Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

Trzydzieści pięć błysków, albo inne „Baloniki”

sobota, 11 lutego 2012

W wierszu wszystko jest zamknięte i doskonałe jak w absolucie. Bo taka jest natura poezji. Jakkolwiek stawia pytania i próbuje na nie udzielać odpowiedzi, robi to z koronkową precyzją białej nici. W tym przypadku opowieść zaczyna się od świętego Pawła z Tarsu, Apostoła, który prawdopodobnie wiosną 55 roku, w Efezie, napisał Pierwszy List skierowany do mieszkańców Koryntu. 13 Rozdział tegoż Listu, to jedne z najpiękniejszych słów, jakie kiedykolwiek zostały wypowiedziane opisując naturę miłości.

Tomik poezji Gadu gadu, otwiera Hymn o poetkach. Wiersz opisuje naturę poetki, a dokładniej poetek, kobiet, których treścią staje się widzenie i wyrażanie świata, posługując się starożytnym językiem poezji. Językiem, który ulegał wielokrotnym przemianom na przestrzeni wieków, ale który zawsze pozostawał wierny tym jedynym w swoim rodzaju układom słów, które mieściły w sobie tysiące i miliony dialogów, setki zagadnień. Które potrafiły udźwignąć ciężar rzeczywistości, teorię bytu i zamknąć je w jednym, małym ziarnku piasku, zrodzonym czasem nawet z jednego tylko słowa.

Jak wygląda współczesna poetka? Czy wygląda tak, jak została przedstawiona przez Annę Dwojnych? Czy jest taka, jak w wierszu? Na kolejnych stronach spotykamy Jezusa i Piotra, niewymienionego z imienia, ale wyraźnie obecnego papieża Polaka, Edgara Allana Poe, Safonę, a także Sylwię Plath. Tomik rozpoczyna się przywołaniem Nowego Testamentu, a kończy wspomnieniem Starego. Wiersze Anny Dwojnych, są spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość oczyma poetki – socjolożki. Ale też są palimpsestami, które przy zrzuceniu z siebie pierwszej warstwy tekstu, odsłaniają wnętrza, w których pojawiające się pytania należą do metafizyki, do gruntu zainteresowań strukturą rzeczywistości. Indywidualne (Związek z K. a chaos deterministyczny), a czasami nawet intymne (*** ostatnio bawię się) podchodzenie do świata i widzenie siebie w opozycji do przeżytych wydarzeń, w kategorii uwrażliwienia na odbierane bodźce, stawiają młodą poetkę w szeregu ze wspomnianą autorką doskonałego Kolosa i Ariela. Dodatkowo, dzięki socjologicznemu podejściu, wiersze z Gadu gadu są zwierciadłem współczesnego świata i lustrem współczesnej poetki. Ocalają poezję przed sekularyzacją, a ich lodowatość pobudza do życia to piękno, które jakże często jest zamknięte w cierpieniu i bólu.

Heathcliff,

czemu dziś tak cicho

nienawidzisz

chodź pójdziemy na wzgórza

znów będzie tak zimno i spokojnie

doskonale aż do bólu

tylko wtedy kwitną

wrzosy

To wiersz Moi kochankowie mieszkają na Woronicza a ja chcę dożyć spokojnej starości.

Gadu gadu o ironicznym tytule – bo to jest zupełnie tak, jakby ktoś w bukiecie z różowych stokrotek ukrył trzy białe orchidee – jest pełen wyrazistych spojrzeń i krótkich westchnień. Prostota utworów, jest ich elegancją. Ten tomik poetycki jest debiutem. Jest to też poprzeczka wysoko postawiona dla jego autorki. Utwory w nim zawarte nie męczą, posiadają pozorną lekkość ciężkich zagadnień, a zmysł obserwacyjny i język poetycki, pozwalają autorce rzeczywistość „przeliczać na wiersze”. Przedstawiają portret współczesnej młodej damy, która nie dosyć, że świetnie opanowała starożytny język poezji, to jeszcze „czyta Doktora Żywago i nosi perły” – więc robi rzeczy, które w jej wieku uchodzą za dawno zapomniane.

"Jakby się głośno myślało"

niedziela, 5 lutego 2012

Poezja powinna być czytana tak, jakby się głośno myślało. To dobra i cenna rada poetki –Wisławy Szymborskiej. I właśnie Jej poezję tak powinno się czytać. Jakby czytało się życie, które właśnie trwa, które mija, teraz jest takie, a po chwili staje się inne. Wiersze często są fotografiami perfekcyjnej pamięci, która przetworzyła widziany obraz na własny użytek, tak, jak malarz miesza farby, aby powstała właściwa barwa nieba i chmur. Od tego zależy nie tyle powodzenie obrazu, ile właściwe upamiętnienie świata. Właściwe, więc takie, w którym wszystko jest na odpowiednim miejscu. Prawdziwy dom poety, kryje się za uśmiechem na twarzy, za rozmowami, za monologiem przyrody i rzeczywistości – często niesprzyjającej. I za brakiem wiedzy. Bo cóż innego jest wierszem, jeśli nie pytanie i próba odpowiedzi na to pytanie? Uzyskaniem pewnego nurtującego zagadnienia, w którym umysł gubi się i próbuje znaleźć punkt odniesienia, albo odkryć zupełny jego brak. „Nie wiem” nie oznacza koniec, lecz początek pracy i wysiłek stawiany poezji. To przyznanie się do poszukiwań, które się jeszcze nie zakończyły; jest to też próba zamknięcia niepoznanego dotąd, w posłusznych słowach i w porządku myśli. Poeta to metafizyczny naukowiec, którego dogmaty zmuszają do myślenia. W których staje się jasne, że zwyczajność jest tym, co zadziwia. Co jest niezwykłe i – jak to możliwe? – dotychczas w jakiś dziwny sposób niezauważone.

Wisława Szymborska

Pochwała snów

We śnie

maluję jak Vermeer van Delft.


Rozmawiam biegle po grecku

i nie tylko z żywymi.


Prowadzę samochód,

który jest mi posłuszny.


Jestem zdolna,

piszę wielkie poematy.


Słyszę głosy

nie gorzej niż poważni święci.


Bylibyście zdumieni

świetnością mojej gry na fortepianie.


Fruwam, jak się powinno,

czyli sama z siebie.


Spadając z dachu

umiem spaść miękko w zielone.


Nie jest mi trudno

oddychać pod wodą.


Nie narzekam:

udało mi się odkryć Atlantydę.


Cieszy mnie, że przed śmiercią

zawsze potrafię się zbudzić.


Natychmiast po wybuchu wojny

odwracam się na lepszy bok.


Jestem, ale nie muszę

być dzieckiem epoki.


Kilka lat temu

widziałam dwa słońca.


A przedwczoraj pingwina.

Najzupełniej wyraźnie.

(Wiersz z tomu Wszelki wypadek, 1972. Obraz – Mleczarka Jana Vermeera, 1658-1661)

Odeszła poetka…

sobota, 4 lutego 2012


Z odchodzeniem jest pewien kłopot. Nigdy nie wiadomo do końca, czy zostać, czy już odejść. Co lepszego ma dla nas do zaoferowania życie, kiedy postanowimy zostać kilka dni dłużej – powiedzmy – w Zakopanem, czy nad morzem, a może powinniśmy już wracać, tam, skąd przyszliśmy? Odchodzenie też przeważnie jest trudne, bo jest romansem smutku z radością. Smutek prawie zawsze chodzi ubrany w ciemny, gruby płaszcz, z kapeluszem na głowie – z racji wieku – a radość, zawsze gorąca, szczera i hojnie obdarzająca uśmiechami, szczupłą dłonią strąca ciemny kapelusz z głowy smutku. Taki kwitnący romans nie może się udać, a jednak wbrew pozorom – ma się doskonale w obliczu ironii świata.

Odeszła poetka. I cóż z tym zrobić? Ze smutkiem, po Jej śmierci i radością, że była i pisała. Ten naturalny stan rzeczy, nie był jej obcy. Trwanie i przemijanie, zmiany. Było, minęło. Było, więc minęło – napisała w wierszu Metafizyka.

Teraz albo nigdy wiatr porusza chmurą,

bo wiatr to właśnie to, co tam nie wieje.

I wkracza żuk na ścieżkę w ciemnym garniturze świadka

na okoliczność długiego na krótkie życie czekania.


A mnie tak się złożyło, ze jestem przy tobie.

I doprawdy nie widzę w tym nic

zwyczajnego.

Jest to fragment wiersza *** Nicość przenicowała się także i dla mnie z tomu Wszelki wypadek z 1972 roku.

I jeszcze jeden wiersz. Z uśmiechem na twarzy wspominam, jak powiedziała, że w filmach Woody’ego Allena, bohaterowie jeszcze czytają książki…

Nieczytanie

Do dzieła Prousta

nie dodają w księgarni pilota,

nie można się przełączyć

na mecz piłki nożnej

albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.


Żyjemy dłużej,

ale mniej dokładnie

i krótszymi zdaniami.


Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,

choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.

Tu ja z jakimś facetem.

Tam chyba mój eks.

Tu wszyscy na golasa,

więc gdzieś pewnie na plaży.


Siedem tomów – litości.

Nie dałoby się tego streścić, skrócić,

albo najlepiej pokazać w obrazkach.

Szedł kiedyś serial pt. Lalka,

ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.


Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.

Podobno pisał w łóżku całymi latami.

Kartka za kartką,

z ograniczoną prędkością.

A my na piątym biegu

i – odpukać – zdrowi.

(Tutaj, Kraków 2009)

„Niebieskawa poświata wylewa się z mojego ubrania”. Poezja Tomasa Tranströmera

niedziela, 11 grudnia 2011

Z poezją jest jak z labiryntem. Każdy dotyk jego ściany, zwielokrotnia świadomość nieświadomości. To, że nie wiemy gdzie się znaleźliśmy, w jakim celu zbudowano labirynt, gdzie jest jego środek, a gdzie koniec. Czy można z niego wyjść… czy można wydostać się z poezji? Jeśli już raz weszło się do tajemniczego labiryntu nagich słów, w którym można się pokaleczyć, a później chodzić w nim, brocząc krwią, czy pomimo tych ran chce się z niego wydostać? Trudność wcale nie polega na unikaniu zadrapań i głębokich ran. Trudność poezji polega na umiejętności przemiany czerwieni krwi w błękit – nie błękit szlachecki, bo nie chodzi w tym labiryncie o królowanie, ale błękit z obrazów Giotta, Belliniego, Moneta czy Degasa. Błękit pruski, paryski, Turnbulla czy Thénarda. 
Kolor, bez którego nie byłoby nieba…

Poezja Tomasa Tranströmera nie jest poezja ukryta, poezją nieobecną czy milczącą. Jest niezaprzeczalnym błyskiem umysłu w chwili, w której widzi, w której dostrzega coś, czemu nie można pozwolić odejść, przeminąć, bez wypowiadania słów. Bez wcześniejszego nazwania. Nie ma w niej nic poukładanego na stałe, nic, czego miejsca nie można by było zmienić… a jednocześnie rzeczywiście zmienić nie można, ale nie z braku chęci, a jedynie z braku posiadania odpowiednich środków i instrumentów. To nazywanie na nowo, układanie w myślach, szeregowanie w doświadczeniach, jest czymś za każdym razem innego rodzaju, jakby widok zatrzymanego czasu oglądany wielokrotnie, ale za każdym razem z innej perspektywy. Czasami jest to nawet powiększenie tej (prawie) fotografii, żeby dostrzec jakiś bardzo ważny szczegół i opisać – nazwać – go od nowa. Bo być może rzeczywistość nigdy wcześniej nie stworzyła takiego właśnie układu, i nigdy nie zespoliła ze sobą takich myśli, i nigdy nie pozwoliła, żeby światło oświetlało w taki sposób. 

Oficyna Literacka wznowiła wydany w 1996 roku tomik poetycki Tomasa Tranströmera, zatytułowany Gondola żałobna. Został on wydany równocześnie w Szwecji, Danii i w Polsce, w doskonałym przekładzie Leonarda Neugera. Tytuł tomiku nawiązuje do dwóch utworów fortepianowych Franciszka Liszta. 
Na przełomie 1882 i 1883 roku Liszt odwiedził w Wenecji swoją córkę Cosimę i jej męża, Richarda Wagnera. Parę miesięcy później Wagner umarł. W tym czasie Liszt skomponował dwa utwory fortepianowe pod tytułem „Trauergondol” (Gondola żałobna).*

* Tomas Tranströmer Gondola żałobna


Tomas Tranströmer laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury

piątek, 7 października 2011

Laureat tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla urodził się 15 kwietnia 1931 roku w Sztokholmie. Z wykształcenia jest psychologiem. W roku 1990, po przeżytym udarze mózgu, zrezygnował z wykonywania zawodu i poświęcił się poezji.
Tomas Tranströmer jest częściowo sparaliżowany. Przebyta choroba spowodowała pewne ograniczenia i kłopoty z mówieniem. Podczas spotkań literackich, w których uczestniczy poeta, zawsze towarzyszy mu żona Monika, która pomaga mu w porozumiewaniu się z czytelnikami.

Poezję Tomasa Tranströmera można określić jako zdyscyplinowaną, zdystansowaną, a jednocześnie głęboko konfesyjną. Subtelność wrażeń poety, zawarta jest w jego wizji współczesnego człowieka, stojącego w opozycji do otaczającego go świata. Przeżycia religijne i przemyślenia z nimi związane, są główną typologią wartościującą uczestnictwo w świecie.
Dość częste określenie osoby Tomasa Tranströmera jako poety, to „szwedzki Miłosz”, z uwagi na podobieństwa poetyckie – zarówno warsztatu jak i tematyki utworów.
Werdykt Akademii Szwedzkiej uzasadniał przyznanie nagrody za zwięzłe, przejrzyste obrazy, które dają nam świeży dostęp do rzeczywistości.
Warto dodać, że poeta był już wielokrotnie wymieniany jako faworyt do tej najbardziej prestiżowej nagrody literackiej. Znana jest także opinia, że w roku 1996 był głównym konkurentem Wisławy Szymborskiej do nagrody.


Tomas Tranströmer

Łuki romańskie

We wnętrzu ogromnego kościoła romańskiego cisnęli się turyści.
Rozpościerało się sklepienie za sklepieniem bez prześwitu.
Drgało kilka płomyków świec.
Objął mnie anioł bez twarzy
i zaszeptał przez całe ciało:
„Nie wstydź się tego, że jesteś człowiekiem, bądź dumny!
W twoim wnętrzu otwiera się sklepienie za sklepieniem bez końca.
Nigdy nie będziesz gotowy i tak jest słusznie.”
Byłem ślepy od łez
i wyprowadzono mnie na buzującą od słońca piazzę
wraz z Mr i Mrs Jones, Panem Tanaką i Signorą Sabatini
a we wnętrzu ich wszystkich otwierało się sklepienie za sklepieniem bez końca.



Air mail

Szukając skrzynki pocztowej
niosłem list przez miasto.
W puszczy z kamienia i betonu.

Latający dywan znaczka
chwiejne litery adresu
plus pod pieczęcią ma prawda
szybująca ponad morzem.

Atlantyku wijące się srebro.
Zwały chmur. Rybacki kuter
jak pestka oliwki wypluta.
I blada blizna po kilu.

Tu w dole robota się wlecze.
Często zerkam na zegarek.
Cienie drzew to czarne cyfry
w tej zachłannej ciszy.

Prawda na ziemi spoczywa
lecz nikt nie odważy się wziąć jej.
Prawda leży na ulicy.
Nikt nie uczyni jej swoją.


Przełożył Leonard Neuger

Źródło informacji i poezji: http://silvarerum.eu/transtromer

Nagrody literackie 2011 – Nominacje – Nike, Orange Prize for Fiction

sobota, 14 maja 2011

W czwartek, 12 maja, podczas trwających do niedzieli II Warszawskich Targów Książki, zostały ogłoszone nominacje do Nagrody Literackiej Nike. Lista zawiera 20 tytułów z których Jury we wrześniu wybierze 7 finalistów. Laureata poznamy w pierwszą niedzielę października. Oto nominowani:


powieści
1. Chmurdalia, Joanna Bator
2. Balladyny i romanse, Ignacy Karpowicz
3. Kronika umarłych, Daniel Odija
4. Pióropusz, Marian Pilot

tomy poezji
5. Nawroty, Joanna Lech
6. Pogłos, Ewa Lipska
7. Księga obrotów, Tomasz Różycki
8. Jeszcze się tu pokręcę, Mirka Szychowiak

eseje
9. Antyk po antyku, Jacek Bocheński
10. Gdzieś dalej, gdzie indziej, Dariusz Czaja
11. Dno oka. Esej o fotografii, Wojciech Nowicki
12. Samuel Zborowski, Jarosław Marek Rymkiewicz
13. Dziennik pisany później, Andrzej Stasiuk
14. Muzykalny kosmos, Piotr Wierzbicki

reportaże
15. Toast za przodków, Wojciech Górecki
16. Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Witold Szabłowski
17. Zrób sobie raj, Mariusz Szczygieł

autobiografia
18. Kręgi obcości, Michał Głowiński

dziennik
19. Dziennik tom 1 1962-1969, Sławomir Mrożek

opowiadanie
20. Obsoletki, Justyna Bargielska

Źródło informacji: www.nike.org.pl


Znamy również krótką listę – 6 książek – nominowanych do prestiżowej Orange Prize for Fiction. Oto finalistki:

1. Emma Donoghue – Room
2. Aminatta Forna – The Memory of Love
3. Emma Henderson – Grace Williams Says it Loud
4. Nicole Krauss – Great House
5. Téa Obreht – The Tiger's Wife
6. Kathleen Winter – Annabel

Źródło informacji: www.orangeprize.co.uk

Kobieta z 13 portretów

sobota, 16 kwietnia 2011

Kiedy w roku 1962 Andy Warhol stworzył portrety Marilyn Monroe, jej wiersze, listy i osobiste notatki leżały ukryte głęboko w szufladzie zamkniętej na klucz. Portrety miały stanowić w zamyśle twórcy odrealnienie kobiety-legendy, jako swoiste ikony, na które zostały nałożone jaskrawe i intensywne plamy kolorów realnie abstrakcyjnych dla przedstawianego wizerunku. Na tym miało polegać odbrązowienie rodzącej się legendy, przy jednoczesnym straceniu jej z hollywoodzkiego Olimpu bogów. Kobieta miała stać się bliższa kulturze masowej. Zabieg ten, doskonale się udał. Nie tylko portrety gwiazdy, ale też środki masowego przekazu oraz role jakie wykreowała w Słomianym wdowcu, czy Mężczyźni wolą blondynki przyczyniły się do wizerunku słonecznej i promiennej pin-up girl.

Bardzo często, nadal jeszcze istniejący we współczesnej kulturze portret Marilyn Monroe to portret ze znanych filmów z jej udziałem, to portret wykreowany dla potrzeb kultury popularnej w której się narodził i trwał przez wiele lat. Opublikowane niedawno Fragmenty to wiersze, zapiski intymne oraz listy Marilyn Monroe, które burzą znany dotychczas obraz kobiety.

Marilyn Monroe czytająca Heinricha Heinego, Ulissesa Jamesa Joyce’a, czy Źdźbła trawy Walta Whitmana, to tylko niektóre ze zdjęć zamieszczonych we Fragmentach. Zachwycała się Czternastoletnią tancerką, jedyną rzeźbą Edgara Degasa, którą artysta zdecydował się pokazać publiczności, została sfotografowana przeglądając książkę o Goi, oraz w trakcie rozmowy z angielską poetką Edith Sitwell.
Publikacja zawiera notatki z dwóch notesów „Rekord”, przemyślenia i refleksje z okresu małżeństwa z Arthurem Millerem z Parkside House w Surrey, w okresie w którym aktorka pracowała nad filmem Książę i aktoreczka z Laurence’em Olivierem, Zapiski kuchenne, dwa listy do psychoterapeutów – doktor Margaret Hohenberg oraz doktora Ralpha Greensona, a także pisemne odpowiedzi do udzielonego wywiadu oraz wiersze.
Oto jeden z nich:

Tylko cząstka nas
może dotknąć cząstki drugiego człowieka –
czyjaś prawda jest tylko
czyjąś prawdą – niczym więcej.
Możemy dzielić się jedynie
cząstka którą inni są zdolni zrozumieć
i tak oto jesteśmy
prawie zawsze sami.
Jako że najwyraźniej tak się dzieje
również w naturze – w najlepszym razie
nasz rozum mógłby zająć się szukaniem
samotności drugiego człowieka.


To inna Marilyn. Nie ta, której obraz wykreowała kultura masowa. Marilyn nieznana. Intelektualistka, wyjątkowo wrażliwa perfekcjonistka, kobieta poszukująca miłości idealnej, dla której poświęcenie i cierpienie były w sposób naturalny wpisane w naturę człowieczeństwa. Dla której szczęście nie było tylko słowem, które się wypowiada w chwilach wielkiej i długotrwałej radości, ale górą lodową, na szczyt której trzeba się mozolnie wdrapywać, nieustannie raniąc się i wpadając do lodowatego oceanu.

Obraz potrójny człowieka

sobota, 2 kwietnia 2011

Emocje cechuje różnorodność. Przy spotkaniu, zawsze są inne. Zderzając się z nową rzeczywistością pozwalają się pochłaniać, bądź też same pochłaniają. Wywierają wpływ, lub są gotowe poddać się wpływom. Mogą przybierać klasyczne kształty zamknięte w formy, na przykład – koloru, jak na palecie malarza. Spontaniczność emocji jest naturalną ich cechą. Rozlewają się w człowieku, nakładają na siebie, zmieniają się, intensywnieją lub tracą ostrość, blakną, bledną i stają się nieistniejącą pustką, bo w chwili znikania już pojawiają się nowe, inne, których źródła wyznaczają dla nich kolejne istnienia.
Emocje to ogród, w którym czas i zdarzenie są ogrodnikami.

Intelekt cechuje harmonia. Zamknięta w przestrzeni myśli, w której świat rozbijany na atomy odkrywa swoje znaczenia i odsłania to, co następuje jedno po drugim. Logiczność staje się cechą wiodącą. Bariery i ściany wcale nie są przeźroczyste, gładkie, chłodne i szklane. Są chropowate i pełne ukrytych szczelin. Piasek to nie garść substancji przelatującej przez palce. Piasek to misterna praca potrzebna do zbadania struktury rzeczywistości. Ontologia piasku, przestrzeni, rzeźby, morza, łez i uśmiechów. Metafizyka orientalnych lilii. Intelekt buduje z myśli przestrzenie, pośród nowych wiszących ogrodów Semiramidy.
Intelekt to marmur kararyjski.

Wolę cechuje wolność. Jest to wolność absolutna. Nikt, ani nic nie może wywierać wpływu na wolność woli, ani też nikt i nic nie może jej zniewalać. Wola pozostaje pragnieniem i sensem w kierunku doświadczenia i zdarzenia. Zostaje ukierunkowana przez naturę człowieka i staje się uobecnieniem jego dążenia do poznania, a w konsekwencji obrazem jego dokonania i doświadczenia. Jest rzeką, która płynąc zabiera ze sobą szare piórko ptaka i wielki okręt, omija skały i kamienie, albo roztrzaskuje się o nie.
Wola to bezbrzeżna czystość i bezgraniczne zaufanie.


Karol Wojtyła
PROFILE CYRENEJCZYKA
CZĘŚĆ II
TERAZ JUŻ ZACZYNAM ROZRÓŻNIAĆ
POSZCZEGÓLNE PROFILE

12. CZŁOWIEK EMOCJI

Ty się nie męczysz miłością, która cię wciąż zalewa.
Oto plama entuzjazmu, plama powabna i płytka.
Gdy wyschnie – czy czujesz pustkę?

Między sercem a sercem jest przerwa,
w którą wchodzi się bardzo powoli
– wówczas wzrok się oswaja z barwą, a ucho z rytmem.

Więc kochaj idąc w głąb i docierając do woli,
by nie czuć ucieczki serca i myśli męczącej kontroli!

13. CZŁOWIEK INTELEKTU

To, co odbiera życiu i różnorodność, i powab,
i smak przygody wielkiej, i spontaniczność, i oddech.

Jak ciasno jest w twoich formułach, pojęciach i sądach,
które są treści zagęszczeniem, a treści zarazem tak głodne.

Nie łam tej we mnie bariery, bo bardzo potrzebna wszystkim.
Każda droga człowiecza prowadzi w kierunku myśli.

14. CZŁOWIEK WOLI

Moment woli bezbarwny i ciężki jak uderzenie tłoka
albo znów ostry jak szpicruta,
moment, który się na ogół
tak nie narzuca
nikomu,
tylko mnie –
nie dojrzewa z uczuć jak owoc słodki,
nie wyłania się z myśli,
skraca drogę –
gdy przychodzi, muszę go podźwignąć,
i czynię tak na ogół.

Nie ma miejsca na serce i myśl,
jest tylko ten moment, który wybucha
we mnie jak krzyż.

Światowy Dzień Poezji

wtorek, 22 marca 2011

21 marca każdego roku, obchodzimy święto poezji. Światowy Dzień Poezji został ustanowiony w 1999 roku przez UNESCO. W Polsce rok 2011, został poświęcony życiu i twórczości Czesława Miłosza. Z tej okazji istnieje możliwość uczestniczenia w wielu dyskusjach, konferencjach naukowych, spotkaniach autorskich, seminariach oraz przeglądach filmowych. Centralna część uroczystości odbędzie się w Krakowie – będzie to Festiwal Miłosza w dniach 9 – 15 maja. Imprezy towarzyszące obchodom Roku Miłosza, są organizowane nie tylko w Krakowie czy Warszawie, ale również w wielu innych miastach świata m.in. w Wilnie, Paryżu, Nowym Jorku i San Francisco.

Więcej informacji można znaleźć na stronie:
www.milosz365.pl

Z okazji Światowego Dnia Poezji – trzy wiersze, trzech poetów.

Jacek Dehnel
„Święta Maria Magdalena – nie pokutująca”

Nic w tym dziwnego, ze stoi w ołtarzu –
– rama z amorów godną jest oprawą
dla jej jedwabiów i wiotkiego ciała.

W dłoni ukryła fiolkę belladonny,
w słoju – barwiczki, wstążki, pieścidełka.
I kark schyliwszy, jak należy, wdzięcznie,
patrzy spod rzęs.

A potem, prawie się nie oglądając,
w perłach i dąsach idzie na pustynię.
Pilnując, by sukni atłasów kwiecistych
pustynnym cierniem nie zedrzeć zbyt szybko.


Gdańsk – Oliwa, 7. VIII. 2001


Czesław Miłosz
„Druga przestrzeń”

Jakie przestronne niebiańskie pokoje!
Wstępowanie do nich po stopniach z powietrza.
Nad obłokami rajskie wiszące ogrody.

Dusza odrywa się od ciała i szybuje,
Pamięta, że jest wysokość
I jest niskość.

Czy naprawdę zgubiliśmy wiarę w drugą przestrzeń?
I znikło, przepadło i Niebo, i Piekło?

Bez łąk pozaziemskich jak spotkać Zbawienie?
Gdzie znajdzie swoją siedzibę związek potępionych?

Płaczmy, lamentujmy po wielkiej utracie.
Porysujmy węglem twarze, rozpuszczajmy włosy.

Błagajmy, niech nam będzie wrócona
Druga przestrzeń.



Roman Brandstaetter
„Poezja”

Ten kłębek nici
Jest mi niepotrzebny,
Ariadno.

Schowaj go.

Wejdę sam
W nocne zaułki
Syrakuz.

Bez niczyjej pomocy.

Nie chcę znaleźć
Wyjścia
Z tych księżycowych uliczek
Greckich strof.

Chcę błądzić,
Wracać,
Zmierzać w różnych kierunkach,
Iść naprzód,
Cofać się
I coraz głębiej zstępować
W mrok zaułków,
Które nieomylnie prowadzą
Do paszczy Minotaura.

Poezja jest labiryntem,
Z którego nie wolno znaleźć
Wyjścia.

Białe przestrzenie

sobota, 12 marca 2011

Historia zapisuje się sama.
Na białych płaszczyznach chodników, szos, pustyń, dróg i plaż. Ludzie stają się jej literami, a kiedy spotykają się ze sobą – tworzą wyrazy, z których później powstają zdania. Każdy zabarwia białą płaszczyznę innym kolorem, ale wszyscy czerwienią się, widząc swój cień niknący w cieniu bryły większej od siebie samego. Pozostając
w cieniu, ma się wrażenie nieistnienia. I ogląda się świat z perspektywy człowieka
z zewnątrz. Jakby bryła i „ja” stały się jednym, jakby zostało się wchłoniętym przez jej obecność, białą ścianę, twardą rzeczywistość budowli z cementu, cegieł i szkła.
Pozostawanie w cieniu daje gwarancję niewidzialności i bezpieczeństwa.
Pozostawanie w słońcu kłuje wzrok obrazem świata.

Powonienie zostaje ukłute zapachem białych lilii Album.


33. Cyklon tropikalny

Ze wszystkich filozofów najbardziej lubiłem
tego, który powiedział, że fale powstają
przez wahanie się bogów, czy świat, który znamy,
jest dobry, czy też zły jest i nadeszła chwila,

by zalało go morze. I codziennie miłość
wybawia nas od zguby, bogowie wahają
się, spacerują i puszczają kaczki po falach,
słońce wchodzi do morza tam, gdzie jest horyzont.

Teraz idę ulicą, idą razem ze mną
ci, którzy myją chorych i idą na pewno
tacy, co zechcą zabić. Każdej nocy bestia
wychodzi szukać dzieci w środku złego miasta.

I we mnie też jest ciemność, odrobina światła,
i czarne ślady stawiam na białych powierzchniach.


listopad 2004

Tomasz Różycki Kolonie

Zaklęcia w prostej formie

piątek, 21 stycznia 2011

Przede wszystkim czasu i pamięci. Czasu, bo nigdy nie zawraca i nie ogląda się, nawet wtedy, gdy ktoś go woła. Pamięci, bo jako jedyna może coś z nim zrobić.

To wszystko co „tutaj” mamy, jest pewnym znieruchomieniem, które tylko na chwilę przystaje, żeby się nam pokazać, ale w rzeczywistości wcale znieruchomieniem nie jest. I pewnie też wcale nie przystaje, a jedynie tak szybko wiruje, że nie możemy dostrzec jak prędko się obraca. Tylko dla nas musi przybrać jakiś kształt, po to, żebyśmy je mogli zrozumieć. To wszystko, co „tutaj” mamy, jest „przelewaniem w ciszy i skupieniu mleka… z dzbanka do miski, dzień po dniu”.




„Nieczytanie”

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pt. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A my na piątym biegu
i – odpukać – zdrowi.


„Vermeer”

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.



Wisława Szymborska Tutaj

„(…) a światło prześlizguje się po nich i tnie kryształowe powietrze.”

niedziela, 3 października 2010

Laureatem Nagrody Kościelskich 2010 został Marcin Kurek za poemat Oleander.

Marcin Kurek jest iberystą, pracownikiem Uniwersytetu Wrocławskiego. Debiutował w roku 1997 Monologiem wieczornym.

Życie. Śmierć. Wspomnienia. Ludzie. Miejsca. Czas. Podróże. Słońce. Literatura. Powroty. Metafizyka i poezja… i trujący oleander.

Będzie tak samo: dwie topole, lichy
rdest i żywotnik przy murze, skrzypiąca
furtka, rdza. Jak to się stało,
jak doszło do tego, że leżę teraz
martwy na podłodze? Martwy?
Ale czy można umrzeć
w równie głupi sposób: otruty wodą
z plastikowej butelki, do której wczoraj
wstawiono uciętą gałązkę?

(...)
Jest poniedziałek. Upał wprost broczy
z nieba. Napęczniałe nimbusy
odpływają nad Morze Czarne, na ich miejsce
znad Brandenburgii przybywają dobrze
ożywione cumulusy, szybując przez nieskończone
indygo. A co słychać w państwie drzew?

(...)
Około południa niebieskie refleksy
na ścianie i suficie rozświetlają pokój
jak wnętrze akwarium.

"W prawej kieszeni mam kamyk, w lewej meduzę, w ustach - piach."

piątek, 17 września 2010

Trochę poezji. Tadeusz Dąbrowski został laureatem Nagrody Kościelskich w roku ubiegłym, za tomik wierszy Czarny kwadrat. W uzasadnieniu jury wyróżniło autora za oryginalność poetycką, wyrażającą się odwagą w traktowaniu trudnych zagadnień artystycznych i światopoglądowych.
Z nagrodzonego zbioru, dwa wiersze.

Różnica

Granica między dobrem a złem jest stanowcza
i przeraźliwie ostra. I cienka jak kreska
narysowana najtwardszym ołówkiem. Różnica między

dobrem a złem jest nie mniej zasadnicza
niż różnica między kichnięciem a kaszlnięciem.

Pisałem wiersz i akurat miałem kichnąć, gdy
do drzwi zadzwonił ojciec. Przestraszyłem się
tak, że złamałem grafit, a zamiast kichnąć

– zakaszlałem. Różnica między dobrem a złem
jest oczywista. Jak różnica między

strachem uzasadnionym
i strachem bez powodu.


***

czym różni się milczenie
puste od znaczącego

głębokie od płytkiego
jasne od ciemnego

milczenie celne od
milczenia jak kulą w płot

tobą

Tadeusz Dąbrowski Czarny kwadrat Wydawnictwo a5