Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wątki autobiograficzne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wątki autobiograficzne. Pokaż wszystkie posty

Calineczki. O pisarstwie, macierzyństwie i „Małych kobietkach”

niedziela, 16 października 2011

Tym razem Elif Şafak opowiada sama o sobie. Czarne mleko jest bardzo szczerą i osobistą opowieścią o tym, jak pogodzić pisarstwo z macierzyństwem. Począwszy od świadomości zachodzących zmian, które są związane z ciążą, poprzez zmianę priorytetów i poukładanie ich na nowo, aż do wewnętrznej harmonii, która jako jedyna może być gwarantem możliwości pisania w macierzyństwie, autorka Bękarta ze Stambułu prowadzi dialog sama ze sobą i z innymi pisarkami. Do tego ważnego tematu przyłączają się głosy pisarek – matek oraz pisarek, które dla twórczego aktu kreowania świata fikcyjnego, zrezygnowały z bycia matkami; są też głosy pisarek, dla których ten potencjalny konflikt interesów zupełnie nie istniał. Dla nich sama rola kobiety-pisarki, nie mogła zostawać ograniczana nie tylko rolą matki, ale także i żony. W tej bardzo ważnej spowiedzi literackiej głos zabierają: Virginia Woolf, Sylvia Plath, Doris Lessing, Zelda Fitzgerald, Alice Walker, a także w nieco innym wymiarze – siostry Brontë oraz George Eliot i George Sand.

Elif Şafak zadaje kluczowe pytania o rolę pisarki we współczesnym świecie, ale w wyjątkowy sposób, bo pytanie wyłania się z opowieści jej własnych doświadczeń i przeżyć. Poprzez radzenie sobie z rzeczywistością okresu bez literatury, który dla pisarki stanowił czas monarchii absolutnej, zostaje podniesionych szereg zagadnień dotyczących pisarki-matki i problemu utraty niezależności oraz możliwości przelewania swoich myśli na papier – pisarski syndrom elektronicznej białej kartki w laptopie.
Oprócz opinii innych piszących kobiet na temat roli bycia matką, Elif słucha Chóru Niewspółbrzmiących Głosów sześciu Calineczek – Milady Ambicji Czechowskiej, Panny Intelektualistki Cynicznej, Mamci Pudding Ryżowy, Panienki Praktycznej, Blue Belle Bovary oraz Pani Derwisz. Każda z nich, ma na ten temat coś do powiedzenia, każda coś bardzo ważnego… i każda ma rację! Jak pisarka może odnaleźć wewnętrzną harmonię w takiej kakofonii dźwięków, jak odnaleźć siebie w roli matki, a do tego w roli matki – pisarki?
Rola Calineczek w tej opowieści, jest nie tylko wyjątkowo interesująca, ale również bardzo ważna i pouczająca. Chór Niewspółbrzmiących Głosów odpowiada potrzebom natury pisarki. Sześć różnych postaw, to sześć różnych pragnień i sześć innych oczekiwań na przyszłość. To wreszcie droga przez sześć panujących ustrojów. Jak możliwa jest demokracja, pośród tak silnych i odmiennych postaw oraz pragnień?
Elif Şafak w Czarnym mleku pokazuje, że nie tylko jest możliwa, ale także możliwy jest dialog Calineczek, przy zupełnie odmiennych poglądach i oczekiwaniach.
Zupełnie z zaskoczenia, po narodzinach dziecka pojawia się nieoczekiwany gość – Lord Poton – Dżin. Kim jest, i czego chce od świeżo upieczonej matki?
Czy istnieje jakaś możliwość, aby pozbyć się z domu nieproszonego gościa? A jeśli już zostanie, to na jak długo?

W żadnej swojej książce Elif Şafak nie była tak szczera, jak w Czarnym mleku. Opisywane dylematy są nie tylko rzeczywiste, ale i literacko prawdziwe. Głos tej książką wpisuje się do chóru kobiet-pisarek, dla których macierzyństwo było intensywnym doświadczeniem zmieniającym ich dotychczasowe przyzwyczajenia, upodobania, poglądy, często również sposób kreowania świata przedstawionego w dziełach literackich.
Jest to bardzo ważny głos, w bardzo ważnej sprawie.
Droga do uzyskania harmonii w życiu – jako matka w połączeniu z rola pisarki i czytelniczki – jest drogą, którą Elif Şafak przeszła wywracając wszystko do góry nogami. Zupełnie zmieniła dekoracje, otaczające ją kolory – oczywiście kwestia bieli, nadal pozostaje bez zmian – tak, aby uzyskać efekt zadowalający sześć ukochanych i wspaniałych Calineczek.
Doświadczenie macierzyństwa wspomniane przez inne pisarki, to często doświadczenie literackie. Książki to dzieci, które przyszły na świat. Wspomnienia, listy czy dzienniki piszących kobiet, bardzo często przywołują właśnie takie metafory macierzyństwa. W innych przypadkach, doświadczenia pisarek–matek nie mniej inspirują autorkę Czarnego mleka.
Ta szczera spowiedź Elif Şafak stanowi zachwycającą syntezę doświadczeń pisarki przed urodzeniem dziecka, i po jego narodzinach. Zbiór myśli i wspomnień, zyskuje bardzo znamienny dla jej autorki – w kontekście pisarstwa innych kobiet, ich przeżyć i postanowień – dowód możliwości połączenia ze sobą dwóch światów, które na pozór pozostają w rozdzielności. Których połączyć ze sobą nie można, lub, jeśli się to uda, cena jest niewyobrażalnie wysoka. Jak pokazuje pisarka, każdy z tych światów – macierzyński i literacki, oraz wyborów – pozostanie tylko pisarką, czy decyzja o tym, aby się stać piszącą matką – posiada własną, indywidualną i oryginalną wartość. Każdy z nich jest równie ciekawy, a wszystkie razem prowadzą do kreatywności.

O wyjątkowych doznaniach, doświadczeniach i przemyśleniach na temat bycia pisarką i matką – Elif Şafak – Czarne mleko.

Alice Munro „Widok z Castle Rock”

niedziela, 2 października 2011

Na Widok z Castle Rock składa się dwanaście opowiadań. Każde z nich osnute jest wokół prawdziwych historii z życia rodziny pisarki. Alice Munro – Alice Ann Laidlaw – kreśli opowieści sięgające pierwszej połowy XVIII wieku, oparte na fragmentach odnalezionych notatek, artykułów z archiwalnych gazet oraz starych zapisków. W tytułowym opowiadaniu przedstawia historię podróży statkiem rodziny Laidlawów, ze Szkocji do rodzinnej Kanady. Zdarzenia opisywane, które miały miejsce podczas podróży trudno nazwać prawdziwymi, ale ciężko odmówić im chociażby ziarna prawdy. Być może właśnie tak wyglądała owa podróż życia rodziny. Podróż, która na zawsze miała odmienić losy przyszłych pokoleń. Przez cały XIX wiek śledzimy wydarzenia mogące mieć miejsce, które mogły zmienić kształt obecnego życia. Wspomnienia towarzyszące pisarce z lat dziecinnych, zostały nakreślone w drugiej części książki, zatytułowanej DOM. Wspólna praca rodziców na farmie lisów, stała się centrum wydarzeń dla młodej dziewczyny, kształtując jej pogląd na wartość i znaczenie pracy. W późniejszym okresie, kiedy młoda pisarka będzie musiała podjąć pracę jako służąca i pomoc domowa, jej charakter i wrażliwość staną się wyjątkowo wyczulone na kwestie społeczne, wyobcowanie i przynależność do danej grupy społecznej widzianej przez pryzmat bogactwa bądź ubóstwa.
Nie jesteśmy pewni, czy rzeczywiście Alice Munro mieszkała u bogatej rodziny, czy rzeczywiście otrzymała od pana domu Siedem niesamowitych opowieści Karen Blixen, czy musiała mieszkać w domu-łodzi. Czy jest to tylko fikcja literacka, czy wydarzenia które miały miejsce, nie zmienia to faktu, że opisywane historie muszą oddziaływać na wyobraźnię – zarówno autorki, jak i czytelnika.

Odwzorowywanie rzeczywistości, którego dokonuje Alice Munro, przywodzi na myśl wielobarwny drogi arras. Utkane postacie są wyraziste i posiadają dokładne kształty, a jednocześnie ich charakter wydaje się miękki i delikatny jak wełna – udaje się go dotknąć i poczuć.
Całość tworzy historię utkaną z cienkich nici czasu, który już minął. Czasu, który nigdy nie powróci, ale mimo odległości, pozostaje nadal czymś, co ma wpływ na myśli, decyzje, wydarzenia i życie.
Jak doskonale napisał Juliusz Kurkiewicz w drugim numerze „Książek. Magazynu do czytania” – Jeśli jesteście w stanie wyobrazić sobie udane połączenie romantyzmu Emily Brontë, społecznej wrażliwości Marksa i fascynacji siłą opowieści Szeherezady, uzyskacie pewne pojecie o opowiadaniach Alice Munro.
Wszystkie motywy wykorzystywane przez kanadyjską pisarkę we wcześniejszych opowiadaniach, są również obecne i w tych dwunastu. Nie brakuje tu opisanej wyjątkowo intensywnej relacji pomiędzy córką a ojcem, ani pomiędzy żoną i mężem. Wspomnienia sprzed kilku miesięcy przed ukończeniem książki (Widok z Castle Rock został wydany w 2006 roku) przepełnia lęk i obawa pisarki, przed widmem śmiertelnej choroby. Nawet w takich wyjątkowo ciężkich chwilach, Alice Munro jest bardzo blisko czytelnika.
Przez tych kilka opowiadań przenikają duchy przeszłości. Znajduje się również miejsce dla dobrego ducha czasów teraźniejszych.
Rzadko się zdarza, żeby emocje towarzyszące lekturze były tak naturalne, a opowieści wydawały się być tak prawdziwymi, jak w książkach Alice Munro.
Wyjaśnienie tej naturalnej bliskości przynosi – w pewnej, bardzo ważnej części – Widok z Castle Rock.

Owego wieczoru, kiedy dotarłam do domu, wszystko przebiegało normalnie. Właśnie tamtego lata moje rodzeństwo nauczyło się stawiać pasjanse i robiło to przy każdej sposobności. Brat i siostra siedzieli teraz po dwóch stronach stołu w jadalni z rozłożonymi przed sobą kartkami, dziewięciu- i dziesięciolatkowie, poważni niczym para w podeszłym wieku.
(…)
Siedziałam tak, mrużąc oczy przy słabym świetle, które wpadało przez pobliskie okno, aż w końcu musiałam wstać, by zapalić lampę. Ponownie, przygarbiona, zajęłam miejsce na stołeczku, napełniając umysł zdaniem po zdaniu, wbijając je sobie do głowy tak, by nie musieć rozmyślać nad tym, co właśnie się wydarzyło.
Nie wiem, którą książkę wyjęłam wówczas z biblioteczki. Przeczytałam wcześniej wszystkie. Nie było ich wiele: Słońce mi przyniesie zgubę, Przeminęło z wiatrem, Szata, Śpij w pokoju, Synu, mój synu, Wichrowe wzgórza, Ostatnie dni Pompei. Wzór ten nie odzwierciedlał żadnego szczególnego gustu, i moi rodzice często nie byli tak naprawdę w stanie powiedzieć, skąd wzięły się tu poszczególne tytuły – czy książka została kupiona, czy pożyczona, czy też może ktoś ją tu zostawił.
Musiało to jednak mieć pewne znaczenie, ze na tym życiowym zakręcie chwyciłam za książkę. Bo na kartach książek odnajdywałam przez kolejnych kilka lat moich ukochanych. Byli mężczyznami, nie chłopcami. Byli opanowani i sardoniczni, mieli w sobie coś dzikiego i gwałtownego, całe pokłady posępności. Żaden tam Edgar Linton ani Ashley Wilkes. Nie byli towarzyscy czy uprzejmi.


Alice Munro Widok z Castle Rock

Literatura belle èpoque: Colette – „Klaudyna w szkole”

sobota, 28 maja 2011

Montigny to małe miasteczko, leżące pośród zielonych lasów i łąk, w którym właśnie trwa rozbiórka starej szkoły i pospieszna budowa nowej. Tu urodziła się, mieszka i pewno nie tu umrze bohaterka cyklu powieści Colette – Klaudyna.
Piętnastoletnia Klaudyna, to osoba wyjątkowa pod każdym względem. Inteligentna, bystra i spostrzegawcza, świadoma otaczającego ją świata, własnych pragnień, potrzeb i możliwości. Uczęszcza do szkoły, która stanowi dla niej centrum życia, źródło zarówno pracy, jak i wypoczynku, ale przede wszystkim daje jej możliwość poznania charakterów ludzkich, zachowań koleżanek i nauczycieli. Dzięki niej poznaje uczucia: miłość (Klaudyna zakochuje się w młodej nauczycielce Aimée, która jednak porzuca ją dla dyrektorki szkoły – panny Sergent), złość (jaką czuje po odrzuceniu), szczęście (dzięki ukochanej przyrodzie – zielonym lasom, zajmującym lekturom, swojemu ojcu oraz kotce Fanszetce), radość (tak bardzo oczekiwaną po zdanym – z najlepszymi notami – egzaminie).
Klaudynę otacza krąg przyjaciółek. Wielka Anais, po której twarzy nigdy nie widać emocji i zawsze musi się szczypać w policzki, aby chociaż trochę się zaróżowiły, Marysia Belhomme, która zawsze pisze najdłuższe wypracowania – niestety – nie na zadany temat, siostry Jaubertówny, wiecznie drażniące Klaudynę swoją nadgorliwością oraz Łusia Lanthenay, siostra ukochanej wcześniej nauczycielki, którą Klaudyna lubi dręczyć na wszelkie możliwe sposoby i która lubi być przez Klaudynę dręczona. Wyjątkowość Klaudyny dostrzegają również nauczyciele. Dyrektorka szkoły, panna Sergent, jest zazdrosna o ciepłe uczucia, jakie na początku żywi do piętnastolatki Aimée Lanthenay. Ruda – jak nazywa dyrektorkę Klaudyna – jest świadoma inteligencji i talentów swojej uczennicy, jej oryginalnych poglądów i wyjątkowej zdolności analizy sytuacji. Zaś Antonin Rabastens, nauczyciel, który wraz z Klaudyną uczy dziewczynki śpiewu, skrycie podkochuje się w niej, czego Klaudyna jest świadoma i na co pozwala, aby wzbudzić zazdrość w Anais – kochającej z kolei Antonina.

Dziewczyna bada granice określone przez obyczajowość francuską przełomu wieków (– Klaudyna przyszła na świat w roku 1884). Poznając swoich nauczycieli i przyglądając się postępowaniom swoich szkolnych koleżanek, Klaudyna poznaje otaczający ją świat, uczy się go, i na odwrót – świat uczy się Klaudyny.

Język powieści obfituje w błyskotliwe riposty bohaterki, cięte uwagi i wnikliwe opisy sytuacji i charakterów osób towarzyszących Klaudynie. Opinie bohaterki wyrażane w powieści są nie tylko odważne i śmiałe, ale przede wszystkim stanowią zdanie samej Colette – o czym przypominają historycy literatury i miłośnicy prozy autorki Niebieskiej latarni.

Powieść Colette – Klaudyna w szkole – wydana w 1900 roku, jest pierwszą z pięciu Klaudyn. Kolejne to Klaudyna w Paryżu, Małżeństwo Klaudyny, Klaudyna odchodzi oraz napisana w dziewiętnaście lat później od ostatniej – Dom Klaudyny. Cykl przyniósł Colette nie tylko olbrzymią popularność, ale również powiew skandalu obyczajowego belle èpoque. Autorka wpisała się na stałe do kanonu literatury francuskiej jako twórczyni prozy obyczajowo-psychologicznej, ze znacznym udziałem cyklu, który został oparty na wątkach autobiograficznych.
Sidonie-Gabrielle Colette była członkinią Królewskiej Belgijskiej Akademii Języka i Literatury Francuskiej, a także Akademii Goncourtów.

Wydawnictwo W.A.B. planuje wydanie całego cyklu powieści o Klaudynie, i już na dzień 8 czerwca zaplanowana jest premiera drugiego tomu – Klaudyna w Paryżu.
Małżeństwo Klaudyny ma mieć swoją premierę 27 lipca, natomiast tom zatytułowany Klaudyna odchodzi – 17 sierpnia 2011 roku.

Tak jak Chanel „obcięła kobietom włosy i krępujące ruchy spódnice", również Colette coś rozcięła swoim ostrym językiem, być może krępujące kobiety konwenanse.
Agata Czarnacka „Lampa”

Mistrzyni i odnowicielka francuskiej tradycji pisarstwa intymnego. Długie zdania, doskonale przejrzyste, pełne zmysłowych detali, manifestacji artystycznego smaku, lekkiego podniecenia i gotowości do chłonięcia doznań - to słynny styl Colette.
Kazimiera Szczuka

Kobieta z 13 portretów

sobota, 16 kwietnia 2011

Kiedy w roku 1962 Andy Warhol stworzył portrety Marilyn Monroe, jej wiersze, listy i osobiste notatki leżały ukryte głęboko w szufladzie zamkniętej na klucz. Portrety miały stanowić w zamyśle twórcy odrealnienie kobiety-legendy, jako swoiste ikony, na które zostały nałożone jaskrawe i intensywne plamy kolorów realnie abstrakcyjnych dla przedstawianego wizerunku. Na tym miało polegać odbrązowienie rodzącej się legendy, przy jednoczesnym straceniu jej z hollywoodzkiego Olimpu bogów. Kobieta miała stać się bliższa kulturze masowej. Zabieg ten, doskonale się udał. Nie tylko portrety gwiazdy, ale też środki masowego przekazu oraz role jakie wykreowała w Słomianym wdowcu, czy Mężczyźni wolą blondynki przyczyniły się do wizerunku słonecznej i promiennej pin-up girl.

Bardzo często, nadal jeszcze istniejący we współczesnej kulturze portret Marilyn Monroe to portret ze znanych filmów z jej udziałem, to portret wykreowany dla potrzeb kultury popularnej w której się narodził i trwał przez wiele lat. Opublikowane niedawno Fragmenty to wiersze, zapiski intymne oraz listy Marilyn Monroe, które burzą znany dotychczas obraz kobiety.

Marilyn Monroe czytająca Heinricha Heinego, Ulissesa Jamesa Joyce’a, czy Źdźbła trawy Walta Whitmana, to tylko niektóre ze zdjęć zamieszczonych we Fragmentach. Zachwycała się Czternastoletnią tancerką, jedyną rzeźbą Edgara Degasa, którą artysta zdecydował się pokazać publiczności, została sfotografowana przeglądając książkę o Goi, oraz w trakcie rozmowy z angielską poetką Edith Sitwell.
Publikacja zawiera notatki z dwóch notesów „Rekord”, przemyślenia i refleksje z okresu małżeństwa z Arthurem Millerem z Parkside House w Surrey, w okresie w którym aktorka pracowała nad filmem Książę i aktoreczka z Laurence’em Olivierem, Zapiski kuchenne, dwa listy do psychoterapeutów – doktor Margaret Hohenberg oraz doktora Ralpha Greensona, a także pisemne odpowiedzi do udzielonego wywiadu oraz wiersze.
Oto jeden z nich:

Tylko cząstka nas
może dotknąć cząstki drugiego człowieka –
czyjaś prawda jest tylko
czyjąś prawdą – niczym więcej.
Możemy dzielić się jedynie
cząstka którą inni są zdolni zrozumieć
i tak oto jesteśmy
prawie zawsze sami.
Jako że najwyraźniej tak się dzieje
również w naturze – w najlepszym razie
nasz rozum mógłby zająć się szukaniem
samotności drugiego człowieka.


To inna Marilyn. Nie ta, której obraz wykreowała kultura masowa. Marilyn nieznana. Intelektualistka, wyjątkowo wrażliwa perfekcjonistka, kobieta poszukująca miłości idealnej, dla której poświęcenie i cierpienie były w sposób naturalny wpisane w naturę człowieczeństwa. Dla której szczęście nie było tylko słowem, które się wypowiada w chwilach wielkiej i długotrwałej radości, ale górą lodową, na szczyt której trzeba się mozolnie wdrapywać, nieustannie raniąc się i wpadając do lodowatego oceanu.

Skrzypce, fortepian, Coco i Puszkin

wtorek, 5 kwietnia 2011

Amy Chua jest profesorem prawa na Uniwersytecie Yale. Urodziła się w Champaign w Illinois, jako córka chińskich imigrantów z Filipin. Obserwując zachodni model wychowania dzieci, przy jednoczesnym wzrastaniu w chińskim modelu wychowania, doszła do wniosku, że zdecydowanie lepszym modelem wychowawczym jest model chiński.

Już w pierwszym rozdziale swojej książki, autorka przedstawia skróconą listę rzeczy, których swoim córkom – Sophii i Louisie, wychowywanym według modelu chińskiego – nigdy nie było wolno robić.

Bojowa pieśń tygrysicy oprócz tego, że stała się bestsellerem "New York Timesa", jest również jedną z najbardziej kontrowersyjnych książek ostatnich miesięcy. Model wychowania który opisuje Amy Chua, zdecydowanie odbiega od stereotypowego wychowania dzieci, jaki jest znany, akceptowany i stosowany przez wielu rodziców nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także w większości państw europejskich. Rozwój dziecka ze szczególnym uwzględnieniem jego indywidualnych potrzeb i preferencji, wypływających nie tylko z wyjątkowych uzdolnień dziecka, lecz także z mód obecnie panujących, nie ma nic wspólnego z modelem jaki zdecydowała się wybrać autorka.
Czy jeżeli dziecko zamiast szóstki otrzyma z klasówki piątkę lub czwórkę, to jest powód do dumy dla rodziców i czas rozpocząć tyradę pochwał pod adresem dziecka?
Czy te pochwały już mają stanowić formę nagrody, czy dopiero nagrodą będzie nowa gra komputerowa, albo może po prostu nowy komputer?
Czy jeśli oczekiwania względem dziecka, odnośnie osiągnięcia przez niego najlepszych wyników w edukacji, będą wymagały od niego poświęcenia nie dwóch godzin na naukę, a trzech, przeczytania nie tylko jednej książki, lecz dwóch kolejnych, to czy będą to wymagania zbyt wygórowane, jeśli rodzić wie, że dziecko stać na zdecydowanie lepsze oceny, niż uzyskiwane dotychczas?
Czy nie jest tak, że przeczytane książki i dodatkowa godzina nauki staną się lokatą przyszłościową, z której to dziecko będzie miało dziesięciokrotne lub dwudziestokrotne zyski?

Tylko z pozoru Amy Chua przedstawia sposób wychowania mało atrakcyjny dla współczesnych rodziców. Wymagający wielkich poświęceń z obu stron. Ogromnego nakładu czasowego oraz wyjątkowych zdolności organizacyjnych przy szybkim tempie życia i nadmiarze codziennych obowiązków.
Książka Bojowa pieśń tygrysicy musi pozostawać lekturą kontrowersyjną, bo sam współczesny model wychowania dzieci również pozostaje kontrowersyjny. I to także ten model zachodni, prawdopodobnie nawet bardziej od prezentowanego modelu chińskiego. A przy próbie ich porównania, nie sposób przemilczeć różnic w osądach, nie podejmować polemiki czy chociażby nie podkreślić odmienności w zdaniach dyskutantów.
Czy to, co napisała Amy Chua przekonuje? Czy stosowane przez nią metody wychowawcze dają gwarancję dobrych owoców w przyszłości, a w teraźniejszości mogą stać się złotym środkiem? I czy rzeczywiście stoją w opozycji do indywidualizmu?
Posłuchajmy Bojowej pieśni tygrysicy.
Szczególnie polecam!

I jeszcze jedno –

Oto skrócona lista rzeczy, których (…) Sophii i Louisie, nigdy nie wolno było robić:

• nocować u koleżanki
• bawić się tamże
• grać w szkolnym przedstawieniu
• narzekać, że nie grają w szkolnym przedstawieniu
• oglądać telewizji i grać w gry komputerowe
• decydować o wyborze kółek zainteresowań
• dostawać oceny niższe niż szóstka
• nie być najlepszymi w klasie ze wszystkich przedmiotów z wyjątkiem dramatu i gimnastyki
• grać na czymś oprócz fortepianu lub skrzypiec
• nie grać na fortepianie lub skrzypcach.

Zdjęcia z życia rodziny

środa, 30 marca 2011

Zdjęcia z życia rodziny zawsze otwierają w człowieku wiele szuflad i odsłaniają wiele zakurzonych półek. Jedne z najcenniejszych – bo rodziny, bo potrafią przywołać wspomnienia, bo to czasami jedyne, co pozostało, bo obok tego człowieka, którego znamy, jest inny – i nikt jak do tej pory nie potrafi sobie przypomnieć kim jest nieznajomy i gdzie to zdjęcie było zrobione. Albo może najcenniejszych, bo to rodzinna zagadka o której należy milczeć, albo rodzinna zagadka, której odkryć nikt nie potrafi.
Czasami też, takie zdjęcia muszą pozostać w ukryciu i nie mogą ujrzeć światła wiedzy, bo mogą się rozsypać, jak tajemnica, która przestaje istnieć z chwilą jej ujawniania. Może wywołują uśmiech na twarzy, może potok łez, może rozbudzają ciekawość, albo po prostu są odkryciem nieznanych losów bliskiej osoby.
Czasami oglądanie ich, boli. Staje się nieznośne, a obrazy które przedstawiają – nie do uwierzenia. I wprost przeciwnie. Oglądanie ich przynosi szczęśliwe nie chwile, lecz godziny, dni, a nawet lata.
Ważny jest ich wielogłos, przez który zyskują przestrzeń i czas, oraz dialog, bo uzupełnia lukę którą uzupełnić może jedynie głos jedynego świadka wydarzeń.

Oszczędność przekazu zdjęć z życia rodziny, podkreśla surowość ich materiału i ukazuje zamkniętą formę wydarzeń, które są pozbawione enigmatyczności. Kształt postaci i detal, zyskują dzięki wyrazistości języka narratora.

Nieporozumienia i oczekiwania. Samotność i bierność. Przywiązanie i pragnienia.
Szuflada, Telefon, Maszynka do włosów, Ekspres, Zeszyt, Obrączka, Klucze, Znak, Okulary, Paczki i Fifka.
Wyłuskiwanie prawdy z pamięci i próba zrozumienia motywów działania.

W roku 2006 wydawnictwo „Znak” wydało debiutancką powieść Mikołaja Łozińskiego – Reisefieber. Powieść została uhonorowana Nagrodą Kościelskich, Nagrodą Fundacji Kultury oraz Nagrodą Pawiego Pióra. Została również nominowana do literackiej Nagrody Nike. W dwa lata później nakładem tego samego wydawnictwa ukazały się Bajki dla Idy.
W tym roku, nakładem „Wydawnictwa Literackiego” ukazała się Książka.

– Synku, stałeś się niebezpieczny. Trzeba przy tobie uważać na każde słowo, każde zdanie, każdą rodzinną historię. Dlatego dwie prośby. Pierwsza.
– Tak?
– Jest jeszcze jeden przedmiot, o którym masz nie pisać.
– Tak?
– I masz też nie pisać, że masz o nim nie pisać. Pewne rzeczy muszą zostać w rodzinie.
– OK.
– Obiecujesz?
– Tak. Wiem, który to przedmiot.
– Druga prośba. Chciałbym, żebyś zostawił wreszcie w spokoju naszą rodzinę. Czas zająć się innymi sprawami, dobrze?


Mikołaj Łoziński Książka

Głos w sprawie „Millennium”

sobota, 26 marca 2011

Po niespełna siedmiu latach od tragicznej śmierci Stiega Larssona, szwedzkiego dziennikarza zajmującego się problemami rasizmu, dyskryminacji i szeroko pojętym ekstremizmem, a także autora bestsellerowej serii Millennium, głos w sprawie zabrała wieloletnia partnerka Larssona – Eva Gabrielsson.
Oprócz szczegółów z życia dziennikarza i pisarza, książka Millennium, Stieg i Ja, odsłania nieznane do tej pory miłośnikom twórczości Larssona fakty z historii powstania kryminalnej sagi.
Nigdy nie jest tak, żeby życie twórcy dzieła nie miało zasadniczego wpływu na kształt oraz przedstawiane treści w jego utworach. Tak też się stało w przypadku Stiega Larssona. Eva Gabrielsson odkrywa przed czytelnikami fascynacje i zainteresowania autora, przy jednoczesnym przedstawieniu niesprawiedliwości i lęku jakiego doświadczał. Watek rodzinny, stanowi jeden z centralnych punktów książki i obok osobistych doświadczeń autorki przybiera kształt wyznania, na które partnerka życiowa pisarza zdobyła się po latach nauki życia od początku. Trudności jakich doświadczała, i nadal doświadcza, stanowią – nie do końca zrozumiałą z punktu widzenia materialnego i całkowicie niezrozumiałą z punktu widzenia moralnego – sytuację, w której kobieta podjęła walkę o wartości, stanowiące główny punkt zainteresowania jej zmarłego partnera.
W książce całkowitym novum dla czytelników, są wydarzenia towarzyszące powstawaniu powieści o losach Lisbeth Salander i Michaela Blomkvista – właśnie pod względem historiozofii zdarzeń z życia Stiega Larssona i Evy Gabrielsson. Ta książka-wyznanie dostarcza nowych faktów dla interpretatorów powieści Millennium oraz rzuca zupełnie nowe światło na wydarzenia w nich zawarte.

Millennium to katalog wszelkich form przemocy i dyskryminacji kobiet.
(…)
Dylemat: moralność i działanie tworzy dynamikę Millennium. Jednostki doskonalą lub niszczą świat i bliźnich, każdy jednak postępuje zgodnie z własną moralnością. Dlatego wciąż powraca kwestia odpowiedzialności indywidualnej.
Millennium pozwoliło Stingowi potępić tych wszystkich, którzy przyprawiali go o mdłości, bo byli podli, tchórzliwi, nieodpowiedzialni, niemoralni, oportunistyczni. Nie znosił salonowych bojowników, „wojowników, którym trzeba przychylnych wiatrów”, albo „skipperów słabych podmuchów”; fałszywych przyjaciół, którzy posłużyli się nim, żeby ułatwić sobie karierę, pozbawionych skrupułów szefów firm i udziałowców, którzy wypłacają sobie wygórowane premie…


Eva Gabrielsson, Marie-Francoise Colombani Millennium, Stieg i Ja

Głos Evy Gabrielsson, zabrany w sprawie Millennium – pośród innych głosów – wydaje się być nie tylko wyjątkowo znaczący, ale jedyny rzetelny i godny słuchania – chociażby z uwagi na fakt, kim była jego posiadaczka i jak wiele znaczyła w życiu autora powieści.

Jeśli dotykamy zagadnienia fenomenu – a w historii literatury światowej trylogia Millennium pozostaje fenomenem z wielu powodów – to pewien konkretny paradygmat zawsze ulega przemianie, lub też przesunięciu. Tak się stało z powieścią kryminalną po 2004 roku, z chwilą, kiedy została opublikowana pierwsza część trylogii – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Nieśmiertelna Mademoiselle

sobota, 5 lutego 2011

Któż z nas nie zna najsłynniejszego zapachu świata; zapachu róży i jaśminu zamkniętego w prostym i eleganckim, szklanym flakonie? Mowa tu oczywiście o powstałym w roku 1921 zapachu Chanel No.5. Od początku swojego istnienia, Dom Mody Chanel wskazywał drogę w trendach dobrego stylu i ubioru kobiet całego świata. Dla wielu z nich stał się wyznacznikiem kobiecości, wyrażonym w sposobie ubierania się oraz w doborze dodatków i – oczywiście – perfum. Od roku 1983 domem mody zarządza jeden z najbardziej wpływowych projektantów świata – Karl Lagerfeld. Ale wszystko zaczęło się wcześniej, znacznie wcześniej, bo w 19 sierpnia 1883 roku, kiedy to na świat przyszła Gabrielle Bonheur Chanel, zwana Coco.

Książka hiszpańskiej dziennikarki i prawniczki Cristiny Sánchez-Andrade – Coco – jest oszczędnym, a jednocześnie wyrazistym i obrazowym studium psychologicznym kobiety, która przekuła swój zamysł piękna w nieśmiertelną wizję wolności i elegancji stroju i stylu. W powieści główną rolę odgrywa Coco jako kobieta charyzmatyczna, genialna, o niezwykle silnym i trudnym charakterze, kobieta wśród tłumu ludzi – ale samotna i nierozumiana. Nie jest to obraz wielkiej, odnoszącej sukcesy projektantki mody, nie znajdziemy w nim zamysłu towarzyszącego powstawaniu strojów czy perfum Chanel, ale portret kobiety, której całym życiem była praca połączona z nieustającym pragnieniem doświadczania i kreowania doskonałego piękna. Samotność kobiety, która nienawidziła wolnego czasu, stała się pryzmatem dla eleganckich, prostych i kobiecych projektów, przez które przenika doświadczenie trudnego dzieciństwa i wymuszonej przezeń skromności, niejednokrotnie skrywanej pod płaszczykiem impulsywności i śmiałych wyzwań oraz wyjątkowych oczekiwań względem innych ludzi.
Jest to portret surowy – ale o doskonałym materiale – nieśmiertelnej Mademoiselle. Portret kobiety – tytana pracy i geniusza wizjonerstwa.

O modzie:
„Teraz jedynym dylematem projektantów wydaje się długość sukienki. Haute couture skończyła się z chwilą, gdy zabrali się do niej mężczyźni, którzy nie lubią kobiet”.

O krytykach:
„Najpierw powinni pójść do szkoły krawieckiej i nauczyć się podstaw kroju”.

O Pierze Cardinie:
„Naprawdę bardzo sympatyczny chłopak, mówię serio, tyle ze najprawdopodobniej zarżnie modę do reszty”.


O Pacu Rabbane (…):
„Widzę go raczej w przemyśle metalurgicznym”.


O Cristobalu Balenciadze:
„On jeden do czegoś się nadaje”.

O wolnym czasie:
„Nienawidzę go, tak samo jak domków na wsi i jeziorek z łabędziami srającymi do wody”.

O samotności:
„Czasem mam ochotę zadzwonić po policję tylko po to, żeby ktoś dotrzymał mi towarzystwa”.

O życiu:
„Bieg na tysiąc metrów do grobu”.

O śmierci:
„Nie boję się śmierci, boję się być nikim”.

„Mademoiselle – powiedziała szefowa słynnego magazynu – w pani wieku to chyba niezdrowo, jeszcze nam tu pani umrze na tej podłodze”. Coco, spoglądając na nią sponad przyciemnionych szkieł i ssąc skaleczony szpilką palec, odparła: „Niech pani posłucha, ja w ogóle nie zamierzam umierać, ale jeśli umrę, to cóż, po prostu umrę”.


Cristina Sánchez-Andrade Coco

Tłuczenie porcelany

niedziela, 30 stycznia 2011

Zaczyna się od śmierci. Najpierw odchodzi matka, a sześć lat później ojciec. Pogrzeb – albo coś, co może tylko udaje ceremonię pogrzebową – jest pozbawiony właściwego charakteru, towarzyszącemu ostatniemu pożegnaniu. Odarte ze świętości nabożeństwo, jest tylko następstwem odartego z niewinności życia. Obraz błyskotliwych rodziców – ojca obdarzanego szacunkiem i poważaniem nauczyciela akademickiego, który nigdy nie dokończył swojego doktoratu, oraz matki, uwielbianej przez otaczających ją młodych ludzi, inteligentnej i pięknej kobiety – zostaje przełamany przez wydarzenia, którym oboje próbują odebrać ich wagę i cenę.
Rodzinne ciepło zostaje niszczone konsekwentnie i z rozmysłem, a nawet w pewnej chwili czytelnik odnosi się wrażenie, że ono nigdy nie istniało. Chociaż nie jest to prawdą, bo autor w ostatnich akapitach książki przyznaje, że szczęśliwe chwile też miały miejsce, jednakże pozostają one jedynie fragmentami potłuczonej porcelany, fragmentami rozbitego życia.

Doświadczenia wyniesione z zakładu psychiatrycznego – Gra w strefie – przyniosły ze sobą nie stygmatyzację, lecz pewnego rodzaju uwrażliwienie, zasiewając ziarno nadziei na przetrwanie i dalsze istnienie. W późniejszym okresie wyrośnie z tego potężne drzewo tęsknoty za pięknem oraz głęboka wiara w nieustępliwość pieśni.

Przypuszczam, że coś, co było całością, musiało się rozpaść; coś, co było piękne, musiało bezpowrotnie stracić swoje piękno.

Życie ma urok, który nie blaknie. Nawet wśród koszmarów nocy wyczuwamy dążenie do łaski, które nas nie zawodzi. Nieustępliwość pieśni, jak pisał poeta.
To tkliwość łamie nam serca. Oczarowanie pozostawia nas bezradnych na brzegu, wpatrzonych w oddalające się żagle. Słodycz sprawia, ze pragniemy wyciągnąć rękę, dotknąć drugiej osoby. I spływa na nas łaska, choćbyśmy nie byli jej godni.


Mój ojciec nie był potworem. (…) Był człowiekiem, któremu w pijaną wrześniową noc poplątały się pragnienia, zostawiając go z …

Koniec świata w obrazkach to autobiograficzna powieść autora bestsellerowej Żony godnej zaufania – Roberta Goolricka. Jest to historia wstrząsająca, prezentująca obrazki – małe fragmenty – upadku zaufania, niewinności, pragnień, rodzinnego życia.
Pośród książek prezentujących podobne tematy, stanowi jasny i niezwykle klarowny – o prawdziwej wewnętrznej harmonii – głos. Powieść została uznana przez krytyków literackich, za jedno z najważniejszych i największych wydarzeń literackich ostatnich lat.
Jest to literackie arcydzieło szczerości.


Wstrząsająca historia dzieciństwa spędzonego na Południu… Dzieło godne Williama Styrona. Goolrick niewątpliwie został skrzywdzony przez swoich rodziców, lecz zdołał wyjść poza kategorie „ofiary” i „ocalonego”, aby – z niezwykłą siłą wyrazu – wyjawić nam prawdę.
„Kirkus Reviews”

Z bolesnych wspomnień o alkoholizmie i próbach samobójczych oraz z dziecięcej traumy Goolrick tworzy doskonale napisaną nielinearną opowieść o swoim życiu. Wyrazistość szczegółów zapamiętanych przez pisarza z jego najmłodszych lat głęboko porusza, podobnie jak przesycający tę książkę nastrój nieuleczonego smutku.
„People”

Literatura nieliteracko, ale w służbie prawdy

sobota, 11 grudnia 2010

Wydawnictwo „Czerwone i Czarne” w serii Powiększenia prezentuje rozmowę Renaty Kim z Jackiem Poniedziałkiem. To wywiad-rzeka w którym znajdziemy okruchy dzieciństwa i młodości aktora, dwa teatry – Krystiana Lupy i Krzysztofa Warlikowskiego, nagiego Hamleta, Kruma, Oczyszczonych i Anioły w Ameryce.
Poznamy fascynacje i namiętności… i obnażenia.

Nigdy nie zapomnę chwili, to był jakiś 1990 rok, kiedy szliśmy razem z moim partnerem przez Rynek w Krakowie, ogródki przed kawiarniami były pełne ludzi i nagle znajomy wrzasnął: „Pedały, gdzie idziecie?”. Czułem wstyd. To było tak, jakby ktoś krzyknął w czasie okupacji: „Żyd!”. Miałem instynktowne skojarzenie z Chinami czy Kambodżą, gdzie dyktatura publicznie lżyła ludzi. Czułem się obnażony. Wściekłość mieszała się z poczuciem winy.

…Ale także o tym, co w życiu jest najważniejsze, co sprawia najwięcej radości, co wywołuje lęk. A w finale – dlaczego Jacek Poniedziałek zgodził się na powstanie tej książki.
Literatura nieliteracko, ale w służbie prawdy. Polecam!

Wspomnienie samego siebie...

sobota, 24 lipca 2010

Co się dzieje, kiedy droga po której idziemy nagle pęka i przed nami tworzy się olbrzymia wyrwa w ziemi… a my nie potrafimy dostrzec jej drugiego – niczym będąc nad rzeką – brzegu? Z powodu gęstej mgły wzrok nie jest w stanie ogarnąć otaczającego krajobrazu naszego świata, i świata, który nasz nie jest, ale jest obok nas. Możliwe są różne warianty zachowań i różne historie. Tak jak w jednej z powieści Virginii Woolf zatytułowanej Fale, bohaterowie są zdolni do wszelkich działań, lecz sama zdolność, to zbyt mało.

Co się dzieje wtedy, kiedy jedno zdarzenie w otaczającym nas świecie wpływa na nasze życie w tak dużym stopniu, że stajemy się wspomnieniem samych siebie?... Przed naszymi oczyma przelatują obrazy poprzedniego/obecnego życia, które wciąż trwając – nagle się skończyło.

Bohater Samotnego mężczyzny to człowiek, który żyjąc w bezpiecznej oranżerii miłości jako delikatny storczyk zostaje wystawiony – za sprawą doświadczenia śmierci – na działanie siarczystego mrozu. I nie chodzi w tej metaforze o porównanie mężczyzny do orientalnej rośliny, bo przecież każdy zakochany człowiek staje się niczym kwiat żyjący w cieplarnianych warunkach, lecz o obraz mężczyzny po stracie.
Wrażliwość człowieka ukazuje swoją twarz w chwilach ekstremalnych doświadczeń. Czy stając wtedy przed lustrem, widzimy nasz koniec, czy początek? A może jest to początek końca lub koniec początku? To wydumanie nie jest tak napuszone w obliczu straty miłości. Tragedii straty miłości. Każdej.

Do chwili, kiedy…
Posągi wracały na dawne miejsca: klasyczne rzeźby o krzywiznach porośniętych mchem, groteskowe postacie z czterech rogów ogrodu, strzegące wejść i wyjść. Robert Goolrick.

Prócz książki Christophera Isherwooda – Samotny mężczyzna – godny uwagi jest film Toma Forda, pod tym samym tytułem, będący ekranizacją tej powieści. Zachwyca subtelnymi ujęciami emocji, klimatem oraz muzyką Abla Korzeniowskiego. Wibrującą… porządkującą chaos… i namiętną.