
„Dla naszego pokolenia szklanym pantofelkiem jest prezerwatywa” – Chuck Palahniuk – „Fight Club"


Wokół nowej powieści Umberto Eco, nadal toczy się gorąca dyskusja. Cmentarz w Pradze miał swoją polską premierę w dzień zaduszny zeszłego roku, czyli 2 listopada. Powieść pomimo tego, że została opublikowana pod koniec roku, stała się najczęściej kupowaną książką w 2011 roku. Dodatkowo najchętniej czytaną. Cmentarz w Pradze jest opowieścią, w której istnieją obok siebie (i współdziałają) inne, odrębne opowieści, zawierające prawdę historyczną. Są tam historie o masonach, jezuitach, karbonariuszach, spiskach – znanych i mniej znanych – nawróceniach – prawdziwych i fałszywych, a także o Żydach. Umberto Eco bardzo spójnie połączył je w całość, tworząc przy tym powieść brawurową, ciekawą, prawdziwą historycznie – jedynie główny bohater Cmentarza, Simone Simonini, był postacią niemającą potwierdzenia swojego istnienia w historii.
Powieść jednych czytelników zachwyca, innych, po rozpoczęciu lektury, zniechęca do dalszego czytania. Dla jednych jest to książka „dla wszystkich”, inni uważają, że to powieść „dla wymagających czytelników”. (Takie opinie czytelnicze, na swojej stronie internetowej zamieściła popularna księgarnia). W powieści spotykamy doktora Freuda, słyszymy o epizodzie z życia świętej Teresy z Lisieux i śledzimy działania Stolicy Apostolskiej w XX wieku. Wiele wątków jest bardzo zajmujących i wymagających nieco większej uwagi, niż pozostałe. Jednakże, czy rzeczywiście jest tak, że jest to powieść „dla każdego”, albo powieść „dla wymagających czytelników”? Trudno mi zrozumieć, co zdaniem niektórych recenzentów zalicza się w powieści do tego kręgu czytelniczego, który wymaga. Może tu chodzi o wspomnianą, nieco zwiększoną uwagę, która może okazać się pomocna w lokalizacji czasoprzestrzennej wydarzeń powieściowych? Ale czy to są jakieś górne wymagania?
Prawdopodobnie dla wielu czytelników nie są obce okoliczności działania masonerii w XIX i XX wieku, jak również sposoby uwierzytelniania informacji panujące w tych latach. Opis czarnej mszy, nie przywodzi na myśl nic innego, jak coraz częściej wznawiane ostatnio teksty Markiza de Sade'a. Czy Umberto Eco napisał coś nowego? Czy napisał coś, czego właśnie wymagający czytelnik by nie wiedział? Moim skromnym zdaniem – Nie. Oczywiście, Cmentarz w Pradze jest powieścią godną uwagi. Jest powieścią należącą do tych, które na fali Kodu Leonarda da Vinci, są tak chętnie czytane i kupowane. I tu pojawia się pewien paradoks powstania i istnienia. W jednym z wywiadów Umberto Eco przyznał, że „wymyślił” twórcę i bohatera takiego, jakim jest Dan Brown. Zaangażowanego, istniejącego w swojej powieści. O ile powieści Browna są akcją, dzieją się, są praktyką, o tyle powieść Eco jest jej teorią, fundamentem, na którym tamte powstały. To chyba jednak nadal Imię róży z 1980 roku, stanowi podstawę beletrystycznej twórczości włoskiego filozofa.
Jednym z wyjątkowo ciekawych wątków w powieści Cmentarz w Pradze jest „paranoiczny” opis działań głównego bohatera, albo też – właściwiej – opis paranoi, na którą cierpi bohater. Brakuje mi rozwinięcia tego tematu. Brakuje jego genezy. Umberto Eco więcej przekazał istotnych i ciekawych informacji w wywiadach towarzyszących premierze powieści, niż w niej samej. Eco należy do tych wybitnych naukowców, których chce się słuchać w dyskusjach na każdy temat. Tym razem jednak stworzył kalkę historyczną. Doskonałą, spójną, arcyciekawą (dla osób, które nie do końca pilnie uważały na lekcjach historii) i kontrowersyjną. Powieść quasi historyczną, demaskatorską, opowiadającą o strachu, manipulacji, oszustwie, wpływach i roli, jaką odgrywały pieniądze w historii.
Cmentarz w Pradze to też opowieść o komunikacji i o budowaniu racji, opinii i przekonań za pomocą książek.
Wszystkim czytelnikom – tym znającym historię, i tym znającym ją trochę mniej – polecam :)
Potrzaskane kłamstewka, albo lustro Doriana Graya. Chuck Palahniuk „Powiedz wszystko”

Element zaskoczenia jest nie tyle ciekawy z punktu braku świadomości jego nadejścia, ile z logicznego punktu uzasadniającego fakt, iż ma nastąpić. Takich elementów zaskoczenia jest wiele w powieści Chucka Palahniuka Powiedz wszystko. Książka opowiada historię ostatniej wielkiej miłości odchodzącej gwiazdy (nie tylko) ekranu – Katharine Kenton. Kiedy staje się jasne, że jako aktorka może mieć jeszcze wiele interesujących rzeczy do pokazania, a jako kobieta jeszcze wiele do przeżycia, na nadchodzące szczęście zaczyna się kłaść cień niezrozumiałego zagrożenia. Kobieta odnajduje pośród śnieżnobiałych koszul swojego nowego ukochanego Webstera Carltona Westwarda III, maszynopis dziwnego pamiętnika o jej związku mężczyzną, zatytułowany Niewolnik miłości. Tekst zawiera wymyślone, ale bardzo szczegółowe opisy intymnych doświadczeń pary kochanków. Kathie razem ze swoją powiernicą, służącą, przyjaciółką i guwernantką w jednym – Hazie Coogan – dochodzą do wniosku, że mężczyzna jest tak naprawdę szaleńcem, który planuje zabić aktorkę, a po jej śmierci opublikować oczerniający ją tekst. Wielka miłość kobiety, w jednej chwili zamienia się za sprawę instynktu obronnego, w śmiertelną i destrukcyjną walkę o przetrwanie. W walkę o wpływ na rozwój wydarzeń.
Książka jest utrzymana w konwencji powieści, opowiadających o złotych latach ery kinematografii. Hollywood – jako miejsce narodzin gwiazd, ale również towarzyszącego im osamotnienia, wszelkiego rodzaju uzależnień oraz pragnienia wiecznej młodości i piękna – nie istnieje bez przeżyć bohaterki, o których czytelnika informuje Hazie Coogan. To z perspektywy Katharine Kenton, blichtr epoki zyskuje swoją kolorystykę oraz kształt. Czas w powieści jest odmierzany nie za pomocą wskazówek zegara, lecz za pomocą premier popularnych piosenek pierwszej połowy XX wieku. Z totalnego – zamierzonego – chaosu nazwisk i nazw, udaje się odczytać prawidłowość, którą autor zaczyna sumować od czwartej sceny, III aktu. Obraz samotności wśród tłumu, zwielokrotniają dodatkowo uchwycone przez kamerę sceny, ich opisy i retardacje detali stroju, klejnotów oraz cielesności bohaterów – Webstera i Kathie.
Chuck Palahniuk stworzył powieść minimalistyczną, a jednocześnie bardzo bogatą w detale i trudną w tym sensie, że psychologia wszystkich bohaterów powieści jest przekazana przez osobę trzecią w sposób całkowicie selektywny. Jedynym zupełnym rysem charakteru, jest rys osobowości Katharine Kenton. Czytelnik nie poznaje ani Webstera Carltona Westwarda III, ani nie może przełamać rozmytego charakteru Hazie Coogan. Pokojówka aktorki jest reżyserem absolutnym – w ostatnich zdaniach powieści, bohaterka zapowiada swój znaczący wpływ na losy świata gwiazd ekranu, co symbolizuje postać małej dziewczynki siedzącej na kolanach kobiety. Jest to dziecko adoptowane przez Katharine Kenton, pozostające pod opieką Hazie, które powiernica gwiazdy przedstawia jako Norma Jean Baker. Dla czytelników ta zapowiedź narodzin przyszłej ikony kina, jest jednoznaczne z enigmatycznością jej życia, na które wpłynie fikcyjna postać Hazie Coogan. Ciąg dalszy powieści nie istnieje, ale jednocześnie jest znany.
Warto też wspomnieć o pewnej „zapachowej” niekonsekwencji autora. Dla uważnego czytelnika – L’Air du Temps wprowadził na rynek dom mody Niny Ricci w roku 1948, natomiast Norma Jean Baker, bardziej znana jako Marilyn Monroe, urodziła się 1 czerwca 1926 roku. W finałowej scenie Hazie Coogan trzyma na kolanach blond aniołka. Według dat albo Katharine Kenton nie mogła używać perfum L’Air du Temps, bo z chwilą kiedy powstały, już nie żyła, albo blond aniołek na kolanach Hazie Coogan musiał mieć ponad 20 lat. W roku 1948 „blond aniołek” miał już debiut aktorski za sobą. Istnieje jeszcze jedna możliwość. Może to wcale nie jest „zapachowa” niekonsekwencja autora, a jedynie specyficzne Wcielenie…
Warto podkreślić, że powieść jest bardzo ciekawa językowo i strukturalnie. Sposób prezentacji tematu jest tym ciekawszy, im więcej w tekście chaosu nazwisk oraz wymienionych ról, w które wcieliły się gwiazdy Hollywoodu. Książka oprócz tego, że jest parodią romansu, to jest też romansem z kryminałem oraz doskonałą powieścią psychologiczną. Autor dał w niej dowód swojej przenikliwości i niezwykłej znajomości ciemnych zaułków ludzkiej natury.
Zdecydowanie polecam!
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niebieska Studnia.
„Ucho od śledzia w śmietanie”, czyli Flawia de Luce na Święta :)

Wszystko zaczyna się od kryształowej kuli, a dokładniej od tego, co Cyganka w niej zobaczyła… Flawia postanawia odkryć tajemnicę swojej przeszłości, a nikt nie zna się lepiej na wróżbach, niż stara Cyganka na festynie w Bishop’s Lacey. Wszystko zaczyna się układać w logiczną całość, kiedy niespodziewanie wybucha pożar i Flawia, chcąc odpokutować swoją winę i poznać prawdę o swojej matce, postanawia zaoferować Cygance pomoc. Jedenastolatka nie jest w stanie przewidzieć, iż wraz z pojawieniem się kobiety na łące Palings należącej do Buckshaw, pojawią się kolejne kłopoty i… trup zawieszony na trójzębie Posejdona, fontannie w ogrodach jej rodzinnej posiadłości.
Flawia tym razem musi rozwiązać nie tylko zagadkę trupa z własnego ogrodu, ale i odkryć, kto brutalnie napadł na Cygankę, dlaczego w starym sklepie ze starociami znajdują się sprzęty należące do De Luce’ów, kto usunął szpikulec do homarów z nosa Brookiego Harewooda i dlaczego Porcelana – wnuczka Cyganki – oskarżyła Flawię o napaść na jej babcię? Wszystko komplikuje fakt, że Flawia w dalszym ciągu nie może dogadać się z siostrami – Felą i Dafi oraz, co przypadkowo odkrywa, jej rodzina jest na skraju bankructwa, a rodzinne zastawy idą pod młotek w Sotheby’s.
TATA – bardzo nieprawdopodobne (choć raz przepędził Fenellę i Johnny’ego Faa z Buckshaw).
FELA, DAFI, DOGGER I PANI MULLET – brak motywu do popełnienia przestępstwa.
Szkoda tylko, że chyba na kolejny tom przyjdzie czytelnikom trochę poczekać :)
Michał Witkowski – "Drwal". Coś się zaczyna i coś się kończy

Michał jest pisarzem, który wyjeżdża na dosyć oryginalne wakacje. To wyjazd nad polskie morze, ale wyjazd nie w czerwcu, lipcu czy sierpniu, to wyjazd wakacyjny w deszczowym i zimnym listopadzie. Trzydziestosześcioletni mężczyzna przyjeżdża do małego domku, ukrytego w lesie na zaproszenie „nieznanego” Roberta – mężczyzny tajemniczego, poznanego w nie mniej tajemniczych okolicznościach. Mała chatka – leśniczówka – położona jest kilka kilometrów od zrujnowanego ośrodka wczasowego, którego czasy świetności przypadają na osiemdziesiąte lata ubiegłego wieku. Mały domek pośrodku lasu, ukrywa w sobie tyleż wspomnień z przeszłości, co ruiny rządowego ośrodka. Właściciel jest człowiekiem milczącym i skrytym – nie jest do końca jasne, dlaczego zdecydował się zaprosić do siebie Michała – a dodatkowo ciekawym staje się fakt posiadania przez właściciela leśniczówki znacznej ilości środków psychoaktywnych oraz – i tu spore zaskoczenie dla bohatera – posiada wyjątkową kolekcję starej porcelany, wartej krocie. Michał próbuje odkryć tajemnicę Roberta – o ile takowa rzeczywiście istnieje, a swoje odkrycie wykorzystać do napisania kryminału.
Robiąc zakupy w sklepie, mężczyzna poznaje miejscowego „luja” – Mariusza, którego później w charakterystyczny dla siebie sposób „prosi” o pomoc w rozwikłaniu zagadki właściciela leśniczówki. Sprawy przybierają jednak nieoczekiwany obrót, kiedy „luj” zostaje zraniony przez Michała w nogę i klatkę piersiową oraz zamknięty w szopie za domkiem. Tajemnica dodatkowo zaczyna się zagęszczać, niczym ciemność okrywająca okoliczne lasy, z chwilą, kiedy okazuje się, że Robert nie jest Piotrem, a Piotr nie jest Robertem. Piotr jest dawno zapomnianym (ale nie przez wszystkich) chirurgiem, a Robert okazuje się być…– no właśnie – kim?
Michał próbuje rozwiązać tajemnicę zaginięcia Malinowskiego, odkryć tożsamość Robera i Piotra, pomóc lujkowi – Mariuszowi oraz napisać kryminał… którego ma nie pisać.
Powieść Michała Witkowskiego – Drwal – miała być kryminałem. I niewątpliwie nim jest. Pełno w nim listopadowego oniryzmu, który potrzeba czy nie – bo taka jest natura senności – pozostawia przestrzenie do których nawet pamięć nie ma dostępu, ani wiedza. W tych momentach powieści czytelnik się gubi, jak w ciemnym, mglistym, listopadowym lesie – i nie jest to miłe zagubienie się :)
W tekście można poczuć klimat Kosmosu i Opętanych Gombrowicza. Dla każdej z tych powieści, Drwal może stanowić powiew innego wiatru – o różnej sile, ale podobnych wzorcach – niestety, trochę zagubionych i zbyt enigmatycznych dla samego utworu. Rzeczywiście nawiązanie do Gombrowicza jest – tylko, że niestety nic z niego nie wynika. Michał Witkowski nie podjął w nim ani koncepcji obrazu świata autora Transatlantyku, ani tym bardziej myśli neokantyzmu.
W pewnych momentach akcja powieści zaczyna się przerywać, a w innych jest nieproporcjonalnie „gruba” do wyjątkowo mętnych poczynań bohatera.
Proza Michała Witkowskiego posiada bardzo specyficzny klimat, którego centralną częścią jest struktura językowa. W Drwalu również ona nie zawodzi. Bogactwo zdaje się być jednak zbyt duże, dla pojemności owego tekstu. Zaczyna się przelewać od nadmiaru znaczeń, myśli i słów, które pozostawione bez opieki bohaterów stają się zdziczałymi samotnikami, o nieco szalonym i mało realnym bycie. Tak jak w przypadku znanej, powtarzającej się często w utworze piosenki One Way Ticket, nie znajduje ona swojego uzasadniania ani w postawie bohatera, ani bohaterów drugoplanowych – być może jest to spowodowane zbyt dużym rozmyciem ich charakterów, albo w ogóle ich barkiem – ani również w wydarzeniach, które mają nastąpić.
Powieść należy przeczytać, chociażby ze względu na jej tragikomiczność pewnych sytuacji, jednakże nie ma w niej co liczyć na zachwyt rozbudowaną psychologią kryminału, czy błyskotliwy suspens wzmacniający dramat wydarzenia. Oczywiście, pojawia się on w powieści. Jednak zbyt szybko zostaje zniszczony przez ironiczność i lekkość w traktowaniu wydarzeń przez bohatera.
„Mapa i terytorium”, czyli (prawie) inny Houellebecq

Bohaterem najnowszej powieści francuskiego prozaika i poety Michela Houellebecqa jest Jed Martin, artysta, który zyskał sławę dzięki fotografiom map drogowych Michelina. Regiony Francji – tak różnorodne, kolorowe i pozbawione jednolitości – ukazane na mapach, stały się źródłem inspiracji dla Jeda.
Powieść rozpoczyna opis obrazu Damien Hirst i Jeff Koons dzielą między siebie rynek sztuki, nad którym pracuje artysta. Ma on zamykać pewien cykl i pewien rozdział w życiu malarza. Jednakże płótno zostaje zniszczone, jako niedoskonałe i nie do końca oddające zamysł twórcy; jako dzieło, które nie miało tego, co mieć powinno.
Retrospektywnie zostają przywołane wydarzenia, dzięki którym Jed zaistniał w świecie francuskiej bohemy, dzięki którym poznał Olgę – kobietę, z którą nawiązał romans, dla której – może się wydawać czytelnikowi – zmieni swoje dotychczasowe życie. Jed przygotowuje się do swojej retrospektywnej wystawy, która ma przypomnieć - przede wszystkim krytykom sztuki - o jego istnieniu. Po spektakularnym sukcesie – również finansowym – fotografii map, artysta stworzył cykle obrazów olejnych, które dotychczas nie zostały pokazane szerokiej publiczności. Aby podkreślić ważność tej wystawy, artykuł do jej katalogu ma napisać sam Michel Houellebecq, autor Cząstek elementarnych i Platformy. Pisarz słynie ze swojej niechęci do kontaktów z ludźmi, uchodzi za człowieka egoistycznego, nieprzewidywalnego i niedostępnego. Początkowo Jed Martin ma pewne problemy z nawiązaniem współpracy z pisarzem, jednakże po prośbie o wstawiennictwo, skierowanej do przyjaciela literata – Frédérica Beigbedera, Michel Houellebecq zgadza się porozmawiać z artystą i w konsekwencji napisać artykuł do katalogu wystawy Jeda. To, co przekonało pisarza do napisania artykułu, to okrągła suma pieniędzy, którą miał zainkasować za tekst. Mężczyźni prawie się zaprzyjaźniają. Dodatkowo jako dowód wdzięczności za poświęcony czas, Jed postanawia namalować portret Houellebecqa, i ofiarować mu go, po zakończonej wystawie. Jest to ostatni obraz, jaki maluje artysta – i ma tego świadomość. Obraz okazuje się arcydziełem.
W umówionym terminie, malarz zawozi obraz pisarzowi. Ten nie wydaje się być nim zainteresowany w takim stopniu, na jakim obraz zasługuje. Po kilku miesiącach Jed Martin otrzymuje wstrząsającą wiadomość. Michel Houellebecq został brutalnie zamordowany w swoim domu w Souppes.
Czyżby kolejna „możliwość wyspy”?
W powieści, jej autor kreśli obraz siebie samego. Jest on ukazany jako człowiek inteligentny, oczytany i zamknięty w sobie, a jednocześnie niedostępny, mało przyjazny w stosunku do ludzi, o naturze relatywisty, nihilisty i egocentryka. Michel Houellebecq – pisarz z powieści, to mężczyzna niestroniący od alkoholu, o depresyjnej osobowości; ignorant sztuki, mało dbający o własny wygląd i otoczenie. To także człowiek, który jest świadomy swojej osoby i chaotyczności własnej osobowości, który – paradoksalnie – na chwilę przed śmiercią przyjmuje chrzest; mieszkający samotnie – na początku w Irlandii, a następnie razem z psem, w domu na wsi.
(Morderca brutalnie zabija pisarza wraz z jego pupilem.)
Opis miejsca zbrodni jest dokładny. Przywołuje na myśl obrazy Jacksona Pollocka. Prawie niedostrzegalną są fragmenty ciała, poza dwoma odciętymi głowami patrzącymi wprost na siebie – pisarza i jego psa. Ten obraz może wyglądać na rytualny mord. Jednakże, jak się później okazuje – nie jest nim.
Czyżby prawdziwy pisarz, nie ten fikcyjny, przekuł sceny erotyczne z wcześniejszych swoich powieści, na scenę krwawego mordu samego siebie? Czy nie jest to zabieg prowokujący czytelnika do orzekania o istnieniu w dziele ukrytej karykatury twórcy? Czy rzeczywiście Mapa i terytorium jest powieścią, w której Houellebecq zrywa z obrazoburstwem i prowokacją? Powieścią, w której czytelnicy odnajdą „nowego” pisarza?
Trzy portrety
Pierwszym jest portret Jeda Martina – artysty, który oprócz życia zawodowego, nie posiada prawie żadnego innego. Epizod z dwoma kobietami pozostawia oczywiście znaczący ślad w jego osobowości, jednak nie na tyle ważny, aby mógł zmienić swoje życie, mogąc poczuć i zrozumieć miłość - zarówno ze strony Genevieve, jak i Olgi. Jed Martin jest człowiekiem spełnionym na pozór. Pustka, którą odczuwa oraz nieustające poszukiwania wyrazu artystycznego sprawiają, że nie jest w stanie przestać być egoistą. Nie jest w stanie pokochać, ani też pojąć istoty miłości, zaangażowania potrzebnego dla drugiej osoby i wymaganej bliskości. Zdjęcia, które robi pod koniec swojego życia, są odzwierciedleniem jego kondycji jako człowieka współczesnego, jako artysty poszukującego wartości, który jej jednak nie znajduje.
Drugim portretem jest obraz Michela Houellebecqa – pisarza fikcyjnego. Nie udało mu się zamieszkać w spokoju na francuskiej wsi, z dala od zgiełku wielkiego miasta i ludzi, do których żywił tak dużo niechęci. Jako człowiek, został zamordowany dla pieniędzy, a nie jako pisarz – ze względu na własne przekonania, poglądy, czy wymowę własnych utworów. Mordercą okazał się człowiek, który chciał udawać Boga, a w swojej chorobie i obłędzie, pokazał upadek ludzkiej pychy szalonego naukowca.
Trzecim portretem, jest portret ojca Jeda. Jako uznany architekt, w podobny sposób jak syn, albo właściwiej – syn w podobny sposób jak ojciec – poszukiwał artystycznej i osobistej drogi, która mogłaby go zaprowadzić do osiągnięcia stanu doskonałego, gwarantującego pełnię wyrazu artystycznego i szczęście człowieka spełnionego. W tych poszukiwaniach często zapominał o synu i jego tęsknocie za matką, która popełniła samobójstwo. Jako człowiek nieuleczalnie chory, niezadowolenie z życia oraz niezgodę na dalsze jego trwanie wyraził wyjeżdżając do Zurychu, gdzie wbrew woli Jeda poddał się eutanazji.
Rozpad cząstek elementarnych
Powieść Mapa i terytorium otrzymała w 2010 roku Nagrodę Goncourtów oraz wyróżnienie Lista Goncourtów: polski wybór.
Powieść jest psychologiczno – kryminalną opowieścią o losach artysty, poszukującego swojego miejsca w panteonie gwiazd, a w nieco mniejszym stopniu – wśród ludzi. Charakterystyczny styl powieści objawia się w opisach obrazów, w detalach, kolorach i świecie bohaterów. Przykładem specyficznej i ważnej spójności metaforycznej może być rola, jaką odgrywa grzejnik – dosłownie i w znaczeniu symbolicznym.
Michel Houellebecq napisał powieść trójwymiarową, o wielu kształtach i barwach. Jest to jednakże opis rozpadu świata. Rozpadu jego najistotniejszych elementów, które składają się na życie i miłość. Świat ludzi, ukazany w powieści, próbuje walczyć o własne przetrwanie – bezskutecznie.
Ostatnie zdanie powieści Mapa i terytorium brzmi: Następuje totalny triumf świata roślinnego.
„To ważne dzieło, przynoszące zaszczyt literaturze francuskiej.”
Bernard Pivot
„Le Journal du Dimanche”

Richard Lafargue jest światowej sławy chirurgiem plastycznym. Mężczyzna posiada wiele – prestiż, umożliwiający mu pracę na własnych warunkach, jest właścicielem prywatnej kliniki, ma dom z otaczającym go zielonym ogrodem i stawem, w który zamieszkują śnieżnobiałe łabędzie. U boku Richarda stoi piękna, młoda kobieta – Ewa – która w towarzystwie wzbudza pożądanie u mężczyzn i zazdrość u kobiet.
Richard wiele lat temu stracił w tragicznym wypadku żonę, a jego jedyne dziecko – córka Viviane, przebywa w klinice psychiatrycznej.
Pomiędzy Richardem a Ewą istnieje bardzo silny fizyczno-psychologiczny związek, oparty na uczuciu, które w pierwszej ocenie można nazwać nienawiścią, ale które jest bardziej uzależniającym układem negatywnych symbiotycznych emocji. W momencie, kiedy na ustach Ewy pojawia się uśmiech, Richard z trudem może opanować wściekłość i gniew. Kiedy w oczach kobiety mężczyzna odnajduje cień strachu, na jego ustach zaczyna gościć uśmiech. Kobieta milczy, kiedy mężczyzna zmusza ją do prostytucji. Ewa wygrywa na fortepianie znienawidzoną melodię Richarda.
Kim są dla siebie? Kim jest Ewa?
Thierry Jonquet, twórca francuskiej powieści noir, nakreślił bardzo sugestywny obraz przedstawiający dramatyczny układ kata i jego ofiary. W powieści Tarantula żyje śmiercionośny bohater-pająk, który snuje lepką i niewidoczną sieć i oplata nią swoją ofiarę. Kto jest kim? Kto jest katem, a kto ofiarą?
Córka Richarda doznała pomieszania zmysłów po brutalnym gwałcie. Kobieta dokonuje okaleczeń własnego ciała. Lekarze są zgodni w swojej diagnozie – dziewczyna nigdy nie wyzdrowieje. Czworokąt bohaterów – Richard, Viviane, Alex i olśniewająco piękna Ewa – są ze połączeni niewinnością i grubą pajęczą nicią zbrodni.
Gwałt Viviane staje się przyczyną zemsty Richarda. Alexa dotyka ślepa bogini sprawiedliwości, a układ Richard – Ewa jest układem nieodwracalnym.
Nie zdradzę tajemnicy tożsamości Ewy, bo zniszczę tajemnicę tej powieści.
Warto jednak po jej przeczytaniu spróbować obrać tą opowiedzianą historię, jak owoc. Zdjąć z niej grubą skórę perwersji, brutalności, rozpaczy i gniewu, aż ukaże się delikatny miąższ materii utraty i ceny, jaka została wymierzona za brutalny gwałt. Cena życia, za cenę życia. W powieści brakuje opisu głębokich uczuć Ewy. Możemy się tylko domyślać jej cynizmu, ironii, złośliwości i nienawiści połączonych z oddaniem, zniewoleniem i być może… miłością. Brakuje również takiego samego opisu uczuć Richarda. Ból został podniesiony do monstrualnych rozmiarów postaci, która nie tylko kładzie długi cień na całe życie, ale staje się golemem – obecnością materialną, na zawsze połączoną ze swoim stwórcą.
Być może gdyby Tarantula Thierry’ego Jonqueta zawierała takie szczegółowe opisy stanów psychicznych bohaterów, ich emocji i uczuć, stała by się jedną z najlepszych powieści psychologicznych, jaka kiedykolwiek powstała. Ale dzięki temu, iż autor uczynił ją taką, jaka jest, czytelnik posiada olbrzymie możliwości interpretacyjne. Prawie nieograniczone. Tekst zmusza do myślenia. Światło rzucone na rolę kata i jego ofiary, przybiera zupełnie inną barwę niż wyłącznie bieli. Znowu – tylko biel nie jest dwuznaczna – parafrazując Margaret Atwood.
Na podstawie tej powieści Pedro Almodóvar nakręcił film pod tytułem Skóra, w której żyję. Polska premiera już 16 września.

Dwaj fizycy, Oscar i Sebastian, przyjaźnią się od wielu lat. Od wielu lat także, prowadzą tę samą dyskusję nad istnieniem światów równoległych. Akademicki spór zaczyna się zmieniać z chwilą, kiedy znika dziesięcioletni synek Sebastiana – Liam. Do innego świata przenosi się także miejscowy lekarz, gdy na trasie jego rowerowej przejażdżki spotyka rozciągniętą stalową linkę. Inspektor Schilf rozpoczyna śledztwo, w którym zasadniczą rolę, jak się później okazuje, odgrywa historia dwóch obrazów o znamiennym tytule – Szantaż I i II, opowiedziana przez żonę Sebastiana – Maike. Dyskusja dwóch naukowców o fizyce, zaczyna przeradzać się w dyskusję metafizyczną.
Kto porwał małego Liama?
(I czy w ogóle porwał??)
Kim jest Vera Wagenfort?
(I czy w ogóle jest??)
Dlaczego partia szachów staje się tak ważna?
(I czy rzeczywiście pozostaje tylko partią szachów, niczym więcej??)
Juli Zeh w swojej powieści z 2007 roku – Ciemna materia – prowadzi dysputę tyleż ciekawą i wciągającą, ileż kameralną i psychologiczną o istnieniu równoległym. Te siedem rozdziałów razem z Prologiem i Epilogiem, tworzą galerię obrazów o znaczeniu zarówno symbolicznym, jak i psychoanalitycznym. Połączone razem ze sobą dają obraz większy, którego cząstki – jak fragmenty wzoru matematycznego – są ukryte w poszczególnych rozdziałach. Każdy z fragmentów wzoru, jest skutkiem transpozycji poprzedniego, a razem połączone dają efekt zwierciadła, w którym odbija się rzeczywistość dyskursu prowadzonego przez akademików.
Przez drzwi na dziedziniec wpadają głosy papug, stanowiące komentarz doi tej sceny. Maike zmienia ustawienie nóg.
- Kiedy dzisiaj wróciłam z urlopu, na ścianie obok Szantażu I i II była plama wody w postaci dłoni.
Schilf nie odpowiada. Zauważył tę plamę.
- Mój mąż rzucił wazonem z kwiatami o ścianę, ponieważ… Proszę wybaczyć. – Maike rusza podbródkiem. Po raz pierwszy na jej ustach błąka się coś na kształt uśmiechu. – Nie jest to dobry dzień. Wszędzie same znaki.
Uśmiech pogłębia się z taką mocą, że inspektorowi serce wędruje aż na prawą stronę ciała.
- Za tymi obrazami kryje się smutna historia. Świat jest ich pełen.
- Obrazów czy smutnych historii?
- Może to jedno i to samo.
- Pewnie ma pani rację.
- Chce pan usłyszeć tę opowieść?
- Koniecznie.
- Jest to ostatnie dzieło tego artysty. Nałożył na płótno dwadzieścia kilo oleju. Zamalował je tak, jakby chciał zużyć wszystkie zapasy. Potem przestał zajmować się malarstwem.
Maike opowiada, cicho i szybko.
Juli Zeh Ciemna materia
22 czerwca br., Wydawnictwo W.A.B. przygotowuje premierę nowej powieści Juli Zeh, antyutopii zatytułowanej Corpus delicti.

Po niespełna siedmiu latach od tragicznej śmierci Stiega Larssona, szwedzkiego dziennikarza zajmującego się problemami rasizmu, dyskryminacji i szeroko pojętym ekstremizmem, a także autora bestsellerowej serii Millennium, głos w sprawie zabrała wieloletnia partnerka Larssona – Eva Gabrielsson.
Oprócz szczegółów z życia dziennikarza i pisarza, książka Millennium, Stieg i Ja, odsłania nieznane do tej pory miłośnikom twórczości Larssona fakty z historii powstania kryminalnej sagi.
Nigdy nie jest tak, żeby życie twórcy dzieła nie miało zasadniczego wpływu na kształt oraz przedstawiane treści w jego utworach. Tak też się stało w przypadku Stiega Larssona. Eva Gabrielsson odkrywa przed czytelnikami fascynacje i zainteresowania autora, przy jednoczesnym przedstawieniu niesprawiedliwości i lęku jakiego doświadczał. Watek rodzinny, stanowi jeden z centralnych punktów książki i obok osobistych doświadczeń autorki przybiera kształt wyznania, na które partnerka życiowa pisarza zdobyła się po latach nauki życia od początku. Trudności jakich doświadczała, i nadal doświadcza, stanowią – nie do końca zrozumiałą z punktu widzenia materialnego i całkowicie niezrozumiałą z punktu widzenia moralnego – sytuację, w której kobieta podjęła walkę o wartości, stanowiące główny punkt zainteresowania jej zmarłego partnera.
W książce całkowitym novum dla czytelników, są wydarzenia towarzyszące powstawaniu powieści o losach Lisbeth Salander i Michaela Blomkvista – właśnie pod względem historiozofii zdarzeń z życia Stiega Larssona i Evy Gabrielsson. Ta książka-wyznanie dostarcza nowych faktów dla interpretatorów powieści Millennium oraz rzuca zupełnie nowe światło na wydarzenia w nich zawarte.
Millennium to katalog wszelkich form przemocy i dyskryminacji kobiet.
(…)
Dylemat: moralność i działanie tworzy dynamikę Millennium. Jednostki doskonalą lub niszczą świat i bliźnich, każdy jednak postępuje zgodnie z własną moralnością. Dlatego wciąż powraca kwestia odpowiedzialności indywidualnej.
Millennium pozwoliło Stingowi potępić tych wszystkich, którzy przyprawiali go o mdłości, bo byli podli, tchórzliwi, nieodpowiedzialni, niemoralni, oportunistyczni. Nie znosił salonowych bojowników, „wojowników, którym trzeba przychylnych wiatrów”, albo „skipperów słabych podmuchów”; fałszywych przyjaciół, którzy posłużyli się nim, żeby ułatwić sobie karierę, pozbawionych skrupułów szefów firm i udziałowców, którzy wypłacają sobie wygórowane premie…
Eva Gabrielsson, Marie-Francoise Colombani Millennium, Stieg i Ja
Głos Evy Gabrielsson, zabrany w sprawie Millennium – pośród innych głosów – wydaje się być nie tylko wyjątkowo znaczący, ale jedyny rzetelny i godny słuchania – chociażby z uwagi na fakt, kim była jego posiadaczka i jak wiele znaczyła w życiu autora powieści.
Jeśli dotykamy zagadnienia fenomenu – a w historii literatury światowej trylogia Millennium pozostaje fenomenem z wielu powodów – to pewien konkretny paradygmat zawsze ulega przemianie, lub też przesunięciu. Tak się stało z powieścią kryminalną po 2004 roku, z chwilą, kiedy została opublikowana pierwsza część trylogii – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

8 czerwca 1954 roku, Wilmslow. W Hollymeade Leonard Corell znajduje ciało leżącego na łóżku mężczyzny. Na nocnym stoliku dostrzega nadgryzioną połówkę jabłka. W pokoju unosi się zapach gorzkich migdałów. Śledztwo w sprawie śmierci przybiera nieoczekiwany i zagadkowy tok. Dowody w sprawie charakteryzują zupełnie odmienny stan rzeczy, niż podany do publicznej wiadomości przez prokuratora. Kim naprawdę był mężczyzna zamieszkujący w Wilmslow? Czym się zajmował i dlaczego Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest zainteresowane osobą zmarłego matematyka?
Leonard Corell pomimo zamknięcia sprawy, podejmuje prywatne śledztwo. To, czego się dowie o Alanie Turingu i jego pracy, wpłynie na całe jego życie i zupełnie zmieni sposób jego dotychczasowego myślenia.
Leonard Corell jest młodym śledczym, który podąża za prawdą, o której odkrycie upomina się sumienie. Oscar Farley jest historykiem literatury, który dzięki swoim poglądom i wykształceniu pozostaje wierny nie tylko swojemu sumieniu, ale też pozostaje strażnikiem prawdy. Dzieli ich wiele – łączy jeszcze więcej. Razem stanowią powieściowy obraz, ukazujący mechanizmy myślenia uwięzione w stereotypach. Mechanizmy, które ulegają rozproszeniu i rozbiciu przy zetknięciu z cząsteczkami prawdy dostrzeganej przez nich; odciskają piętno stanowiące centralne miejsce osobowości obydwu mężczyzn. O ile Oscar Farley posiada ugruntowaną osobowość, o tyle Leonard Corell doświadcza dopiero zmian, jakie niesie ze sobą prowadzone śledztwo.
Powieść jest osnuta wokół dramatu osoby wybitnego matematyka i kryptologa, jednego z pionierów informatyki – Alana Turinga – w związku z wydarzeniami mającymi miejsce dwa lata przed jego śmiercią. Po przyznaniu się do swojej homoseksualnej orientacji, Alan Turing został oskarżony o obrazę moralności, a po skazującym wyroku sądu poddany terapii hormonalnej (którą wybrał zamiast osadzenia w więzieniu). Matematyk przez rok czasu przyjmował żeński hormon – estrogen.
We wrześniu 2009 roku, premier Wielkiej Brytanii – Gordon Brown – oficjalnie przeprosił Alana Turinga w imieniu rządu brytyjskiego, za straszne oraz całkowicie niesprawiedliwe traktowanie.
To dzięki pracy Alana Turinga poczyniono znaczny postęp w złamaniu kodu Enigmy. Był twórcą bomby kryptologicznej zwanej bombą Turinga, autorem rozprawy O liczbach obliczalnych, dzięki której stał się jednym z najwybitniejszych matematyków świata mając zaledwie 26 lat. Po wojnie zajmował się definiowaniem sztucznej inteligencji.
Książka Davida Lagercrantza Grzech pierworodny w Wilmslow została opublikowana w roku 2009, jako dziewiąta powieść pisarza i została uznana za najważniejszą w jego dotychczasowym dorobku literackim.
Nazajutrz też padało. Adlington Road nadchodził młody policjant śledczy Leonard Corell. Na wysokości Brown’s Lane zdjął filcowy kapelusz, mimo deszczu było mu gorąco, i pomyślał o swoim łóżku: nie o nędznym posłaniu w mieszkaniu, tylko tym czekającym u ciotki w Knutsford. Głowa opadła mu w stronę ramienia, jakby zasypiał.
Nie lubił swojej pracy. Nie zadowalała go pensja, nie znosił patroli, papierkowej roboty, przeklętego Wilmslow, gdzie się nigdy nic nie działo. (…) Był wtorek, 8 czerwca 1954 roku, a on wypatrywał tabliczek z nazwami domów.
Gdy dostrzegł tę z napisem Hollymeade, skręcił w lewo i wpadł na wielką wierzbę przypominającą starą miotłę. Choć nie musiał, zatrzymał się, by zasznurować buty. Przez podwórze biegła dróżka z ceglanych płyt, a w połowie drogi znienacka się urywała. Zadał sobie pytanie: Co się właściwie wydarzyło? Ale oczywiście wiedział, że cokolwiek to było, nie miało z ceglaną ścieżką nic wspólnego.
David Lagercrantz Grzech pierworodny w Wilmslow

W zeszłym roku ukazały się Przerwane milczenie i Ostatni ślad, a rok wcześniej Echo winy. We wcześniejszych latach – jeszcze dwie inne książki Charlotte Link, niemieckiej autorki powieści obyczajowych oraz kryminałów psychologicznych. Niedawno swoją polską premierę miała książka Grzech aniołów, która została po raz pierwszy w oryginale opublikowana w 1995 roku.
Krytycy porównują twórczość pisarki – zwłaszcza tą kryminalną – do warsztatu pisarskiego Agathy Christie, zarówno pod względem konstrukcji zagadki, sielskości opisywanego świata w połączeniu ze zbrodnią, jak również ze względu na silny, psychologiczny pierwiastek obecny w powieściach. Być może właśnie ten psychologizm postaci i zdarzeń jest tak ujmujący u Charlotte Link. Czytelnik czuje popełnioną zbrodnie, dostrzega winę i wyczuwa nadejście kary, ale nie w trakcie akcji książki, lecz od samego początku jej czytania. Wydarzenia następują po subtelnej zapowiedzi, czy to sposobie zachowania bohaterów, czy też w zdarzeniach determinujących osnowę – niejako w formie przepowiedni lub czynu, który wydaje się z pozoru mało znaczący – i sam w sobie taki pozostaje – ale w finalnej części powieści zostaje odkryty jako klucz, bądź symbol do zrozumienia i wyjaśnienia zagadki.
Grzech aniołów to powieść opisująca kilka przełomowych dni w życiu rodziny. Wzajemne relacje żony – męża, matki – ojca oraz bliźniaków Maximiliana i Maria zostały ukazane względem samych siebie w opozycji do otaczających ich osób i we wzajemnej, charakterystycznej psychologicznie, osobowej symbiozie. Galeria postaci jest odpowiedzialna za układy sił, jakie powstają w powieści. Janet i jej mąż Phillip, tworzą trójkąt emocji w połączeniu z kochankiem Janet – Andrew. Bezsilność jest spleciona z wyparciem, a brak odpowiedzialności z utartą stabilizacji i relatywizmem. Maximilian i Mario oraz Tina i profesor Echinger… i Dana, jej matka wraz z ojcem Tiny. Wszyscy popełniają w pewnym momencie jakieś błędy… i wszyscy są czemuś winni!
Każdy z bohaterów przedstawia portret osobowości, nakreślony w światłocieniu. Charlotte Link subtelnie operuje światłem, nie żałując go – ale tylko w stosunku do przyrody i klimatu ciepłej Prowansji. Jej literaccy bohaterowie słusznie pozostają w półmroku.