą i lepką mgłę pochodzącą z lęku i niewiedzy, ale pomaga w przezwyciężeniu uprzedzeń i ograniczeń, które bardzo często są powodem różnego rodzaju cierpienia.
W lekkim przekazie, często ukrywa się ważny temat. Tak było, jest i będzie. Dlatego znowu nawiążę do klasyki – Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty – to pierwsze zdanie doskonałej powieści Virginii Woolf. Trzeba kupić kwiaty, bo ich brakuje do pełnego szczęścia, ale także dlatego, żeby stały się nawiązaniem do życia. W powieści Gej w wielkim mieście pojawia się zdanie – już jako jedno z ostatnich – Właśnie jego brakowało w panoramie mojej osobistej Warszawy. Czy to podobieństwo światów nie jest znaczące?
Trzeba ważyć słowa i rozumieć zdania.
Gej z powieści Mikołaja Milcke, spotyka panią Dalloway… i idą razem na popołudniową herbatę, do jednej w warszawskich kawiarni :)

Kendra i Seth spędzają wakacje u dziadka Sorensona, podczas gdy ich rodzice wraz z pozostałą częścią rodziny wybrali się w rejs wokół Skandynawii. Takie wakacje nie zapowiadały dobrej zabawy. Kendra wiedziała, że dziadek wcale nie zaprosił ich do siebie, żeby odpoczęli przed pójściem do szkoły. Słyszała jak mama poprosiła dziadka, żeby zgodził się nimi zająć na czas nieobecności rodziców.
Dziadek nie wydaje się być uszczęśliwiony przyjazdem wnucząt, a babcia gdzieś wyjechała w bardzo pilnej sprawie. Dom i ogród wzbudzają w dzieciach niemałe zainteresowanie, dodatkowo las otaczający domostwo stanowi dla Kendry i Setha tajemniczą zagadkę. Dziadek surowo zabronił wchodzić do lasu i do stodoły, zawierając z dziećmi pewien układ korzystny dla obu stron. Ale ciekawość Setha nie daje mu spokoju. Chłopiec wchodzi do lasu. Spotyka tam starą kobietę, mieszkającą w spróchniałym pniu drzewa, próbującą rozsupłać węzeł na grubym sznurze.
Kendra natomiast przez okno pokoju dostrzega Dale’a, pomocnika dziadka, wynoszącego w foremkach mleko; jak później przekonuje dziewczynkę – rzekomo dla zwierząt. Dzieci czują, że dziadek Sorenson skrywa jakąś tajemnicę, a złamanie wcześniej ustalonych zakazów może prowadzić do jej odkrycia.
Wydarzenia błyskawicznie następują, jedno po drugim. Dzieci poznają świat magicznego miejsca, którego ich dziadek jest strażnikiem. Poznają świat pięknych i próżnych wróżek oraz mroczą tajemnicę wiedźmy ze spróchniałego drzewa – Muriel Taggert. Dowiedzą się gdzie jest babcia, co się kryje w stodole, dlaczego wróżek nie wolno zamykać w domu na noc i co wspólnego z Baśnioborem ma „Gwiazda Wieczorna”.
Seth razem z dziadkiem i całym Baśnioborem znajdą się w wielkim niebezpieczeństwie, a Kendra jako jedyna będzie w stanie im pomóc. Żeby tego dokonać, będzie musiała zrobić coś, co do tej pory nie udało się żadnemu śmiertelnikowi…
Rzadko się zdarza, że współczesne baśnie wywołują tyle prawdziwych emocji i poruszają dawno zastałe pokłady fantazji dorosłych czytelników – jeśli już takowi zdecydują się sięgnąć po baśń – co powieść Brandona Mulla Baśniobór. Jest to pierwsza część cyklu przygód Kendry i Setha w baśniowym rezerwacie magicznych istot. Książka jest doskonałą lekturą nie tylko dla młodych czytelników. Jej wartka akcja, szybkie i nieoczekiwane zwroty akcji, fantazyjność, przejawiająca się w opisach detali magicznych istot i miejsc, do których trafiają bohaterowie zwróci uwagę również dorosłego czytelnika, któremu podobały się takie dzieła jak Władca Pierścieni J.R.R Tolkiena czy pięcioksięgi Belgariada i Malloreon Davida Eddingsa.
Powieść oprócz swej zachwycającej baśniowości, wyczula młodego czytelnika na ważne kwestie natury etyczno-moralnej, a dorosłemu przypomina o trudnościach z nimi związanych i o wielkiej wadze wychowawczej, która zostaje nałożona na rodziców.
Książkę kończą Tematy do dyskusji, stanowiące doskonałe zagadnienia do rozwinięcia podczas zajęć szkolnych. Autor prezentuje jedenaście istotnych kwestii dla powieści, które mogą zostać rozwinięte w sposób uniwersalny dla szerokich potrzeb edukacyjnych.
Baśniobór jest debiutem powieściowym Brandona Mulla. Do chwili obecnej pisarz wydał pięć jego części. Już na początku grudnia, Wydawnictwo W.A.B. planuje wydanie drugiego tomu – Baśniobór: Gwiazda Wieczorna wschodzi.
Trwają prace nad ekranizacją Baśnioboru. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na pierwszy film o przygodach Kendry i Setha:)
Kendra spojrzała na foremkę z mlekiem. „Wypij mleko”. Jeśli Seth robił jej kawał, to nagle stał się dziesięć razy lepszym aktorem niż do tej pory. Zanurzyła palec w mleku i oblizała go. Jej brat miał rację: było słodkie i ciepłe. Na moment oślepiło ją słońce i musiała zamrugać.
Obejrzała się na Setha, który właśnie podkradał się do niewielkiej grupki wróżek unoszących się w powietrzu. Trzy z nich miały skrzydła jak motyle, a jedna jak ważka. Widząc coś tak niesamowitego, Kendra nie zdołała stłumić okrzyku.
Znów popatrzyła na mleko. Wróżka ze skrzydłami kolibra piła je ze złożonej dłoni. Jeśli nie liczyć skrzydeł, wyglądała jak szczupła kobieta o wzroście nieprzekraczającym pięciu centymetrów. Miała długie ciemne włosy i lśniącą turkusową halkę. Prędko odleciała, gdy tylko Kendra się zbliżyła.
To nie mogło być autentyczne, prawda? Musiało istnieć jakieś wytłumaczenie. Jednak wróżki były wszędzie, blisko i daleko, lśniły żywymi kolorami. Przecież Kendra nie mogła zaprzeczyć, ze widzi to, co widzi.
(…)
Kendra chodziła ścieżkami ogrodu jak otępiała, wśród wróżek dostrzegła wszystkie możliwe rasy. Niektóre wyglądały jak Azjatki, inne – jak Hinduski, Afrykanki i Europejki. Były też takie, które mniej kojarzyły się z ludzkimi kobietami, miały niebieską skórę i szmaragdowe włosy. Kilka miało też czułki. Ich skrzydła bardzo się różniły, większość przypominała skrzydła motyli, ale były elegantsze w kształcie i olśniewająco ubarwione. Wszystkie wróżki połyskiwały jasno, jaśniej niż kwiaty w ogrodzie, tak jak słońce świeci jaśniej niż księżyc.
Brandon Mull Baśniobór

Laureatką tegorocznej Orange Prize for Fiction została Téa Obreht, za powieść The Tiger's Wife.
Pisarka urodziła się w 1985 roku, w byłej Jugosławii. Swoje dzieciństwo spędziła na Cyprze i w Egipcie. Obecnie mieszka w Ithace, w stanie Nowy Jork.
Publikowała m.in. w "The New York Times", "The Atlantic", "Harper’s" oraz w "The Guardian".
The Tiger's Wife jest jej debiutem powieściowym.
Téa Obreht oprócz czeku opiewającego na sumę 30 000 funtów, otrzymała także statuetkę z brązu, zwaną Bessie.
Powieść nie została jeszcze wydana w Polsce, podobnie jak The Lacuna Barbary Kingsolver – zwyciężczyni z ubiegłego roku.
Źródło informacji: www.orangeprize.co.uk, www.teaobreht.com

Victoria w wieku 18 lat, opuszcza swój ostatni dom dziecka. Dzieciństwo spędziła w ponad trzydziestu obcych miejscach, z których tylko jedno było dla niej przyjazne i to właśnie dzięki temu miejscu zawdzięcza swoje niezwykłe umiejętności. Dzięki miejscu i osobie, do której ono należy. Victoria zna język, który powstał jeszcze w czasach wiktoriańskich, a który został dawno zapomniany. W wieku dziewięciu lat, dziewczynka zamieszkała w domu Elizabeth, która nauczyła ją rozumieć i posługiwać się tym wyjątkowym językiem – językiem kwiatów.
Pierwszym planem pełnoletniej Victorii nie jest otrzymanie pracy i opłacenie czynszu za wynajęty pokój, lecz stworzenie własnego ogrodu. Dziewczynie udaje się realizacja planu, ale za cenę bezdomności. Po kilku nocach spędzonych pod rozgwieżdżonym niebem i szeleszczącym posłaniem z liści, samotnej i przerażonej Victorii udaje się znaleźć pracę, która staje się naturalną i nierozerwalną częścią jej życia. Poznaje Renatę, właścicielkę kwiaciarni "Bloom", z którą połączy ją przyjaźń i wzajemny szacunek.
Dla nieprzystosowanej i porywczej – według raportów opiekunki społecznej – dziewczyny, nowa praca otwiera kolejny rozdział w życiu. Podczas częstych wizyt na targu kwiatowym Victoria spotyka Granta, który jako jedyny zdaje się rozumieć język kwiatów. Dziewczyna po pracy w kwiaciarni zaczyna się z nim spotykać. Chłopak jest właścicielem kwiatowej farmy, którą odziedziczył po swojej zmarłej matce. Podarowuje Victorii aparat fotograficzny, aby robiła zdjęcia kwiatom i stworzyła swój własny słownik kwiatów – ich znaczeń i ich języka.
Tak oto Victoria wkracza na ścieżkę powrotu do lat, w których po raz pierwszy pokochała osobę, której tak wiele zawdzięcza i którą skrzywdziła, zabiegając o jej miłość… i za którą nadal tęskni.
Wzajemne relacje Victorii i Granta przeplatają się z historią Elizabeth i jej siostry Catherine. Obecność Renaty i jej matki – Mamy Ruby – pomagają dziewczynie podjąć trud zaufania drugiemu człowiekowi, a pomoc Marleny w prowadzeniu Wiadomości, okazuje się ofiarowywać Victorii czas – Białą topolę – potrzebny do tego, aby porzucić swoją samotność, nieufność i strach.
Vanessa Diffenbaugh oprócz studiowania pisania kreatywnego, zajmowała się problemami młodzieży pochodzącej z biednych środowisk. To w znacznej mierze doświadczenia wyniesione z tej wyjątkowej pracy, nadały psychologiczny kształt jej debiutanckiej powieści – Sekretny język kwiatów. Powieść nie tylko przypomina o symbolicznym przekazie roślin – autorka celowo skupia się na kwiatach, gdyż jak twierdzi bohaterka powieści Victoria – nie ma nic romantycznego w gałązkach i kawałkach kory. Powieść, swój romantyzm przekazu umiejscawia nie tyle w samym języku, czy romantycznych dialogach, ale przede wszystkim w emocjach i uczuciach przedstawionych pod postaciami kwiatów. W opisach miejsc, sytuacji i osób. W wyjątkowych obrazach roślin, bukietów, które stworzyła Victoria, i odkrytych znaczeń, przynoszących ze sobą oprócz wiedzy i umiejętności obrazowania uczuć, wpływ na wzajemne relacje, często bardzo trudne, pełne wzajemnego niezrozumienia, lekceważenia pragnień i zupełnie pozbawione otwartości na wrażliwość drugiego człowieka. Sekretny język kwiatów jest powieścią-słownikiem, powieścią, w której oprócz motywu i ciekawej fabuły olbrzymie znaczenie – i prawdopodobnie jedne z najważniejszych – odgrywa wyjątkowo subtelny spis emocji towarzyszących Victorii, występujących pod postaciami kwiatów i określanych przez nie, który stanowi integralną część postaci literackiej. Victoria pojawia się jako zbuntowana nastolatka, nieufna, samotna, z poczuciem braku zrozumienia, i z nieustającą obecnością strachu w sercu. Te wszystkie uczucia czytelnik poznaje interpretując wiktoriański kwiatowy język. Wieloznaczeniowość przekazu tego języka, została w powieści zastąpiona przez wartości najbliższe emocjom i uczuciom towarzyszącym Victorii oraz wszystkim bohaterom powieści. Zarówno interpretacja białych róż przez Victorię, jak i w tłumaczeniu Granta, pozostaje w ścisłym związku z psychologią przekazu kwiatów jako uczuć. Również malowane przez Catherine fioletowe hiacynty, nie były darowane Elizabeth z uwagi na brak – w mniemaniu Catherine – perfekcji w obrazie kwiatu. Uczucie mogło wypłynąć tylko wtedy, gdy mogło być nazwane, gdy dojrzało. Tak jak zrywane przez Victorię i Granta kwiaty – w najpiękniejszym czasie swojego istnienia.
Powieść Vanessy Diffenbaugh może być psychologicznym zwierciadłem emocji, uczuć i rozwoju bardzo wrażliwej kobiety. Może również stanowić poetycki obraz bukietu życia – jego trudów, cierpień, niesprawiedliwości, lęków, ale również radości, poświęcenia, szczęścia, przywiązania, zaufania, uprzejmości i miłości.
Wreszcie może być połączeniem tych dwóch. Powieść-słownik: kwiatowo – uczuciowy i uczuciowo – kwiatowy.
Kwiaty leżały na moim miejscu, gdy przybyłam do sądu. Wiązka gipsówek – nieskończona miłość – delikatne kuleczki na wypolerowanym, błyszczącym stole. Były sztywne i suche, jakby Elizabeth kupiła je na pierwszą rozprawę, zanim przesłuchania zaczęły ciągnąć się w nieskończoność. Gipsówki nie więdły ani nie gniły. Z czasem robiły się bardziej kruche, ale poza tym wyglądały tak samo. Elizabeth nie musiała kupować świeżego bukietu.
(…)
Wsadziłam nos w bukiet kwiatów. Był tam kwiat lnu, niezapominajka i leszczyna. Poza tym były białe i różowe róże, dzielżany, barwinki, pierwiosnki i wiele dzwonków ogrodowych. Pomiędzy ciasno ściśnięte łodygi powkładałam aksamitny mech i obsypałam bukiet fioletowymi i białymi płatkami meksykańskiej szałwii. Był ogromny, ale i tak zbyt mały. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do drzwi.
Vanessa Diffenbaugh Sekretny język kwiatów

Montigny to małe miasteczko, leżące pośród zielonych lasów i łąk, w którym właśnie trwa rozbiórka starej szkoły i pospieszna budowa nowej. Tu urodziła się, mieszka i pewno nie tu umrze bohaterka cyklu powieści Colette – Klaudyna.
Piętnastoletnia Klaudyna, to osoba wyjątkowa pod każdym względem. Inteligentna, bystra i spostrzegawcza, świadoma otaczającego ją świata, własnych pragnień, potrzeb i możliwości. Uczęszcza do szkoły, która stanowi dla niej centrum życia, źródło zarówno pracy, jak i wypoczynku, ale przede wszystkim daje jej możliwość poznania charakterów ludzkich, zachowań koleżanek i nauczycieli. Dzięki niej poznaje uczucia: miłość (Klaudyna zakochuje się w młodej nauczycielce Aimée, która jednak porzuca ją dla dyrektorki szkoły – panny Sergent), złość (jaką czuje po odrzuceniu), szczęście (dzięki ukochanej przyrodzie – zielonym lasom, zajmującym lekturom, swojemu ojcu oraz kotce Fanszetce), radość (tak bardzo oczekiwaną po zdanym – z najlepszymi notami – egzaminie).
Klaudynę otacza krąg przyjaciółek. Wielka Anais, po której twarzy nigdy nie widać emocji i zawsze musi się szczypać w policzki, aby chociaż trochę się zaróżowiły, Marysia Belhomme, która zawsze pisze najdłuższe wypracowania – niestety – nie na zadany temat, siostry Jaubertówny, wiecznie drażniące Klaudynę swoją nadgorliwością oraz Łusia Lanthenay, siostra ukochanej wcześniej nauczycielki, którą Klaudyna lubi dręczyć na wszelkie możliwe sposoby i która lubi być przez Klaudynę dręczona. Wyjątkowość Klaudyny dostrzegają również nauczyciele. Dyrektorka szkoły, panna Sergent, jest zazdrosna o ciepłe uczucia, jakie na początku żywi do piętnastolatki Aimée Lanthenay. Ruda – jak nazywa dyrektorkę Klaudyna – jest świadoma inteligencji i talentów swojej uczennicy, jej oryginalnych poglądów i wyjątkowej zdolności analizy sytuacji. Zaś Antonin Rabastens, nauczyciel, który wraz z Klaudyną uczy dziewczynki śpiewu, skrycie podkochuje się w niej, czego Klaudyna jest świadoma i na co pozwala, aby wzbudzić zazdrość w Anais – kochającej z kolei Antonina.
Dziewczyna bada granice określone przez obyczajowość francuską przełomu wieków (– Klaudyna przyszła na świat w roku 1884). Poznając swoich nauczycieli i przyglądając się postępowaniom swoich szkolnych koleżanek, Klaudyna poznaje otaczający ją świat, uczy się go, i na odwrót – świat uczy się Klaudyny.
Język powieści obfituje w błyskotliwe riposty bohaterki, cięte uwagi i wnikliwe opisy sytuacji i charakterów osób towarzyszących Klaudynie. Opinie bohaterki wyrażane w powieści są nie tylko odważne i śmiałe, ale przede wszystkim stanowią zdanie samej Colette – o czym przypominają historycy literatury i miłośnicy prozy autorki Niebieskiej latarni.
Powieść Colette – Klaudyna w szkole – wydana w 1900 roku, jest pierwszą z pięciu Klaudyn. Kolejne to Klaudyna w Paryżu, Małżeństwo Klaudyny, Klaudyna odchodzi oraz napisana w dziewiętnaście lat później od ostatniej – Dom Klaudyny. Cykl przyniósł Colette nie tylko olbrzymią popularność, ale również powiew skandalu obyczajowego belle èpoque. Autorka wpisała się na stałe do kanonu literatury francuskiej jako twórczyni prozy obyczajowo-psychologicznej, ze znacznym udziałem cyklu, który został oparty na wątkach autobiograficznych.
Sidonie-Gabrielle Colette była członkinią Królewskiej Belgijskiej Akademii Języka i Literatury Francuskiej, a także Akademii Goncourtów.
Wydawnictwo W.A.B. planuje wydanie całego cyklu powieści o Klaudynie, i już na dzień 8 czerwca zaplanowana jest premiera drugiego tomu – Klaudyna w Paryżu.
Małżeństwo Klaudyny ma mieć swoją premierę 27 lipca, natomiast tom zatytułowany Klaudyna odchodzi – 17 sierpnia 2011 roku.
Tak jak Chanel „obcięła kobietom włosy i krępujące ruchy spódnice", również Colette coś rozcięła swoim ostrym językiem, być może krępujące kobiety konwenanse.
Agata Czarnacka „Lampa”
Mistrzyni i odnowicielka francuskiej tradycji pisarstwa intymnego. Długie zdania, doskonale przejrzyste, pełne zmysłowych detali, manifestacji artystycznego smaku, lekkiego podniecenia i gotowości do chłonięcia doznań - to słynny styl Colette.
Kazimiera Szczuka

1692 rok – Deliverance Dane zostaje oskarżona o praktykowanie czarów i prześladowanie za pomocą uroków młodych dziewcząt, w słynnym procesie czarownic w Salem. Deliverance jest niewinna prześladowań, a zarzuty to jedynie głupota i urojenia młodych kobiet. Jeśli zaś chodzi o praktykowania magii, to Deliverance Dane jest czarodziejką. Córka kobiety – Mercy – wraz z umiejętnościami matki dziedziczy wyjątkową księgę pełną magicznych przepisów i zaklęć, mających nie tylko pomagać ludziom, ale także chronić ich przed złem.
Księga przechodzi z pokolenia na pokolenie, z rąk matki do rąk córki, aż w pewnym momencie swoich dziejów zostaje sprzedana...
Jednakże umiejętności czarodziejki, zaczynają upominać się o swoje dziedzictwo.
1991 rok – Connie Goodwin jest doktorantką Uniwersytetu Harvarda, która przyjeżdża do opuszczonego i ukrytego w tajemniczym ogrodzie domu zmarłej babci, aby przygotować go do jesiennej sprzedaży. Mające swoje miejsce dziwne zdarzenia, toczące się wokół Connie i jej pracy doktorskiej, zdają się łączyć z jej życiem osobistym i historią rodzinną. Bardzo ważną staje się potrzeba odnalezienia zaginionej księgi, i to nie tylko ze względu na źródło pierwotne jakie ona stanowi dla przełomu w badaniach naukowych Connie, ale przede wszystkim ze względu na zdrowie i życie ukochanego Sama, konserwatora dzieł sztuki poznanego w trakcie poszukiwań.
A wszystko zaczyna się od starej Biblii i znalezionego w niej klucza z przypiętą karteczką…
Debiutancka powieść Katherine Howe Zaginiona księga z Salem przywodzi na myśl tajemniczy, czarodziejski ogród w którym piękno zostało ukryte pod uschniętymi kępami trawy i zwalonymi, spróchniałymi drzewami. Jej czarujący oniryzm jest jak prerafaelickie arabeski Williama Morrisa. Zachwycający, tajemniczy i pełen obrazów iluminujących ciepłymi barwami.
Autorka jest doktorantką zajmującą się historią Ameryki i Nowej Anglii na Uniwersytecie Bostońskim, gdzie prowadzi seminaria na temat magii i czarów w dawnych wiekach. Jest potomkinią Elisabeth Howe i Elisabeth Proctor – kobiet z Salem oskarżonych o czary.
Connie wyrzuciła więc swoje pełne imię z pamięci, jak co roku wyrzuca pantofle, z których wyrosła. Zapomniała je tak doszczętnie, ze teraz odkryła je ponownie, a w dodatku uświadomiła sobie, że ma ono również samodzielne znaczenie. Constance. Stałość. Stateczność. Akt niewzruszonego trwania. Stan istnienia lub kondycja warte, by do nich dążyć. Jak Grace, łaska. Jak Deliverance, zbawienie.
– O, mój Boże – szepnęła, szeroko otwierając oczy. Nagle zyskała absolutną pewność. Oczywiście. I jeszcze Sophia, według Liz greckie słowo oznaczające mądrość. Mercy, miłosierdzie. Prudence, rozwaga. Patience, cierpliwość. I powściągliwość, Temperance, której łagodna twarz z połowy dziewiętnastego wieku spoglądała z portretu w jadalni babci. Te imiona to milczące ogniwo łączące łańcuch kobiet znany Connie z obecnego życia z łańcuchem tych, które tropiła w przeszłości. Ich nazwiska zmieniały się wraz z małżeństwami i upływem czasu, ale imiona niewzruszenie wyznaczały genealogię.
Katherine Howe Zaginiona księga z Salem

Jest zima 1999 roku. Dziewięćdziesięcioośmioletnia Grace Bradley wraca wspomnieniami do swojej młodości i domu w Riverton. Duchy przeszłości niosą ze sobą fascynacje miejscem i poznanymi osobami, roztaczają niezapomniany klimat domostwa i tajemnicy, pilnie strzeżonej przez długie lata.
Ursula Ryan pracuje nad filmem opowiadającym o związku poety Robbiego Huntera z siostrami Hannah i Emmeline Hartford. Prosi Grace – dawną służącą domu w Riverton – o konsultacje i pomoc oraz wyrażenie swojej opinii na temat projektu filmowego, będącego ważnym przedsięwzięciem młodej reżyserki.
Czy zamieszkującej w domu spokojnej starości – Grace, uda się ochronić rodzinną tajemnicę przed jej ujawnieniem? A może jej odkrycie przyniesie ze sobą nie ból i rozgoryczenie, lecz spokój i ukojenie? Co się wydarzyło nad jeziorem, w lecie 1924 roku?
Kate Morton opowiada historię wielowątkową; z pasjonującymi charakterami bohaterów, które przeplatają się z tajemnicą, zniewoleniem, metafizycznym lękiem o utratę dziedzictwa i metafizyczną bojaźnią o losy, traconego powoli, czasu wiecznej szczęśliwości.
Barokowy język opisów dopełnia klimatu powieści i sprawia, że czytając ten debiut, łatwo przywołać doskonałe opisy występujące w Rebece Daphne Du Maurier, Okruchach dnia Kazuo Ishiguro, czy nawet Villette Charlotte Brontë.
Dom w Riverton napisany przez Kate Morton w 2006 roku, stał się bestsellerem „The Sunday Timesa” w 2007 roku, a w rok później „New York Timesa”.
Zeszłego listopada przyśnił mi się koszmar.
Mieliśmy rok 1924 i znowu byłam w Riverton. Wszystkie drzwi prowadzące na taras zostały pootwierane, a jedwabne zasłony unosiły się w powiewach letniej bryzy. Wysoko na wzgórzu, pod starym klonem, stała orkiestra. Otulone ciepłem skrzypce leniwie grały jakąś melodię. Powietrze rozbrzmiewało donośnym śmiechem i brzękiem kryształowych kieliszków, a niebo miało ten odcień głębokiego błękitu, którego w czasach wojny nikt nie spodziewał się ujrzeć ponownie. Jeden z lokajów, odziany w elegancki czarno-biały frak, nalewał szampana do kieliszka ustawionego na szczycie szklanej wieży, a wszyscy wokół klaskali, urzeczeni tym wspaniałym marnotrawstwem.
Jak to bywa w snach, zobaczyłam również samą siebie. Przechadzałam się wśród gości. Szłam wolno, znacznie wolniej niż w prawdziwym życiu, a wszyscy wokół zlewali się w jedną niewyraźną gmatwaninę jedwabiu i cekinów.
Szukałam kogoś.
Kate Morton Dom w Riverton

Osiemdziesięcioletnia primabalerina moskiewskiego Teatru Bolszoj – Nina Riewska – mieszka samotnie w Bostonie. Tańcząc w wielu europejskich miastach, zdobyła międzynarodową sławę. Oficjalna wersja wydarzeń brzmi: Uciekła na Zachód represjonowana przez reżim stalinowski.
Prawda jest zupełnie inna. Prawda boli tak bardzo, że rozmowa o wydarzeniach mających miejsce wiele lat temu jest prawie niemożliwa, a przywołane wspomnienia zamrażają serce Niny, tworząc z niego twardy rubin, pełen cierpienia i samotności.
Na aukcji zostaną wystawione słynne klejnoty primabaleriny. Brylantowe kolczyki, platynowa broszka w kształcie motyla, bransoletka z 18-karatowego białego złota z szafirami, naszyjnik z pereł, nieoprawny różowy brylant o wartości 150 000 dolarów, a także bransoleta i kolczyki z bałtyckiego bursztynu, do których anonimowy darczyńca dołącza pasujący bursztynowy naszyjnik. Historia zaczyna się toczyć od nowa, ukazując wszystkie swoje zaciemnione miejsca i zakamarki, w których Butterfly ukryła tylko sobie znane pogubione fragmenty prawdy. Po wielu latach, wydarzenia mają szansę odzyskać dawno utracony kształt.
Znowu pojawiają się w literaturze: niedomówienia i zła interpretacja wydarzeń. Bohaterowie działają na skraju prawdy i obłędu, szczerości i zaufania oraz lęku w otoczeniu kłamstw. Historia jest opowiedziana szczerze, wraz z całym wachlarzem emocji, od zachwytu i euforii po nienawiść i gniew.
Daphne Kalotay jest pół Kanadyjką, pół Węgierką, mieszkającą w Bostonie. Rosyjska zima została bardzo entuzjastycznie przyjęta zarówno przez krytyków, jak i przez czytelników, a prawa do jej publikacji sprzedano do 17 krajów.
Powieść zachwyca. Historią, językiem, budową, detalem i szczerością bohaterów w przyznawaniu się win i niewinności.
Wybitny debiut Daphne Kalotay przykuł moją uwagę. Ta elegancka, wciągająca powieść o problemach rodzinnych, pamięci i samotności przedstawia dzisiejszy Boston i powojenną Rosję. A wszystko to zatopione w historii wielkiej, głębokiej miłości.
Matthew Pearl
Ta powieść przypomniała mi na nowo, dlaczego kocham literaturę piękną.
Lauren Belfer
Do hotelu wchodzi jakaś pani (…) Ta pani nie przypomina żadnej z kobiet, które zna Nina. Ma na sobie jasny, szaroniebieski kostium z cienkiego materiału, na głowie włożony lekko na bakier niewielki kapelusik, a na rękach krótkie, czyste, białe rękawiczki. Rękawiczki wiosną! I jaki delikatny jest ten szarawy odcień błękitu… Nina zna tylko kilka rodzajów materiałów, w dodatku te zimowe mają zwykle barwę ciemnośliwkową, a letnie są w wesołe, ale brzydkie wzory; niczego innego nie ma.
I oto Nina dostrzega coś zupełnie nieprawdopodobnego – kobieta ma w uszach klejnoty. Brylanty – małe, przepięknie migocące. Przez chwilę Ninie po prostu zapiera dech w piersi. Jedyne kolczyki, jakie widziała w życiu, to były duże wisiory, zwisające z zapięć, ciężko wyglądające perły albo szklane brązowego lub marmurkowego kamienia. A te maleńkie brylanty są zachwycające. I to w płatkach uszu!
Daphne Kalotay Rosyjska zima

Zimno! to wymyślona powieść fikcyjnego pisarza – Karanuka. Zarówno książka, jak i sam autor, odgrywają pewną zasadniczą rolę w przesympatycznej powieści Debry Ginsberg – Ślepe posłuszeństwo. Jest to historia o miłości do literatury, i o wymarzonej pracy w agencji literackiej, o powieściach doskonałych… i o Ślepym posłuszeństwie.
Angel Robinson udaje się dostać pracę w słynnej agencji literackiej, której właścicielką jest ekscentryczna i tajemnicza Lucy Fiamma. Pośród ogromnej ilości tekstów nadsyłanych do agencji, Angel musi wybrać te najlepsze. Te, które na rynku wydawniczym mają szansę stać się bestsellerami. W ogromnym nawale pracy i narastającym z dnia na dzień stresie, udaje jej się dostrzec tekst Damiana Vero zatytułowany Parco Lambro, a także anonimowy pierwszy rozdział Ślepego posłuszeństwa, przysłany przez „następną gwiazdę, gotową zająć miejsce na (…) literackim firmamencie”. Kolejne rozdziały tajemniczej powieści odsłaniają intymne szczegóły z życia... Angel.
Kto jest autorem tekstu? Czy ukochany Malcolm – pisarz poznany w księgarni, w której niegdyś pracowała Angel Robinson – snuję tą nić dziwnych, wymyślonych/realnych zbiegów okoliczności i przelewa je na papier?
Ta debiutancka powieść Debry Ginsberg jest porównywana zarówno przez czytelników, jak i przez krytyków, do książki Lauren Weinberger Diabeł ubiera się u Prady.
W zimne i ciemne zimowe wieczory jest wymarzoną lekturą, trzymającą w napięciu od pierwszej, do ostatniej strony.
Nie trzeba pić gorącej kawy ani herbaty, dla rozgrzania się!
Wystarczy zacząć czytać Ślepe posłuszeństwo.
Świetnie napisana powieść: intryga, romans i szczypta tajemnicy.
USA Today

Co łączy Klasztor Świętej Róży z Viterbo z jaskinią w Rodopach? Dlaczego młoda mniszka Ewangelina wie tak niewiele o swoich rodzicach, i o tym, czym się zajmowali? Jakie wspólne sprawy połączyły ksienię zakonu Świętej Róży matkę Innocentę z milionerką Abigail Rockefeller?
Akcja powieści rozpoczyna się krótkim preludium, mającym miejsce w Bułgarii w zimie roku 1943, aby przenieść ciąg wydarzeń na dzień 23 grudnia 1999 roku. Wydarzenia z okresu wojny zapoczątkowały to, co będzie tematem tej zaskakującej i hipnotycznej książki.
Jej bohaterami są ludzie i nefilimy. Giganci zrodzeni z kobiet i upadłych aniołów, który posiedli długowieczność i bogactwo, a utracili mądrość i pokorę. Do grupy angelologów należą rodzice Ewangeliny, a wcześniej jej babcia – wyjątkowa, o magnetycznej i jednocześnie powściągliwej sile postać, jedna z najbardziej enigmatycznych i ciekawych w powieści – Gabriella Lévi-Franche Valko. Wraz z Seraphiną i Raphaelem Valko oraz Celestine Clochette podejmują działania mające na celu uniemożliwienie nefilimom odzyskanie tajemniczej liry, dzięki której upadli mogą stać się na powrót nieśmiertelnymi i niezwyciężonymi istotami.
Powieść prowadzi czytelnika przez wyjątkowo ciekawe i barwne miejsca Paryża i Nowego Jorku. Treść książki jest nasycona licznymi odwołaniami do historii, mitologii i teologii, z lekką swobodą wplatając w interesujące wydarzenia zaskakującą niekiedy osobowość bohaterów.
Pośród innych pozycji na rynku księgarskim o podobnej tematyce – a w ostatnim czasie książek takich ukazało się wyjatkowo wiele – powieść Danielle Trussoni wyróżnia się indywidualnym i oryginalnym podejściem do zagadnienia angelologii, ciekawym wątkiem romantycznym, charakterystycznymi opisami sugestywnych postaci i detalem, w którym zawarta jest cała esencja charakterów Gabrielli i Percivala, Ewangeliny i Verlaine’a oraz Celestine. Bohaterowie Danielle Trussoni zachowują trójwymiarowość nie tylko w charakterach, ale także w działaniu i w sposobie myślenia.
Powieść Angelologia jest debiutem literackim Danielle Trussoni, amerykańskiej pisarki publikującej swoje teksty m.in. na łamach „The New York Times Magazine” i „Telegraph Magazine”.
Angelologia ma wszystko, czego pragnie czytelnik: inteligentną, trzymającą w napięciu fabułę, bogate, pełnokrwiste postaci, misterną intrygę i niesamowitą atmosferę.
KATE MOSSE, autorka Labiryntu
Verlaine stanął tak blisko gobelinu, że był w stanie rozróżnić poszczególne nici. Tkanina miała ziemisty zapach, na przestrzeni wieków przesiąkła kurzem. Sabine, która cichutko stała obok, na wypadek gdyby była potrzebna, podeszła bliżej.
– Pozwólcie – powiedziała. – Jesteście tu z powodu gobelinów, to moja specjalizacja. – Nie czekając na reakcję gości, Sabine podeszła do pierwszego dzieła. – Gobeliny z serii „Polowanie na jednorożca” stanowią arcydzieła sztuki średniowiecznej, w sumie jest to siedem arrasów utkanych z wełny i jedwabiu. Przedstawiają polujących dworzan, ogary, rycerzy, panny i zamki w otoczeniu fontann i lasów. Mimo lat badań ich dokładne pochodzenie pozostaje tajemnicą, choć historycy sztuki są zgodni, że styl wskazuje na Brukselę około roku tysiąc pięćsetnego. Pierwsza pisemna dokumentacja na ich temat pojawiła się w siedemnastym wieku, kiedy skatalogowano je jako część majątku pewnego arystokratycznego rodu z Francji. Odkryto je i poddano renowacji w połowie dziewiętnastego wieku. W latach dwudziestych John D. Rockefeller junior kupił kolekcję za ponad milion dolarów – moim zdaniem cena była raczej niewygórowana. Wielu historyków uważa te gobeliny za najwspanialszy przykład sztuki średniowiecznej na świecie.
Danielle Trussoni Angelologia

10 listopada miała swoją polską premierę debiutancka powieść Carlosa Ruiza Zafóna, zatytułowana Książę mgły. Powieść została opublikowana w 1993 roku, jako pierwsza z trylogii przeznaczonej dla młodzieży – chociaż jak twierdzi sam autor, jest to książka do której można wracać wielokrotnie i odkrywać jej historię na nowo, będąc już dorosłym czytelnikiem.
El príncipe de la niebla jako pierwsza z powieści, za którą autor otrzymał Nagrodę Edebé, następne to El palacio de la medianoche oraz Las luces de septiembre – obie nie ukazały się dotychczas w polskim przekładzie.
Książę mgły to opowieść, której akcja rozgrywa się w 1943 roku w nadmorskiej osadzie u wybrzeży Atlantyku. Poznajemy rodzinę Carverów oraz tragiczną historię rodziny Fleishmanów. Opowieść latarnika – Victora Kraya – o złym czarowniku Cainie zwanym Księciem Mgły, okazuje się prawdziwą. Wydarzenia następujące po sobie dają efekt lawiny – niszczą, wywołują strach, przerażenie i poczucie osamotnienia. Klaustrofobiczny klimat ogrodu, w którym Max odnajduje posągi artystów cyrkowych, gdzie centralne miejsce zajmuje posąg klauna, miesza się z doświadczeniem ogromu morza i chroniczną obecnością wody i wilgoci w opowieści. Alicja w krainie czarów spotyka To. Z tą różnicą, że dziewczynkę zastępuje trzynastoletni Max. „To” zyskuje imię – jedno z wielu – Cain, albo Książę Mgły – spełnia życzenie, za które później trzeba zapłacić. Cena życzeń i działania doktora Caina, stanowią siłę napędową złych historii, które opowiada pierwsza powieść Zafóna.
Autor Cienia wiatru napisał książkę będącą uobecnieniem własnych pragnień i chęci przedstawienia historii, która będzie ciekawą dla przyszłych pokoleń młodych czytelników.
Powstało połączenie Lewisa Carrolla ze Stephenem Kingiem. Mieszanka wybuchowa!
Pragnąłem napisać książkę, jaką sam chciałbym przeczytać, mając trzynaście lat, a w tym wieku bardziej, niż autorzy uznawani za pisarzy dla dzieci, interesowało mnie wszystko: od Stephena Kinga po Petera Strauba poprzez powieść detektywistyczną. Z drugiej strony w tamtych czasach moje punkty odniesienia były raczej kinowe niż literackie, a Książę Mgły jest prawdopodobnie konceptem zarówno powieściowym, jak i filmowym.
Carlos Ruiz Zafón

Dojrzewanie jest procesem trudnym i skomplikowanym, ale też i żarliwym w swoim staraniu o dorosłość. To, jak traktujemy inne osoby, jest wprost proporcjonalne do tego, jak sami jesteśmy traktowani. Ta zasada jest bezwzględnie obowiązującą w okresie rozwoju młodego człowieka, a w późniejszym czasie nabiera naturalnych cech kontaktu interpersonalnego. Wymogi, jakie stawiamy naszym dzieciom nie mogą wynikać z lęków, ani z niespełnionych ambicji. A jeśli z tego wynikają, proces taki powoduje powstanie pewnego rodzaju zakładki w świadomości, o jaskrawym kolorze i chropowatej fakturze. Zakładka będzie spełniała swoją rolę w dorosłym życiu aż nazbyt dobrze. W sprzyjających okolicznościach wydarzeń, może trochę stracić swoją ostrość i wypłowieć, wygładzić się, ale małe prawdopodobieństwo istnieje ku temu, żeby zakładka zniknęła całkowicie. Proces ten, będzie przypominał ciągłe wracanie do tej części książki, która jest dla nas najmniej interesująca, a w późniejszej konsekwencji nudna. Wzrok zostanie przykuty do jaskrawego koloru zakładki, znaczącej charakterystyczny fragment powieści. Ktoś kiedyś włożył ją tam… i chyba o niej zapomniał.
A gdyby teraz odwrócić te dwie wartości. Zamienić proces dorastania, ze stanem bycia dorosłym. Ale pozostawić włożoną pomiędzy strony powieści zakładkę. Co się wtedy stanie?
Bohaterką powieści Marishy Pessl Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof, jest szesnastoletnia Blue van Meer. Dziewczyna obdarzona nieprzeciętną inteligencją oraz wiedzą z zakresu literatury, filozofii, biologii, fizyki oraz politologii. Wachlarz przywołań i inwersji, które wypływają w formie dialogów oraz myśli narratorki, pozostaje imponujący. Książka oprócz licznych odniesień literackich i filmowych, mieści w sobie niebanalny wątek kryminalny, stanowiący centrum powieściowych wydarzeń.
"The New York Times" uznał Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof za jedną z pięciu najważniejszych powieści 2006 roku. Jest ona porównywana przez krytyków literackich do prozy Salingera (w szczególności do jego powieści Buszujący w zbożu) oraz Vladimira Nabokova. Warto wspomnieć, że ta błyskotliwa powieść jest debiutem literackim.
Mama postanowiła dać mi na imię Blue, ponieważ przez cały pierwszy rok swoich studiów nad rzędem lepidoptera w Towarzystwie Miłośników Motyli „Południowe Piękności” (wykłady obejmowały takie zagadnienia, jak siedliska, ochrona i Szczecinki skrzydeł tylnych, a także „Atrakcyjne gabloty wystawowe”), Cassius blue był jedynym gatunkiem, jaki Natashy udało się złapać (zob.: Leptotes cassius w: Encyklopedia motyli, Meld 2001). Próbowała różnych siatek (płóciennych, muślinowych i ze zwykłej siatki), perfum (kapryfolium, paczuli), różnych technik podchodzenia ( z wiatrem, pod wiatr i przy wietrze bocznym) i różnych ruchów siatką (lotu nurkowego, skróconej pozycji łamanej, manewru Lowsella-Pita).
(…)
Wszystko na nic. Rusałka admirał, żałobnik, urania – niezbadana jakaś siła odpychała je od siatki mojej mamy niczym jednoimienne bieguny magnesu.
– Twoja matka uznała, że to musi być znak, i postanowiła, że będzie uwielbiała łapanie tylko Cassiusa Blue.
Marisha Pessl Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof

Czasami na rynku wydawniczym pojawia się powieść, obok której nie sposób przejść obojętnie. W jej treści, czytelnika porusza wszystko. Począwszy od tematyki, poprzez świat przedstawiony, aż do dialogów i ukrytych w tekście pomostów, które nas zaprowadzą do zupełnie innej książki. Taką pozycją jest wznowiony ostatnio (pierwsze wydanie przypada na 2004 rok) Fioletowy hibiskus, autorstwa młodej nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie.
Melodyjność tej książki, przeplata się z dramaturgią tematu, wzbudzając w czytelniku chęć buntu i ostrego sprzeciwu, na przemian z bliskością i empatią. Środkiem akcji powieści jest postać ojca rodziny – niczym w układzie heliocentrycznym stanowi on „słońce” dookoła którego krążą planety-ludzie (żona, córka i syn pozostają w najbardziej gorącej strefie jego oddziaływania). Eugene jest biznesmenem, wyjątkowo troskliwym ojcem i żarliwym katolikiem, a oprócz tego tyranem, fanatykiem religijnym ogarniętym obsesją grzeszności i nieposłuszeństwa. Treść koncentruje się w sferze działania oraz jej braku. Kiedy na scenie pojawia się ojciec, żona wraz z dziećmi przestają istnieć – chociaż biorą udział w dyskusjach i wzajemnych posiłkach, jest to tylko obecność pozorna i wystudiowana. Gdy ojca nie ma w pobliżu, matka wraz z dziećmi zaczyna życie, zdawałoby się własne, wolne i niezależne, ale jednak pozostające w cieniu i pod silnym wpływem „miłosiernego” dyktatora.
Spustoszenie jakie powoduje fanatyzm religijny ojca, jest olbrzymie. Nie zamyka się ono w jego osobie, ale promieniuje na wszystkich mieszkańców pięknego, otoczonego zielenią domu. Wolność i poczucie niezależności stanowią ruinę, tego co dopiero się rodziło. Piękno wrażliwości zostaje zatrute od środka i bezpowrotnie zniszczone, a prawda zostaje całkowicie odarta ze swojego naturalnego sensu i pozostaje milcząca na zawsze.
Fioletowy hibiskus jest błyskotliwym debiutem literackim, nominowanym do wielu prestiżowych nagród – Orange Prize, Caine Prize for African Writing, BBC Short Story Award, The Man Booker Prize. Książka została również uhonorowana podwójną nagrodą dla najlepszego debiutu – Afryka oraz międzynarodowego – Commonwealth Writers' Prize 2005.
Był początek pory deszczowej i rosnące przy murze artretycznie powyginane uroczyny wypełniały podwórze słodko-mdławym zapachem kwiatów. Od podjazdu oddzielał je rząd bugenwilli, gładko przyciętych i prostych jak bufetowy stół. Bliżej domu rosły krzewy jaskrawych, karmazynowych hibiskusów, które strzelając w górę, dotykały się wzajemnie, jakby chciały wymienić płatki. Zaczynały już wypuszczać pączki, leniwie i nieco sennie, ale większość kwiatów była jeszcze czerwona. Kwitły bardzo szybko, zważywszy, że Mama często ścinała je na kościelny ołtarz i że nasi goście często zrywali je w drodze do samochodu.
(…)
– Przykro mi, że figurki się stłukły.

Kto nam nakazuje starać się spełniać wymogi codzienności? Co jest już wymogiem, a co jeszcze pozostaje kaprysem chwili? I kto podsuwa nam maski, które zakładamy z momentem odwrócenia się od lustra? Czasami starania wydają się być pozbawione celu, dla którego zaczęły istnieć. Po pewnym czasie, dochodzi do świadomości fakt bezsensowności podejmowania kolejnych działań i kolejnych prób wydobycia z szarości melancholii srebrnych nitek, mających utworzyć błyskotliwą tkaninę, która posłuży nam za wyjątkowy materiał na strój. Może spowodowało taki stan rzeczy zbyt wiele chmur, zasnuwających nasze prywatne nieba, a może zbyt intensywne są nasze starania o to, aby stanąć i wystąpić idealnie odzianymi przed tymi, którzy nas obserwują.
Błyskotliwość chwili nie jest zawarta w naszych strojach, ani też w naszych nastrojach. Nie jest też określana przez jakąkolwiek doskonałość – słów, myśli, wyrażanych szczerych lub nieszczerych emocji, ani też spojrzeń – jakkolwiek mogą być one głębokie. Błyskotliwość chwili wyraża się w uczestnictwie. We wspólnym stawaniu się – jej zespolonej z czasem, miejscem i osobą, która w niej uczestniczy. Warto dodać – mało że uczestniczy, ale ważniejsze, że stoi w jej centrum. Jeśli słowa i myśli, spojrzenia i emocje, stroje i nastroje zależą od osoby, to dlaczego nie podjąć próby zmiany wymagań codzienności i samemu nie określić granicy kaprysu? I dlaczego zamiast założenia maski, nie przystroić głów gałązką mirtową, albo nie obsypać jej złotym pyłem ze skrzydeł elfa?
W 2003 roku, Kate Moses napisała biograficzną powieść Przezimowanie o życiu jednej z najbardziej wyjątkowych i uzdolnionych poetek – Sylvii Plath.
Tworząc postaci w „Przezimowaniu” i umiejscawiając je w czasie, korzystałam z licznych źródeł. Do głównych publikacji należą: „Wiersze zebrane” Sylvii Plath pod redakcją Teda Hughesa, jej „Szklany klosz” oraz „Johnny Postrach i Biblia snów” i dzienniki Sylvii Plath w pełnej wersji pod redakcją Karen V. Kukil.
Kate Moses opierała się również na licznych biografiach, esejach Teda Hughesa – męża Sylvii, jej Listach do domu oraz niepublikowanej korespondencji autorki Ariela.
Sylwia Plath
"Maki w październiku"
Nawet osłonecznione chmury nie mogą dziś ujarzmić tych spódnic.
Ani kobieta w ambulansie,
Której czerwone serce wykwita tak nagle spod płaszcza – –
Dar, dar miłości
Nie uproszony
Przez niebo
Wzniecające blado
Płomiennie swój tlenek węgla, przez oczy
Otępiałe pod melonikami.
O, Boże mój, kim jestem,
Aby te zapóźnione usta rozwarły się krzykiem
W oszroniałym lesie, o bławatkowym świcie.
(Przełożyła Teresa Truszkowska)
Kate Moses Przezimowanie. Powieść o Sylvii Plath

…Tamtego roku, pamiętam, z początkiem czerwca przyszły niemal letnie upały. W ogrodzie wszystko kwitło, jaśminy, bzy i caprifolium pachniały oszałamiająco, zwłaszcza wieczorem. Przy najlżejszym powiewie wiatru spirea sypała śniegiem płatków. Było pięknie.
(fragment powieści)
Czasami nasze wybory jedynie zdają się właściwymi, utęsknionymi i oczekiwanymi, ale kiedy już się staną, kiedy zaczną istnieć w naszej rzeczywistości, kiedy sami pozwalamy im objawić swoją obecność, dopiero z perspektywy czasu dochodzimy do wniosku, że nie są one tak dobre, jak się wydawały. Wtedy pojawia się w naszej świadomości myśl, jak gość z jaśniejszej krainy, takiej w której słońce świeci dzień i noc, która „mówi” nam – Przecież dobro wasze, było tym, co posiadaliście. Dlaczego zmieniliście tą postać rzeczy? Dlaczego zamieniliście dom z ogrodem, na mieszkanie z balkonem?
Czasami też miewamy wielkie nadzieje, tak jak te Dickensowskie… A one z biegiem czasu kruszeją; w pięknym zamku najpierw pęka mur, później wali się jedna z jego części, aż w końcu zostaje nam na dłoni jedno ziarenko piasku… Niczym na dłoni Cesarzowej z niezapomnianego filmu Wolfganga Petersena – Niekończąca się opowieść. Tyle… i oto, co zostało z naszych wielkich nadziei. Ale nadzieja ma to do siebie, że nie znika tak szybko. Może być mała jak to wspomniane ziarnko piasku, z którego na nowo możemy odbudować nasz pałac.. – jeszcze piękniejszy. Czeka nas dużo pracy, wiele wysiłku, cierpienia, gorzkich łez i – zapewne – smutku. Ale przecież to wszystko się opłaci. Zawsze się opłaca. Dickens ma rację.
To refleksje dotyczące książki Katarzyny Krenz – W ogrodzie Mirandy. Ta powieść przenosi czytelnika do prawdziwego ogrodu myśli. Tam, gdzie zakwitają ogniste rozczarowania, błękitne nadzieje, lawendowe pragnienia i jak ciepły deszcz – przejrzyste niedookreślenia stanu emocjonalnego. Jest mi niezmiernie miło przywitać na stronach tej książki gościa specjalnego – Iris Murdoch. (Wielkie podziękowania za jej zaproszenie należą się Autorce!) Może powieściowa sfera jej obecności jest zroszona łzami bohaterów, lecz doskonałość Iris Murdoch jako twórczyni takich dzieł jak: Skromna róża, Zielony rycerz czy chociażby ostatnia jej powieść – Dylemat Jacksona, jest w moim mniemaniu – bezsporna i nie pozostawiająca żadnych wątpliwości.

Dobry tekst literacki pozostawia w umyśle czytelnika znaczące spustoszenie. Odbiorca nie może wyzwolić się spod wpływu przeczytanych treści. Zabierają większą część jego myśli, angażują go tak bardzo, że zaczyna zmieniać swoje dotychczasowe postrzeganie rzeczywistości… Staje w sporze ze światem, albo wprost przeciwnie – zaczyna pełnić zaszczytną funkcję strażnika jego wyjątkowości, naturalnego piękna, starając się odkryć i zrozumieć jego tajemnice – lecz, co ważne – bez niszczenia ich istoty zagadkowości. Taki tekst literacki działa na człowieka jak zaklęcie, jak czar… z którego czytelnik jednocześnie nie chce i nie może się otrząsnąć. Nie chce się uwolnić spod jego wpływu. To czar, który wywołuje pragnienie wiecznego trwania.
Takim tekstem literackim jest debiutancka powieść włoskiego fizyka z Turynu – Samotność liczb pierwszych. Paolo Giordano za La solitudine dei numeri primi otrzymał w 2008 roku najbardziej prestiżową nagrodę literacką we Włoszech – Premio Strega.
Jury w uzasadnieniu werdyktu - Ta książka stymuluje i niepokoi zarazem, jest refleksją na temat trudności życia w świecie młodych ludzi, przedstawionego w metaforze liczb pierwszych, tak jak główni bohaterowie - bardzo silnie ze sobą związanych, a jednak zawsze rozłączonych. Autor powieści, pracujący obecnie nad doktoratem z fizyki cząstek porównuje i łączy ze sobą twórczy proces pisania z badaniami naukowymi - Praca w laboratorium jest pracą spekulatywną. Pisząc, próbuję uzyskać ten sam efekt: wyodrębnić poszczególne cząsteczki poprzez badanie wycinka rzeczywistości.
O tym, jak ważne jest słuchanie – i słyszenie – innych ludzi. Jak ważne jest rozumienie ich potrzeb i pragnień. Samotność bohaterów rodziła się wraz z ich dojrzewaniem. Ich ocalenie, to wsłuchanie się we własną samotność i zgoda na inność świata.
Paolo Giordano mówi całymi zdaniami to, co przed nim wielu autorów odważyło się wypowiedzieć w jednym zaledwie słowie.
(...) liczby bliźniacze, im większe, tym są rzadsze. Natrafia się na liczby pierwsze coraz bardziej odosobnione, zagubione w przestrzeni wypełnionej samymi tylko cyframi, w której panuje cisza i porządek. Pojawia się wtedy niepokojące podejrzenie, że napotkane dotąd pary były przypadkowe, a prawdziwym przeznaczeniem liczb pierwszych jest samotność – Paolo Giordano